Dziedzictwo odc. 1041: Zniknięcie Ezgi. To, co znajduje Isil, przeraża!

– Pan Sinan zaprosił mnie na kolację – wyznaje Aynur, próbując brzmieć spokojnie. – Myślę, że coś do mnie czuje. I… ja też coś czuję. Siostro Adalet, chcę iść za tym głosem. Wiem, że próbujesz mnie chronić, ale jeśli nie pójdę tą drogą, będę tego żałować do końca życia.

Adalet milknie na moment, po czym mówi poważnie:

– Aynur… już tyle razy wyrażałam swoją opinię. Co więcej mogę powiedzieć? Niech Bóg cię chroni przed upokorzeniem. Ale… bądź ostrożna. Nie daj się ponieść uczuciom zbyt szybko.

Jej wzrok przesuwa się po twarzy dziewczyny, aż w końcu zatrzymuje się na szyi. Między kosmykami włosów prześwitują czerwone ślady. Adalet wstrzymuje oddech, a jej twarz blednie.

– Co to jest?! Kto ci to zrobił?! Powiedz mi natychmiast!

Aynur spuszcza wzrok, głos jej drży:

– Pani Ezgi… Śledziła mnie. Była wściekła, nie panowała nad sobą. Zaatakowała mnie. Ale… wierzę, że kiedyś zrozumie, jak bardzo się myliła.

– Czy powiedziałaś o tym panu Sinanowi?
– Nie. Nie chcę go martwić. I tak ma już dość cierpienia. Jego mama… udawała tylko, że nie może chodzić. Wyobrażasz to sobie?

Adalet aż cofa się o krok.

– Co ty mówisz? Przysięgam, postarzałam się właśnie o rok. Czy możliwe jest aż takie kłamstwo?! Aynur, posłuchaj mnie dobrze. Musisz powiedzieć panu Sinanowi o Ezgi. To nie była sprzeczka – ona cię zaatakowała. Ta dziewczyna jest niebezpieczna.

Adalet nagle zamiera, widząc łzy w oczach dziewczyny.
– Dlaczego płaczesz?

– Bo… powiedziała, że nie jestem go godna. Że jestem tylko służącą. I że on zasługuje na kogoś lepszego…

Adalet przyciąga ją do siebie, mocno i ciepło. Obejmuje ją jak córkę.

– Nie pozwól, by twoje serce cierpiało przez jej słowa. To się jeszcze okaże, czy pan Sinan zasługuje na ciebie. Bo to nie Ezgi, nie świat, nie status decydują, kto ma prawo do miłości. Tylko serce. A ty masz czyste, piękne serce. Ezgi nie może ci się równać. Jesteś jak anioł, Aynur. Przyniosę ci apaszkę – owiniesz nią szyję. I poczujesz się bezpieczna. Dziś wszystko musi być idealnie.


Sinan stoi przed lustrem i z namaszczeniem poprawia klapy marynarki. Jego twarz jest skupiona, ale w oczach widać determinację.

– Najwyższy czas – mówi cicho, jakby do siebie. Jakby zamierzał dziś coś zmienić. Coś naprawić. Coś wyznać.

W tym momencie dzwoni telefon. Na wyświetlaczu: Komisarz Kara.

– Słucham, Karo – odbiera bez wahania.

– Panie Sinanie, wyślę ci za chwilę dokument. Mamy nowe dowody i zeznania w sprawie. Musisz napisać nowy akt oskarżenia przed jutrzejszą rozprawą. Nie możemy tego zignorować.

Sinan zaciska szczękę. Przez chwilę milczy, patrząc w dal, jakby chciał znaleźć jakieś wyjście.

– Wyszło źle… – wymyka mu się z ust.
– Co? Nie dosłyszałam – pyta Kara zdezorientowana.

– Nic, wyślij maila. Zacznę pracę tak szybko, jak się da – mówi już bardziej zdecydowanym tonem. Ale jego serce bije ciężko – nie z powodu sprawy, lecz z powodu telefonu, który musi wykonać za chwilę.

Z niechęcią, powoli wybiera numer Aynur. Czeka. Po chwili odbiera jej głos – pełen radości i oczekiwania:

– Panie Sinanie, jesteś już? – pyta z entuzjazmem. – Jestem gotowa, za chwilę schodzę.

