
— zapytał ostro. — Gdzie się z nią spotkałaś?
— Myślałam, że jeśli z nią porozmawiam, przekonam ją do powrotu.
— Ile razy mówiłem ci, żebyś trzymała się z daleka i się nie wtrącała? — wybuchnął. — Niszczysz wszystko, czego dotkniesz, Hancer! Chcesz, żebym stracił syna? Właśnie tego chcesz?
— Nie wiedziałam, że do tego dojdzie — broniła się bezradnie. — Myślałam…
— Co myślałaś? Że Beyza nie jest matką mojego syna? — przerwał jej. — Mam już dość! W tym, co robisz, nie ma żadnych dobrych intencji. Są tylko ukryte zamiary.
— Jakie złe zamiary mogłabym mieć wobec ciebie? — zapytała z rozpaczą. — Jak możesz w ogóle tak myśleć?
— Zostaw te puste słowa. Zrozumiałem, czego chcesz. Chcesz być ze mną. Dlatego robisz te wszystkie niedorzeczne rzeczy.
Hancer zamarła, dotknięta do żywego.
— Mówisz tak, bo jesteś zraniony — odparła cicho, ale stanowczo. — Tylko dlatego wybaczam ci tę podłość.
Odwróciła się, chcąc wyjść, lecz Cihan chwycił ją za ramię i zatrzymał.
— Skoro mam być podły, powiem ci jeszcze więcej — syknął, patrząc jej prosto w oczy. — No dalej, przyznaj się. Powiedz, że mnie kochasz. Powiedz, że wyszłaś za mąż tylko po to, żeby wzbudzić we mnie zazdrość.
— Przekraczasz granicę!
— Na wszystkie sposoby próbujesz być blisko mnie. Próbujesz usunąć każdą przeszkodę. Nawet mojego syna.
Hancer nie wytrzymała. Uniosła rękę i wymierzyła mu mocny policzek. Głowa Cihana odskoczyła na bok, a w gabinecie zapadła głucha cisza.
— Nie mam nic do powiedzenia człowiekowi, który uważa, że mogłabym skrzywdzić dziecko — powiedziała drżącym, ale stanowczym głosem. — Zapamiętaj to dobrze. Nie szukam miejsca, do którego mogłabym wrócić. Nie szukam też ojca dla mojego dziecka. Moje dziecko ma już ojca. Od tej chwili nie pokazuj mi się więcej na oczy, Cihanie Develioglu!
Odwróciła się na pięcie i wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Dopiero na korytarzu zatrzymała się i oparła plecami o ścianę. Łzy, które tak długo powstrzymywała, spłynęły jej po policzkach.
Szybko je otarła, poprawiła torebkę na ramieniu i ruszyła do łazienki, nie pozwalając sobie na ani jedno spojrzenie wstecz.
Przeziębiony Engin leżał na kanapie, przykryty białym kocem. Był wyraźnie osłabiony, blady i zmęczony. Na stoliku przed nim stały lekarstwa, szklanka wody i drobne rzeczy potrzebne choremu. Sila podeszła bliżej i zatrzymała się przy kanapie, przyglądając mu się z troską.
— Zupa jest gotowa — oznajmiła. — Podgrzej ją sobie, kiedy zgłodniejesz. Chcesz jeszcze czegoś?
— Nie, dziękuję — odpowiedział cicho, zmęczonym głosem.
— Nie zostawiłabym cię samego w takim stanie, ale dopiero dostałam tę pracę. Nie chcę już na początku prosić o wolne.
Engin uniósł na nią spojrzenie spod ciężkich powiek.
— Nie musisz zostawać. Wystarczy, że trochę odpocznę. Dojdę do siebie. Niczego więcej mi nie potrzeba.
W tej samej chwili telefon leżący na stoliku zaczął dzwonić. Sila sięgnęła po aparat i podała go Enginowi. Mężczyzna odebrał, przez chwilę słuchał rozmówcy, po czym rozłączył się i odłożył telefon.
— Cihan pozwał pewną lekarkę — powiedział. — Wygraliśmy sprawę. Właśnie mnie poinformowano, że została zawieszona.
Sila zmarszczyła brwi.
