
“Kłóciliśmy się. Nie zawsze mnie rozumiał, ale był moim bratem. A teraz wymazał mnie ze swojego życia, bo wybrałam własnego męża.
Nie zrobiłaś nic złego – powiedziała stanowczo Sinem. Wybrałaś miłość. Zostałaś przy człowieku, którego kochasz.
Nie zdradziłaś rodziny, nie skrzywdziłaś nikogo.
Cemil uważa inaczej.
Cemil jest zraniony i dumny, a duma czasami każe ludziom robić rzeczy, których później żałują.
Hanser pokręciła głową.
Nie widziałaś jego twarzy, kiedy ostatnio powiedziałam, że zostaję tutaj. Patrzył na mnie tak, jakbym była dla niego kimś obcym. Powiedział, że jeśli przekroczę bramę tej rezydencji, nie będę już miała dokąd wracać. Myślałam, że to tylko gniew, że kiedy ochłonie, zrozumie, ale on naprawdę dotrzymał słowa.
Sinem ujęła ją za dłoń.
Daj mu czas.
A ile czasu mam mu dać? Tydzień, miesiąc, rok? A jeśli nigdy mi nie wybaczy? Jeśli któregoś dnia dowiem się, że zachorował albo że coś mu się stało, a ja nie zdążyłam z nim porozmawiać?
Nie myśl w ten sposób.
Nie potrafię inaczej.
Na chwilę zapadła cisza. Gdzieś w oddali odezwał się ptak, a z wnętrza domu dobiegł stłumiony odgłos przesuwanych naczyń.
Hanser spuściła wzrok.
Wszystko mnie przytłacza, siostro Sinem. Mam wrażenie, że nigdzie już nie należę. W domu brata nie ma dla mnie miejsca. A tutaj każdego dnia ktoś przypomina mi, że jestem intruzem.
Mówisz o Bejzie?
Hanser zacisnęła usta.
Ona nawet nie musi niczego mówić. Wystarczy, jak na mnie patrzy. Każde jej spojrzenie jest prowokacją. Każdy uśmiech mówi: „To ja jestem ważniejsza. To moje dziecko nosi nazwisko tej rodziny.”