Ale fotografia została zrobiona trzy dni wcześniej.
— Dlaczego ktoś robił zdjęcia panu? — zapytał.

Nie wiedziałem.
Wtedy przypomniałem sobie coś.
Tydzień wcześniej znalazłem pod wycieraczką małą kopertę.
Nie otworzyłem jej.
Uznałem, że to reklama.
Nagle poczułem zimno.
Wstałem i pobiegłem do przedpokoju.
Koperta nadal tam była.
Policjant otworzył ją w rękawiczkach.
W środku znajdował się pendrive.
I kartka.
Tylko jedno zdanie:
„Twój syn próbuje cię ochronić przed człowiekiem, któremu ufasz najbardziej.”
Spojrzałem na policjanta.
— Co to znaczy?
Nie odpowiedział.
Podłączyli pendrive do komputera.
Było na nim nagranie.
Zobaczyłem Michała rozmawiającego z moim dyrektorem.
Nie słyszeliśmy dźwięku.
Po chwili dyrektor podał mu dużą kopertę.
Michał jej nie przyjął.
Zamiast tego wyjął telefon i zrobił zdjęcie dokumentów leżących na stole.
Nagranie się skończyło.
— Dlaczego pański syn fotografował dokumenty? — zapytał policjant.
Nie zdążyłem odpowiedzieć.
Mój telefon zawibrował.
Nieznany numer.
Jedna wiadomość:
„Teraz już wie pan, dlaczego syn zadzwonił o 5:07. Ale niech pan nie ufa policji.”
Spojrzałem na dwóch funkcjonariuszy stojących przede mną.
I wtedy zauważyłem coś dziwnego.
Jeden z nich patrzył na ekran mojego telefonu.
Jakby dokładnie wiedział, co właśnie przeczytałem.
A potem powiedział:
— Panie Andrzeju… proszę natychmiast oddać nam telefon.
Nie wiedziałem jeszcze, że człowiek, którego Michał próbował przede mną ostrzec, siedział właśnie kilka metrów ode mnie.