— Dlaczego Cihan miałby pozywać lekarkę?
Engin odetchnął ciężko.
— Kiedy Cihan i Hancer byli małżeństwem, zdecydowali się na zapłodnienie in vitro. O pomoc zwrócili się do doktor Fusun Kaby. Później wyszło na jaw, że skrzywdziła wiele kobiet. W przypadku Hancer również chciała zastosować niewłaściwe leczenie. Na szczęście Cihan w porę temu zapobiegł.
— Jak to możliwe, że zabrał żonę do niesprawdzonej lekarki? — zapytała Sila z niedowierzaniem.
— Miała dobrą opinię. Pani Mukadder ją sprawdziła.
Sila zastygła na moment. To jedno zdanie wystarczyło, by w jej głowie zapaliła się kolejna lampka ostrzegawcza.
— Tak czy inaczej, została ukarana — powiedziała po chwili, starając się ukryć napięcie. — Nie denerwuj się już. Musisz odpoczywać. Na mnie czas. Do zobaczenia.
Odwróciła się i wyszła z salonu. Gdy tylko znalazła się poza zasięgiem wzroku Engina, natychmiast wyciągnęła telefon z kieszeni. Wpisała w wyszukiwarkę nazwisko lekarki.
Na ekranie pojawił się artykuł z dużym nagłówkiem: „Doktor Fusun Kaba aresztowana”. Pod spodem widniało jej zdjęcie oraz informacja o podejrzeniach dotyczących fałszowania wyników DNA i stosowania leków, których pacjentki nie potrzebowały.
Sila patrzyła na ekran z narastającym napięciem.
Im głębiej kopię, tym więcej widzę twoich grzechów, pani Mukadder — pomyślała. — Zobaczymy, jak za nie zapłacisz.
Schowała telefon, sięgnęła po torebkę i opuściła dom.

Cihan zadzwonił do adwokatki Beyzy. Niedługo później kobieta zjawiła się w jego biurze, jednak bez swojej klientki. Weszła spokojnie, z zawodową pewnością siebie. Miała ciemne, miękko ułożone włosy, bordowy płaszcz, elegancką bluzkę w odcieniu przygaszonej zieleni i dyskretną biżuterię, która podkreślała jej chłodny, profesjonalny wygląd. W dłoni trzymała błękitną teczkę z dokumentami. Usiadła naprzeciwko Cihana i spojrzała na niego z lekkim, niemal prowokującym uśmiechem.
— Przygotowała pani pozew o rozwód za porozumieniem stron — zaczął Cihan. — Nie przypominam sobie, żebyśmy z Beyzą podjęli taką decyzję.
— To decyzja pani Beyzy — odparła prawniczka spokojnie. — Proszę potraktować ją jako wyraz dobrej woli. Moja klientka nie chce konfliktu.
— Ja również nie chcę konfliktu. Poza tym zamierzam ratować to małżeństwo.
— Piękne słowa, ale… — Prawniczka sięgnęła do torebki i wyjęła umowę, którą Cihan zawarł z Beyzą przed wykonaniem testu DNA. Rozłożyła dokument i wskazała palcem podpis. — My nie opieramy się na słowach, tylko na dokumentach. Czy to pana podpis?
Cihan zmarszczył brwi.
— Podpisałem to, ale teraz mówię wyraźnie: nie zgadzam się.
Jego głos lekko się podniósł. Adwokatka nawet nie drgnęła.
— Panie Cihanie, na pana miejscu kontynuowałabym tę rozmowę spokojniej. Nawet jeśli sąd pozwoli panu widywać dziecko raz na dwa tygodnie, ja nie zgodzę się na to, widząc pańskie zachowanie.
— Grozi mi pani moim synem?! — wybuchł.
— Nie grożę. Wykonuję swój obowiązek i dbam o dobro ofiary. Wszystko wskazuje na to, że jej paranoiczny mąż jest skłonny do przemocy, a tym samym może stanowić zagrożenie również dla dziecka mojej klientki. Jeśli będzie pan nadal postępował w ten sposób, może pan nigdy więcej nie zobaczyć syna.
Cihan zacisnął szczęki.