Cisza po drugiej stronie trwa o sekundę za długo. W końcu Sinan odpowiada, spokojnie, ale z nutą żalu:

– Aynur… bardzo mi przykro, ale wydarzyło się coś nieprzewidzianego. W sprawie, którą prowadzę, pojawiły się nowe dowody. Jutro jest rozprawa. Muszę przygotować nowy akt oskarżenia – i to natychmiast. Dziś wieczorem… nie dam rady.

Chwila ciszy. Głos Aynur zmienia się – wciąż łagodny, ale słyszalnie przygaszony:

– Rozumiem… nie martw się. Zjemy kolację innym razem.

– Naprawdę mi przykro – mówi Sinan z wyraźnym napięciem. – Uwierz mi, nic nie może sprawić, że poczuję się teraz lepiej. Ale nie mogę tego odłożyć.

– W porządku – szepcze Aynur. – Do zobaczenia…

Rozłącza się. Kamera zostaje z nią.

Aynur przez moment wpatruje się w ekran wygaszonego telefonu, jakby jeszcze przez chwilę chciała usłyszeć jego głos. W końcu odkłada komórkę na nocną szafkę i wzdycha głęboko.

– Jemu też jest ciężko – mówi do siebie cicho. – Powiedział, że nic nie może go pocieszyć…

Nagle jej twarz rozjaśnia się, a w oczach pojawia się ciepło.

– Ale może ciasto budyniowe pomoże chociaż odrobinę – uśmiecha się lekko.

Nie przebierając się, jeszcze w eleganckiej sukience, idzie do kuchni. Otwiera szafkę, sięga po mąkę, jajka, cukier… Jej ruchy są szybkie, pełne skupienia. Każdy gest – jak cichy akt troski. Jakby to nie był deser, ale coś więcej. Cicha odpowiedź na niewypowiedziany smutek.


Poyraz budzi się w szpitalnym łóżku. Powieki ma ciężkie jak ołów. Pierwszym, co widzi, są zmartwione twarze Nany i Cennet pochylające się nad nim. W tle cicho brzęczą monitory.

– Mój brat…? – wydusza z siebie z trudem, niemal szeptem. Oczy otwierają się szerzej. Nagle, jak rażony prądem, zrywa się do pozycji siedzącej.

– Proszę cię, zatrzymaj się! – Nana rzuca się do niego z paniką w głosie. – Jesteś ranny, nie możesz się ruszać!

– Synu, co ty wyprawiasz?! – wtóruje jej Cennet, próbując go przytrzymać. – Ledwo co wyszedłeś z operacji!

– Gdzie on jest?! Gdzie mój brat?! – Poyraz odpycha kołdrę, nie zważając na ból i świeże szwy.

– Lekarze się nim zajmują… – mówi Nana, łamiącym się głosem.

Poyraz zamiera na chwilę. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej oczy, by zrozumieć – stan jego brata musi być poważny.

– Czyli… jest źle – mówi cicho, ale w jego głosie narasta furia. – Znajdę tego drania! Przysięgam na wszystko – zapłaci za to, co zrobił!

Bez wahania wyrywa wenflon z ręki. Krew spływa cienką strużką, ale on nawet tego nie zauważa. Wstaje, chwiejąc się, jakby jego ciało i serce szarpały się w dwóch przeciwnych kierunkach.

– Synu, stój! – krzyczy Cennet, chwytając go za rękę. – Chcesz znowu trafić do więzienia?! I to teraz, kiedy twojemu bratu grozi śmierć?! Co wtedy zrobię? Co mam zrobić, jeśli stracę was obu?! – Jej głos załamuje się, a oczy zalewają łzy.

– Mamo… – Poyraz patrzy na nią bezradnie, ale gniew wciąż buzuję w jego krwi.

– Ja też cię nie puszczę! – Nana staje mu na drodze, zdeterminowana. – Jeśli teraz wyjdziesz, tylko pogorszysz wszystko. Zrobisz krzywdę sobie i wszystkim! Chcesz pomścić brata? Zrób to z głową, nie z nożem w ręce!

– Zejdź mi z drogi! – warczy, ale jego głos traci impet.

– Nie! Znajdziesz go. Ale nie dziś. Nie w tym stanie. – Jej oczy błyszczą od łez i odwagi. – Uspokój się. Zrób to dla brata. Dla nas.

Przez moment trwa napięta cisza. Poyraz oddycha ciężko, jakby walczył sam ze sobą. W końcu opada na łóżko. Zaciska szczękę, mięśnie twarzy mu drgają. Wszystko w nim krzyczy, by działać – teraz, natychmiast – ale gdzieś głęboko wie, że miałaby rację.

Jeśli chce się zemścić, musi to zrobić z głową. Metodycznie. Skutecznie. Bez emocji.

Ale w sercu wciąż płonie ogień.


Cansel leży na szpitalnym łóżku, bledsza niż zwykle, z kroplówką w ręce. Patrzy w sufit, jakby szukała tam odpowiedzi.

– Muszę dalej grać ofiarę – mówi do siebie cicho, niemal bezgłośnie. – Şahin jest w śpiączce. Jedynym, kto może mnie pogrążyć, jest Semih. A oni zabrali mi telefon… Nie mogę się z nim skontaktować. Co mam zrobić?

Drzwi sali otwierają się bezgłośnie. Wchodzi pielęgniarka, sprawdza kroplówkę, rzuca rutynowe spojrzenie na monitor.

– Czujesz się lepiej? – pyta z uprzejmym uśmiechem.

– Tak, dziękuję. – Cansel przybiera słaby, zmęczony ton. – Czy mogę o coś poprosić? Muszę pilnie zadzwonić, ale nie mam przy sobie telefonu. To naprawdę ważne.

Pielęgniarka zawahała się na ułamek sekundy, po czym sięga do kieszeni fartucha.
– Proszę, tylko krótko.

Podaje telefon i wychodzi, zostawiając Cansel samą.

Cansel z bijącym sercem wybiera numer. Przyciska telefon do ucha. Po chwili słychać głos automatu:

– Wybrany abonent jest niedostępny. Spróbuj ponownie później.

– Wyłączył telefon, żeby nie dało się go namierzyć – szepcze Cansel. – Ale… jaki był jego zapasowy numer?

Mruży oczy, próbując sobie przypomnieć. Po chwili jej palce zaczynają stukać w ekran.


Kamera przenosi się na Semiha, który skulony siedzi pod ścianą zrujnowanego budynku. Elewacja się łuszczy, a wokół walają się śmieci. Telefon w dłoni zaczyna wibrować.

– Kto to, do diabła…? – mruczy. Patrzy na ekran. Nieznany numer.

Z jego twarzy znika kolor.
– Kto, oprócz Boga, zna ten numer?

Nieufnie naciska zieloną słuchawkę i ostrożnie przykłada telefon do ucha.

– Semih! – rozlega się znajomy głos. – Jak się czujesz? Gdzie jesteś?!

– Uciekłem Poyrazowi – odpowiada po chwili. – Są tam? Kazali ci zadzwonić?

– Nie, nikt mnie nie zmuszał. Jestem w szpitalu. Şahin nadal nie odzyskał przytomności. Pielęgniarka pozwoliła mi skorzystać z jej telefonu. Ale… powiedz mi, Semih… dlaczego to zrobiłeś?

– To nie było zaplanowane. Straciłem panowanie nad sobą. Wszystko wymknęło się spod kontroli. A ty? Jak twoja sytuacja?

– Już mi nie ufają. Nawet telefonu nie mogę mieć przy sobie. Pilnują mnie cały czas.

Zapada cisza. Po chwili Semih mówi gorzko:

– Czyli to już koniec. Wszystko się posypało. Nie mam wyjścia. Muszę uciekać. A ty? Dołączysz do mnie?

– Nie mogę. Gdybym tylko wyszła stąd, natychmiast padłyby pytania. Przyciągnęłabym uwagę. Sytuacja zrobiłaby się jeszcze groźniejsza. – Głos Cansel drży jej lekko. – Braciszku… dziękuję, że mnie wtedy ochroniłeś. Ale jeśli cię złapią… proszę, nie wciągaj mnie w to. Powiedz, że nic nie wiedziałam. Może jeśli Şahin się obudzi, jeszcze będę miała jakąś szansę. Wiem, że nigdy mi nie wybaczą. Ale przynajmniej niech nie każą mnie tak samo, jak ciebie.

Jej głos słabnie. W końcu dodaje:

– Przez te wszystkie lata milczałam. Kryłam cię. Brałam udział. Nie muszę ci tego przypominać. Teraz ty mnie chroń, Semih.

Długie milczenie po drugiej stronie. W końcu Semih odpowiada poważnym tonem:

– Dobrze, siostro. Zrobię to. Ale mam prośbę.