— Zadzwoniłem do pani z nadzieją, że znajdziemy jakieś rozwiązanie. Ale, jak widzę, przyszła pani tylko po to, żeby mnie zastraszyć. Proszę przekazać Beyzie, że nie zgadzam się na rozwód.
— Oczywiście, już biegnę jej to powiedzieć — odparła z kpiącym spokojem. — Panie Cihanie, jest pan właścicielem firmy, ale nie pani Beyzy. Nie może jej pan rozkazywać.
Cihan gwałtownie podniósł się z fotela.
— Kiedy chodzi o moje dziecko, będę mówił wszystko, co uznam za konieczne!
Prawniczka również wstała. Wciąż zachowywała pełen profesjonalizm, choć w jej spojrzeniu pojawiła się wyższość.
— Powinien był pan pomyśleć o tym, zanim podpisał pan umowę. W tej sytuacji nie może pan widywać dziecka, jeśli moja klientka sobie tego nie życzy.
— Powiedziałem, żeby nie groziła mi pani moim dzieckiem! Nie pozwolę na to!
W tej chwili do gabinetu wszedł Nusret, który przyjechał do firmy razem z adwokatką.
— Co tu się dzieje? Co to za krzyki? — zapytał, rzucając siostrzeńcowi naganne spojrzenie. — Przyszliśmy rozwiązać tę sprawę w cywilizowany sposób, a ty jak się zachowujesz? Łamiesz prawo?
— Ja łamię prawo? — Cihan spojrzał na niego ostro. — To raczej twoja specjalność, wujku.

Prawniczka zamknęła teczkę i uśmiechnęła się chłodno.
— To była bardzo produktywna rozmowa, panie Nusrecie. Teraz mam jasny obraz tego, czy druga strona spełnia warunki, by sprawować opiekę nad dzieckiem.
— Cieszę się — odparł Nusret. — Jeśli pani skończyła, nie będziemy dłużej zatrzymywać.
— Tak, skończyłam.
Zanim wyszła, spojrzała jeszcze na Cihana z politowaniem, po czym opuściła gabinet. Cihan i Nusret zostali sami.
— Co się stało, siostrzeńcze? — zapytał Nusret z satysfakcją. — Twarz ci poczerwieniała. Myślałeś, że wszyscy będą cię słuchać tak jak Beyza? Na szczęście to dobra prawniczka. Osiąga każdy cel, który klient przed nią postawi.
Cihan podszedł do niego i położył dłoń na jego ramieniu. Jego głos był niski, ale pełen ostrzeżenia.
— Wujku, jeśli nie masz z tego żadnych korzyści, nie mieszaj się. Nie podejmuj niepotrzebnego ryzyka. I nie mów mi, że robisz to dla Beyzy. Kiedy niedawno naprawdę potrzebowała twojej pomocy, uciekłeś, nie oglądając się za siebie. Dlaczego wtedy nie broniłeś jej praw?
Nusret spojrzał mu prosto w oczy.
— Bo wiedziałem, że prawda jest po jej stronie. Ale skoro już o tym mowa… dlaczego tak bardzo opierasz się rozwodowi? Dlaczego uganiasz się za kobietą, którą oskarżyłeś o to, że wrobiła cię w ojcostwo cudzego dziecka?
— Mówiłem to wiele razy i powtórzę jeszcze raz. Robię to dla dobra syna.
— Kto kocha swojego syna, troszczy się również o jego matkę.
— Czego niby jej odmówiłem?
— Siebie — odpowiedział Nusret bez wahania. — Czy kiedykolwiek dałeś jej miłość, której tak bardzo pragnęła?
— Wujku, nigdy nie powiedziałem, że pokocham Beyzę. Ona też dobrze o tym wiedziała.
— Upokorzyłeś moją córkę, zamknąłeś ją w kotłowni i oddzieliłeś od syna. Teraz ty będziesz cierpiał.
Nusret odwrócił się i wyszedł z gabinetu. Cihan przez chwilę stał nieruchomo, próbując opanować gniew. W końcu furia wzięła górę. Jednym gwałtownym ruchem przewrócił swój fotel, a huk odbił się echem po pustym biurze.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 163.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.