– Jaką?

– Muszę zniknąć. Mój portfel został w kawiarni, za sejfem. Tam są pieniądze. Nie mam jak się tam dostać – wszędzie szukają mnie ludzie Poyraza. Musisz go stamtąd zabrać i przynieść mi gotówkę.

Cansel milknie.

– Nie mogę ci niczego obiecać. Obserwują każdy mój ruch. Ale… jeśli nadarzy się okazja – dam ci znać. I… uważaj na siebie, braciszku.

– Ty też, siostro.

Połączenie zostaje przerwane. Cansel trzyma jeszcze przez chwilę telefon przy uchu, jakby chciała usłyszeć coś więcej. W końcu zamyka oczy i opiera głowę o poduszkę. Jej twarz nie wyraża ulgi – tylko strach i zmęczenie.


Isil siedzi samotnie przy stoliku w eleganckiej, ale cichej kawiarni. Jej filiżanka z kawą jest niemal nietknięta. Zamyślona, sięga po telefon i wybiera numer Ezgi. Jeden sygnał, drugi… trzeci. Nikt nie odbiera.

– Nie odbiera od kilku godzin… – szepcze z rosnącym niepokojem. – Była pijana. A jeśli coś jej się stało?

Z nerwów przygryza wargę. W tej samej chwili telefon zaczyna dzwonić. Na ekranie – Hamdi.

– Dostałaś już wyniki? – pyta jej mąż z niecierpliwością.

– Wciąż czekam. I szczerze mówiąc, mam już tego dość. Czy to naprawdę takie pilne?

– Lekarz nalega, Isil. Bez wyników nie wystawi ci zgody na lot. Ale co się dzieje? Twój głos brzmi dziwnie.

– Nie mogę skontaktować się z Ezgi – odpowiada, z trudem ukrywając niepokój. – Od wczoraj. Ostatni raz rozmawiałyśmy, gdy była pijana. Teraz milczy. To nie jest normalne.

– Może po prostu potrzebuje przestrzeni. Nie naciskaj, Isil. Ona potrafi o siebie zadbać.

– Może masz rację… – wzdycha ciężko. – Dobrze. Porozmawiamy później.

Zanim jeszcze zdąży odłożyć telefon, ten znów zaczyna dzwonić. Tym razem numer nieznany.
– Halo?

– Dzień dobry. Mówi Sevda, asystentka pani Ezgi – odzywa się uprzejmy, ale napięty kobiecy głos. – Dziś miała stawić się w sądzie, ale nie pojawiła się. Próbowałam dodzwonić się do jej mieszkania, nikt nie otwiera. Pomyślałam, że może jest z panem Sinanem. Czy wie pani coś na ten temat?

Isil zamiera. Jej dłoń ściska telefon jeszcze mocniej.

– Prawdopodobnie jest chora – odpowiada chłodno. – Nic więcej nie wiem.
– Rozumiem. Dziękuję – mówi kobieta i kończy połączenie.

Isil powoli odkłada telefon na stół. Jej twarz tężeje, a w oczach pojawia się cień złości.

– Głupia dziewczyna! – syczy, niemal przez zaciśnięte zęby. – Najpierw zabrała mi syna, a teraz doprowadza mnie do obłędu. Nie dość, że go przeciwko mnie obróciła, to jeszcze znika bez śladu i stawia wszystkich na nogi…

Jej ręka zaciska się w pięść. Tego dnia kawa na pewno nie będzie już smakować.


Nana, Poyraz, Cennet i Nazli stoją w milczeniu, wpatrując się przez szybę w drzwi sali szpitalnej. Za szkłem leży nieprzytomny Sahin, podłączony do aparatury, oddychający z pomocą respiratora. Cisza ciąży im wszystkim.

– Obudzisz się, bracie – mówi Poyraz, ledwo panując nad emocjami. – A ja znajdę tego drania. Przysięgam, zapłaci za wszystko, co ci zrobił.

W tej samej chwili na korytarzu pojawia się Mert. Zbliża się szybko, z bijącym sercem. Poyraz odwraca się gwałtownie.

– Co ty tu robisz?! – w jego głosie wybrzmiewa złość i rozczarowanie. – Nie kazałem ci przypadkiem pilnować bratowej?

– Próbowałem – tłumaczy się Mert, wyraźnie zdenerwowany. – Powiedziała, że boli ją głowa. Połknęła jakieś leki… mówiła, że nie chce już żyć. Że jej brat mógł zabić jej męża i nie może znieść tej myśli. Zawiozłem ją do szpitala. Zrobili jej płukanie żołądka. Przeżyje.

– Już raz to zrobiła… – przypomina Cennet z goryczą, krzyżując ramiona. – To tylko kolejny teatr. Znamy ją. Cansel wie, jak grać ofiarę.

– Możliwe – przyznaje Poyraz z niechęcią. – Ale na razie mamy ją na oku. A Sahin… – spogląda znowu na brata za szybą – Sahin też się z tego wygrzebie. Musi.

Mert podchodzi do Poyraza i obejmuje go mocno, po męsku. Czuje, że musi to powiedzieć.

– Mistrzu… Kocham cię, bracie. Nie było okazji, żeby ci to wcześniej wyznać, ale już więcej nie dam ci powodów do wątpliwości. Jesteś moim bratem. Moim przewodnikiem.

Poyraz wzrusza się. Kładzie rękę na jego ramieniu i patrzy mu prosto w oczy.

– I ty jesteś moim bratem, Mert. Nie pozwolimy więcej nikomu nami manipulować. Nie damy się złamać. Ani ludziom, ani losowi.

Ich spojrzenia krzyżują się – twarde, ale lojalne. Za szybą wciąż leży Sahin, a cisza szpitalnego korytarza zdaje się tylko potęgować przysięgę, którą właśnie między sobą złożyli.


Wkrótce Cansel pojawia się na szpitalnym korytarzu, przed salą, gdzie leży jej nieprzytomny mąż. Ledwie staje w drzwiach, Cennet rzuca jej spojrzenie pełne wściekłości i natychmiast rusza w jej stronę.

– Co ty tu robisz?! – syczy. – Przyszłam zobaczyć mojego męża – odpowiada Cansel cicho, z trudem panując nad łzami.

– Mert, zabierz tę bezwstydną kobietę z mojego pola widzenia! – rozkazuje Cennet z pogardą.

– Dość, mamo! – przerywa jej Cansel drżącym, błagalnym głosem. – Ja też jestem ofiarą! Sahin był jedynym, który podał mi rękę, gdy nie miałam nikogo… Całym sercem uznałam was za rodzinę, ale mój brat… – głos jej się łamie – …zniszczył wszystko. Zabrał mi Sahina. Zabrał mi życie.

Szlochając, rzuca się do przeszklonych drzwi sali i przykłada do nich dłonie.
– Sahinie… ja nie chcę już tak żyć… nie mam siły…

Cansel osuwa się na kolana. Wszyscy zamarli. Wtedy Poyraz – ku zdumieniu wszystkich – podchodzi do niej i wyciąga do niej rękę.

– Wstań, bratowo – mówi spokojnie, lecz stanowczo.

Zaskoczona Cansel chwyta jego dłoń i z pomocą podnosi się z podłogi.
– Dziękuję, Poyrazie… – szepcze, nie kryjąc wzruszenia.

Cennet patrzy na syna z niedowierzaniem. Jej oczy płoną gniewem.
– Jak możesz jej ufać? – mówi z goryczą. – Ona zdradziła nas wszystkich!

– A jaka jest jej wina? – pyta Poyraz spokojnie, ale stanowczo. – Ma ponosić karę za grzechy swojego brata?

– Ta kobieta to kłamstwo w czystej postaci! – syczy Cennet. – Nigdy jej nie uwierzę.

Poyraz nie odpowiada. Z kieszeni wyciąga telefon Cansel i podaje jej go.

– Bądź silna. Mój brat cię potrzebuje – mówi cicho.

Z boku Nana przygląda się całej scenie z rosnącym niepokojem. Widząc, że mąż staje po stronie kobiety, której nie ufa, podchodzi do niego i odciąga go na bok.

– Co ty wyprawiasz? – pyta szeptem. – Jak możesz wierzyć w jej łzy?

Poyraz zbliża twarz do jej ucha, odpowiadając konspiracyjnie:

– Semih potrzebuje gotówki. Prędzej czy później poprosi o pomoc. Najlepszy sposób, by go dopaść, to iść za jego siostrą. Pójdę do Rustema. Ty obserwuj Cansel. Nie spuszczaj jej z oka.


Cansel zamyka się w szpitalnej łazience. Nana – zgodnie z prośbą męża – podąża za nią i przystaje przy drzwiach, wsłuchując się w ciszę.

Po chwili słychać stłumiony głos:

– Semihu, przyjdź dziś o północy… do głównej bramy osiedla. Teraz mi ufają. Przyniosę ci wszystko, czego potrzebujesz.

Twarz Nany momentalnie twardnieje. Odsuwa się od drzwi, sięga po telefon i dzwoni do Poyraza.

– Miałeś rację – mówi krótko, lecz z przekonaniem. – Spotkają się o północy.


Isil, z trudem wspinając się po schodach, opiera się ciężko na lasce. Każdy krok kosztuje ją wysiłek, ale w oczach ma determinację. W końcu staje przed drzwiami mieszkania Ezgi i naciska dzwonek.

– Ezgi… to ja, Isil. Otwórz, proszę.

Cisza. Żadnego dźwięku, żadnego ruchu zza drzwi.

Po chwili sięga do torebki, wyciąga klucz i wkłada go do zamka.

– Wzięłam klucz od portiera. Wydaje mi się, że znowu jesteś pijana – mówi półgłosem, jakby chcąc dodać sobie odwagi. – Wchodzę.

Drzwi skrzypią złowieszczo. Isil wchodzi powoli do mieszkania, każdy krok ostrożny, niespokojny. Przechodzi przez ciemny przedpokój i zagląda do salonu.

W jednej chwili zamiera.

Najpierw widzi buty. Potem nogi. A potem… Ezgi, leżącą bezwładnie na podłodze. Jej ciało spoczywa w nieruchomej kałuży krwi.

Isil krzyczy. Cofa się gwałtownie, aż opiera się plecami o ścianę. Laska wypada jej z ręki i z łoskotem uderza o podłogę. Kobieta ledwo utrzymuje się na nogach, dysząc ciężko i trzęsąc się na całym ciele. Jej twarz blednie, a oczy rozszerzają się z przerażenia.

Drżącą ręką wyciąga telefon. Trwa to wieczność. W końcu udaje się jej wybrać numer alarmowy.

– Halo…? Chcę zgłosić… morderstwo – mówi, a jej głos się załamuje. – Kobieta… leży w kałuży krwi. To wygląda bardzo źle… Proszę… przyślijcie kogoś natychmiast…

Z drugiej strony słychać: „Proszę się uspokoić. Proszę podać adres…”

Isil osuwa się na kolana, wpatrzona w ciało dziewczyny, która jeszcze kilka dni temu miała zostać jej synową. W tej chwili jednak to już nie ma znaczenia. Strach przyćmił wszystko.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 754. Bölüm i Emanet 755. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

212-213

W poprzednim odcinku serialu Panna młoda Cihan zamknął Beyzę w kotłowni. Teraz kobieta dowie się, że jej ojciec sprzedał udziały w firmie. Tymczasem Sinem skonfrontuje się z…

W jego słowach nie ma spokoju. Nuśre nie opowiada o zwykłym planie podróży. Próbuje uzasadnić plan ratunkowy. Z jego perspektywy sytuacja zaszła tak daleko, że każda kolejna…

W salonie panuje cisza tak ciężka, że nawet odgłos filiżanki odstawionej na stolik mógłby zabrzmieć jak huk. Engin i Cihan siedzą naprzeciwko siebie, ale żaden z nich…

“Starszy mężczyzna siedzi samotnie w eleganckim holu wielkiego holdingu. Wokół niego wszystko wygląda spokojnie, czysto i profesjonalnie. Błyszcząca podłoga, nowoczesne fotele, recepcja, pracownicy przechodzący własnym rytmem. Tylko…

Cihan mierzy się z ciężarem przeszłości oraz skomplikowanymi uczuciami do swojego dziecka. Wspomina pierwsze chwile po narodzinach syna, kiedy trapiły go wyrzuty sumienia i brak poczucia więzi….

Akacjowa 38 odc. 966. Lucía dziedziczy cenną kolekcję po markizie! Telmo ma przekonać ją do oddania dzieł zakonowi. Streszczenie 966 i 967 odcinka

Akacjowa 38 – gdzie i kiedy można obejrzeć 966 odcinek seria Premierowa emisja 966 odcinku serialu Akacjowa 38 odbędzie się we wtorek, 29 września 2026 na godzinę…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *