Panna młoda odc. 210: Policja puka do Deryi! Kobieta jest pewna, że trafi do więzienia!

Wieczorem w domu Cemila i Deryi zjawiła się policja. Derya, która od kilku godzin chodziła po mieszkaniu jak kot po gorącym dachu, natychmiast była pewna, że przyszli właśnie po nią.

Siedziała w salonie w długiej, granatowej spódnicy i kwiecistej bluzce, na którą narzuciła intensywnie niebieski, gruby kardigan. Kolor był tak mocny, że w normalnych okolicznościach rzucałby się w oczy z drugiego końca ulicy. Derya uznała jednak, że będzie z niego doskonała kryjówka. W jednej chwili naciągnęła sweter na głowę i skuliła się za drzwiami, przyciskając plecy do ściany.

Wyglądała, jakby próbowała zamienić się w wielki, niebieski kłębek wełny.

– Mój Boże, moje życie właśnie się skończyło… – wyszeptała drżącym głosem. – Zabiorą mnie… Już po mnie…

ad
Z przedpokoju dobiegł głos Cemila:

– Derya? Gdzie jesteś?

Kobieta zamarła. Jeszcze mocniej wcisnęła się w kąt, jakby naprawdę wierzyła, że jeśli tylko schowa twarz pod swetrem, reszta świata przestanie ją widzieć. Jedną ręką trzymała materiał przy policzku, drugą kurczowo ściskała klamkę drzwi. Oczy miała szeroko otwarte, a z jej twarzy zniknęła cała dawna pewność siebie.

Cemil wszedł do pokoju i od razu ją zauważył. Zatrzymał się w progu, przez chwilę patrzył na żonę bez słowa, po czym zmarszczył brwi.

– Co ty robisz?

Derya chowa się za drzwiami. Cemil stoi po drugiej stronie i patrzy na nią ze zdziwieniem.
Derya powoli wychyliła spod niebieskiego swetra przerażoną twarz.

– Cemilu… – jęknęła błagalnie. – Nie pozwól im mnie zabrać.

Mężczyzna spojrzał na nią uważniej. Jej zachowanie było tak absurdalne, że przez moment nie wiedział, czy powinien się martwić, czy zacząć się śmiać.

– Czy ty coś przede mną ukrywasz? – zapytał podejrzliwie. – Od rana zachowujesz się, jakbyś połknęła garść gwoździ. Co znowu kombinujesz?

– Nic! Przysięgam, że nic! – zapewniła natychmiast. – Tylko… powiedz mi, dlaczego przyszła policja. Czego chcą?

– Złodziej obrabował sklepik na rogu – wyjaśnił Cemil. – Pytają, czy czegoś nie zauważyliśmy.

Derya zamrugała kilka razy. Najpierw nie dotarło do niej znaczenie tych słów. Dopiero po chwili z jej twarzy spłynęło napięcie. Westchnęła tak głęboko, jakby właśnie uniknęła wyroku śmierci.

– Ach… złodziej – powiedziała z ulgą. Wypełzła z kąta, poprawiła sweter, który wciąż sterczał jej wokół głowy niczym dziwaczny kaptur, i uśmiechnęła się szeroko. – To cudownie. Złodziej jest świetny.

Cemil znieruchomiał.

– Co?

Derya natychmiast spoważniała, ale było już za późno. Mąż patrzył na nią teraz nie tylko podejrzliwie, lecz także z głębokim niepokojem.

– Co się z tobą dzieje? – zapytał. – Zamarłaś, kiedy usłyszałaś, że przyszła policja. Schowałaś się za drzwiami jak dziecko, które zbiło wazon. Co takiego zrobiłaś, że tak bardzo boisz się policji?

– Co ja mogłam zrobić? – oburzyła się Derya, próbując odzyskać fason. – Niedawno pokłóciłam się z sąsiadką. Zagroziła, że wezwie policję. Pomyślałam, że przyszli z jej powodu.

Cemil westchnął ciężko i potarł czoło dłonią.

– Boże, Derya… Powstrzymuj się czasem. Nie wszyscy są tacy jak ja i nie każdy będzie znosił twoje słowa. Nie mów wszystkiego, co ci ślina na język przyniesie. Mam już swoje lata i chciałbym choć trochę spokoju.

Odwrócił się i wyszedł, zostawiając żonę samą w pokoju.

Derya odczekała chwilę, nasłuchując kroków męża. Dopiero gdy ucichły, przycisnęła dłoń do serca i uśmiechnęła się z ulgą.

– Złodziej, tak? – szepnęła do siebie. – Och, jak dobrze… Niech kradnie, ile tylko chce.

Po pobraniu krwi policjanci odprowadzili Beyzę z powrotem do pomieszczenia z celami. Kobieta wyglądała na wyczerpaną i przestraszoną. Jej twarz pobladła, oczy miała zaczerwienione, a z dawnej pewności siebie nie zostało już prawie nic. Gdy tylko funkcjonariusze się oddalili, podeszła do krat oddzielających ją od ojca.

– Wyniki będą znane za kilka dni – powiedziała drżącym głosem. – Co my teraz zrobimy, tato?

Nusret spojrzał na nią ponuro. Stał po drugiej stronie krat, z twarzą ściągniętą gniewem i zmęczeniem. W ciasnej celi wyglądał jak drapieżnik, którego ktoś zamknął w klatce i pozbawił wszystkich dawnych wpływów.

– Chciałbym, żeby to był nasz jedyny problem – odparł cicho. – Przesłuchali mnie, kiedy ciebie nie było. Ta wariatka Yonca wyrzuciła z siebie wszystko. Opowiedziała im o położnej. Nawet o tym, że ją pochowaliśmy.

Beyza zamarła.

– O Boże… – wyszeptała, blednąc jeszcze bardziej.

– Wszystko przez twoje głupie decyzje – syknął Nusret.

– Nie możesz kazać swoim ludziom, żeby nas stąd porwali i wywieźli w bezpieczne miejsce? – zapytała rozpaczliwie.

Nusret spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Nie bądź śmieszna. To nie film. Prawnik nad tym pracuje. Gdyby Yonca nie powiedziała, że ją pogrzebaliśmy, policja mogłaby przyjąć nasze wyjaśnienia i może wyszlibyśmy stąd jeszcze dziś. Ale teraz sprawa trafi do sądu. Jest szansa, że będziemy odpowiadać z wolnej stopy. Zapłaciłem adwokatowi górę pieniędzy. Będzie próbował wyciągnąć nas za kaucją.

– Za kaucją? – Beyza zmarszczyła brwi. – Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach.

Nusret prychnął gorzko.

– Tak, Beyzo, właśnie kręcimy film. Za chwilę ktoś krzyknie „cięcie” i wrócimy do domu. – Zbliżył się do krat, a jego głos stwardniał. – Mam ochotę zostawić cię tutaj i odejść. Ludzie mówią, że dziecko to najpiękniejsze doświadczenie w życiu człowieka. Więc powiedz mi, dlaczego ty stałaś się moim najgorszym?

Beyza patrzyła na niego z otwartymi ustami, jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę to powiedział. Nusret odwrócił się jednak bez cienia litości. Odszedł od krat i znów zaczął nerwowo krążyć po celi, uwięziony między zimnymi ścianami, własną wściekłością i konsekwencjami grzechów, które właśnie zaczęły wychodzić na światło dzienne.

Beyza patrzy na ojca przez kraty szeroko otwartymi oczami.
Nusret grozi córce palcem, rozmawiając z nią przez kraty.

Emir odrabiał lekcje przy niskim stoliku, pochylony nad otwartym podręcznikiem i zeszytem. Z powagą dorosłego człowieka kreślił kolejne linijki, starając się nie zwracać uwagi na dorosłych siedzących na kanapie obok. W niewielkim salonie panowało ciepłe światło lampki, a za plecami Deryi i Cemila zwisały wzorzyste zasłony, które tylko podkreślały domowy, trochę ciasny spokój tego wieczoru.

Derya, otulona swoim intensywnie niebieskim swetrem, siedziała z miną kobiety, która właśnie odkryła rozwiązanie wszystkich problemów świata. Cemil, rozparty obok niej w szarym swetrze w paski, trzymał w dłoni telefon i wyglądał, jakby przeczuwał, że za chwilę usłyszy coś, po czym będzie musiał liczyć do dziesięciu.

– Cemilu, nie możemy tu dłużej mieszkać – oznajmiła Derya z pełną powagą. – Czynsz jest wysoki, złodzieje kręcą się po okolicy… Przeprowadźmy się, dobrze?

Cemil uniósł wzrok znad telefonu.

– Dokąd? – zapytał ostrożnie.

– Gdziekolwiek. Na farmę, na wieś, byle dalej stąd. Oglądałam w Internecie mnóstwo filmów. Jeden mądry człowiek sprzedał samochód i zniknął bez śladu. Nie mieszka już w mieście, a jest bardzo szczęśliwy. My też możemy tak zrobić. Co ty na to?

Cemil westchnął ciężko. Znał ten ton. Derya mówiła tak zawsze, kiedy po obejrzeniu kilku filmików w sieci zaczynała planować nowe życie, nowy biznes albo całkowitą zmianę losu.

– Znowu naoglądałaś się jakichś bzdur i zaczęłaś marzyć – mruknął. – Powiedz mi najpierw, czy my mamy samochód, który moglibyśmy sprzedać? A wiesz chociaż, ile firma przeprowadzkowa bierze za przewiezienie mebli? Dobrze, załóżmy, że pojedziemy na wieś. I co dalej? Co będziemy tam robić? Co będziemy jeść i pić? Nie znamy się ani na rolnictwie, ani na uprawie ziemi, ani na hodowli zwierząt.

Derya spojrzała na niego z wyrzutem, jakby właśnie udowodnił, że jest największą przeszkodą na drodze do ich szczęścia.

– Wiesz, dlaczego niczego nie osiągamy, Cemilu? Bo jesteś pełen negatywnej energii. Dlatego nigdzie nie wyjeżdżamy i niczego nie robimy.

Emir oderwał wzrok od zeszytu i zmarszczył brwi.

– Przestańcie już. Nie mogę się skupić na zadaniu.

– Synu, my tu prowadzimy ważną rozmowę – odparła Derya. – To sprawa życia i śmierci.

Cemil wyprostował się i spojrzał na chłopca poważnie.

– Dla nas najważniejsze jest teraz to, żeby Emir zdobył wykształcenie i stanął mocno na nogach. Ucz się pilnie, synu. Ja idę do kawiarni.

– Ale przecież prowadzimy ważną rozmowę – zaprotestowała Derya.

– Wyraziłem się jasno. Nie mamy o czym rozmawiać. I proszę cię, nie oglądaj więcej takich filmów w Internecie, bo naprawdę usmażysz sobie mózg. Żyjmy spokojnie tu, gdzie jesteśmy.

Cemil wstał i wyszedł, zostawiając żonę samą z jej wielkim planem ucieczki na wieś. Derya sięgnęła po szklankę herbaty, upiła dwa łyki i zamyśliła się głęboko. Jej oczy powędrowały gdzieś w bok, jakby już widziała siebie na sielskiej farmie, z dala od policji, kłopotów i wszystkich, którzy mogli zadać jej niewygodne pytania.

Jedno było pewne: musiała znaleźć sposób, żeby przekonać Cemila do przeprowadzki. A skoro Cemil nie chciał słuchać rozsądku Deryi, Derya będzie musiała użyć sprytu.

Sila i Engin siedzą obok siebie na narożnej kanapie.
Sila i Engin siedzieli w przestronnym salonie, na dużej, jasnobrązowej kanapie ustawionej przy wysokich oknach zasłoniętych firanami i ciężkimi, bordowymi zasłonami. Wnętrze było eleganckie i spokojne: złote stoliki, szklany blat, ozdobne naczynia i miękkie światło nadawały mu wrażenie luksusu, który nijak nie pasował do napięcia wiszącego między nimi.

Sila siedziała z dłońmi splecionymi na kolanach. Choć próbowała mówić ostrożnie, w jej spojrzeniu widać było ciekawość i niepokój.

– Wydaje mi się, że Cihanowi przeszkadzała moja obecność – zauważyła cicho. – Odciągnął cię na bok i coś ci powiedział.

Engin przez chwilę milczał. Siedział pochylony do przodu, w jasnym garniturze, z łokciami opartymi na kolanach. Przetarł dłonią twarz, jakby sam wciąż próbował uporządkować myśli po wszystkim, co się wydarzyło.

– Chce, żeby cała ta sprawa została w rodzinie – wyjaśnił w końcu spokojnie. – Dlatego był trochę zdenerwowany. Ale jest też druga strona… emocjonalna. On i jego rodzina od lat pragnęli męskiego potomka. Byli szczęśliwi, bo uwierzyli, że wreszcie go mają. Wyobraź sobie, co teraz musi czuć Cihan, kiedy pojawiło się podejrzenie, że nie jest ojcem tego dziecka. To naprawdę nie jest łatwe.

Sila spuściła wzrok, jakby próbowała wczuć się w położenie Cihana.

– To prawda – przyznała po chwili. – Na świecie nie ma już jego ojca ani brata. Obowiązek podtrzymania rodu spadł na niego. Mówiłeś, że jego brat zginął w wypadku, a ojciec zmarł młodo. Co właściwie się stało? Chorował?

Engin odchylił się na oparcie kanapy i westchnął ciężko. Na jego twarzy pojawił się cień wahania. To nie była historia, którą opowiadało się lekko, przy herbacie, między jednym zdaniem a drugim.

– To dość skomplikowane, Sila – powiedział ciszej. – Kiedy wujek Turgut był jeszcze mężem cioci Mukadder, zakochał się w innej kobiecie. Zostawił rodzinę i odszedł.

Sila uniosła brwi.

– Pani Mukadder musiała wtedy oszaleć z bólu.

– Tak – przyznał Engin. – Cihan i jego brat byli jeszcze mali. Ich matka nagle została sama z dwójką dzieci. Małżeństwo się rozpadło, dom runął jej na głowę. A tuż przed rozprawą rozwodową wujek Turgut został zamordowany.

Sila zamarła. Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a całe ciało mimowolnie pochyliło się w stronę Engina.

– Kto to zrobił? – zapytała szeptem.

– Podobno kobieta, w której się zakochał. – Engin spojrzał gdzieś w bok, jakby i jemu trudno było mówić o tej starej tragedii. – Cihan nigdy nie wraca do tego tematu. Do dziś ma żal do ojca, że zostawił ich, kiedy byli dziećmi.

Sila milczała przez moment. W jej spojrzeniu pojawiło się zrozumienie, ale też coś więcej: ostrożna próba ułożenia wszystkich elementów tej rodzinnej układanki.

– W takim razie trudno się dziwić, że pani Mukadder jest taka, jaka jest – powiedziała powoli. – Straciła męża, potem starszego syna… Został jej tylko Cihan. Może dlatego weszła w kłamstwo Beyzy. Może bała się, że jeśli prawda wyjdzie na jaw, straci również jego.

Melih i Hancer siedzą obok siebie w salonie. On na różowej, a ona na szarej kanapie.Melih i Hancer siedzieli w salonie starego domu. Pomieszczenie, choć skromne, było jasne i zadbane. Przy dużych oknach stały dwie kanapy: różowa, lekko przytłumiona kolorem, i szara, ustawiona pod kątem. Ciężkie brązowe zasłony odcinały wnętrze od świata, jakby ten pokój miał na chwilę zatrzymać cały zgiełk ostatnich wydarzeń.

Melih siedział na różowej kanapie, z pochyloną głową i splecionymi dłońmi. Hancer zajęła miejsce naprzeciwko niego, na szarej kanapie. W białym swetrze i czerwonej spódnicy wyglądała spokojnie, ale jej twarz zdradzała zmęczenie. Oboje mówili ciszej niż zwykle, jakby bali się, że każde głośniejsze słowo jeszcze bardziej naruszy kruchą równowagę między nimi.

– Dopóki Sila o tym nie wspomniała, nawet przez myśl mi nie przeszło, że pani Mukadder też mogła być zamieszana w to kłamstwo – powiedziała Hancer.

Melih uniósł wzrok. W jego spojrzeniu pojawił się cień niepokoju.

– Teraz mnie też to zastanawia – przyznał. – Kiedy prawda o dziecku zaczęła wychodzić na jaw, pani Mukadder nie zareagowała tak gwałtownie, jak można było się spodziewać. A przecież to zupełnie do niej niepodobne.

Hancer spuściła oczy. Przez chwilę milczała, gładząc palcami materiał spódnicy.

– Mam nadzieję, że się mylimy – powiedziała cicho. – Cihan będzie załamany, jeśli dowie się, że zdradziła go także własna matka.

Melih patrzył na nią uważnie. Wiedział, że Hancer myśli nie tylko o Mukadder, ale również o swoim sekrecie. O prawdzie, którą nosiła pod sercem i której wciąż nie miała odwagi wypowiedzieć na głos.

– Kiedy powiesz mu, że nosisz jego dziecko, będzie miał się czego uchwycić – powiedział łagodnie. – To może go podnieść na duchu. Po tym wszystkim, co stracił, ta wiadomość da mu nadzieję.

Hancer powoli pokręciła głową.

– Wcale nie musi tak być. On już zmaga się z tyloma kłamstwami, a ja dołożę mu kolejne. Może uznać, że oszukałam go tak samo jak inni. Może stracić do mnie zaufanie na zawsze. Może już nigdy nie chcieć mnie w swoim życiu.

– To nie jest to samo – odparł Melih stanowczo, ale bez nacisku. – Twoje kłamstwo nie było podłe. Nie zrobiłaś tego dla siebie. Chciałaś chronić niewinne dziecko. Poświęciłaś się. Myślę, że Cihan to zrozumie.

Hancer spojrzała na niego z bólem i niepewnością. Chciała w to wierzyć, ale strach był silniejszy.

– Kiedy przyjdą wyniki testu… kiedy będę miała pewność… wtedy powiem Cihanowi wszystko.

Melih skinął głową. Nie próbował jej już przekonywać. Rozumiał, że tę decyzję musiała podjąć sama.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 155.Bölüm i Gelin 156.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

“Barwy szczęścia”: streszczenie odcinka 3409

W 3409. odcinku „Barw szczęścia” Hubert nabierze pewności, że Lucyna coś przed nim ukrywa. Postanowi zajrzeć do jej sypialni, choć Asia stanowczo sprzeciwi się temu pomysłowi. Czy…

W jej oczach nie ma już ostrożności wobec obcej kobiety stojącej w drzwiach. Pojawia się niedowierzanie, potem radość, a na końcu coś znacznie silniejszego. Starsza kobieta wypowiada…

“Kasilda idzie do domu Hidalgo i pokazuje oblicze, którego mieszkańcy Akacjowej raczej u niej nie widywali. Jest zdecydowana i zacięta, bo tym razem nie walczy o siebie….

”Leonor dziwi się więc zarówno temu, że tak znakomity lekarz znajduje się w tak trudnej sytuacji materialnej, jak i niespodziewanej hojności swojej matki. Na to Ihińio również…

Panna młoda odc. 211: Beyza przykuta do rury! Cihan zamyka ją w kotłowni!

– Wujku, nie próbuj udawać sprytniejszego, niż jesteś. Wiem, co robię. Beyza zostanie w rezydencji do czasu ogłoszenia wyników. Później sędzia zdecyduje, gdzie trafi. – Kiedy tylko…

Nusret i Beyza odzyskali wolność. Wyszli z budynku komisariatu razem, ale nie było w tym ani ulgi, ani spokoju. Za ich plecami wciąż kręcili się policjanci, a przed wejściem stały radiowozy z niebieskimi pasami. Szary gmach posterunku, chłodne powietrze i puste spojrzenia mijanych funkcjonariuszy przypominały im, że nie wyszli stamtąd jako niewinni ludzie, lecz jako ci, którym jedynie na chwilę poluzowano kajdany. Beyza szła obok ojca spięta i blada. W dłoni ściskała niewielką torebkę, jakby to była ostatnia rzecz, nad którą miała jeszcze jakąkolwiek kontrolę. Nusret mówił szybko, półgłosem, nie przestając rozglądać się na boki. – Nasze walizki są już w samochodzie. Możemy od razu jechać – oznajmił. – Prawnik wyczarterował samolot na fałszywe nazwisko. Wystarczy, że przekroczymy granicę, a potem wszystko pójdzie gładko. Przeszli przez plac przed komisariatem. Beyza dopiero po chwili dostrzegła samochód zaparkowany nieopodal. A obok niego Cihana. Stał spokojnie, w czarnym płaszczu, z twarzą tak zimną i nieprzeniknioną, że Beyzie na moment zabrakło tchu. Nie wyglądał jak mąż, który przyszedł po żonę. Wyglądał jak człowiek, który sam wydał już wyrok. – Wypuścili was, więc przyszedłem was powitać – powiedział bez cienia uśmiechu. Potem przeniósł wzrok na Beyzę. – Wsiadaj do samochodu. Jego głos był twardy, suchy, nieznoszący sprzeciwu. Beyza patrzyła na niego z niedowierzaniem. – Co? – Od tej chwili trafisz do nowego więzienia – oznajmił Cihan. – A ja będę twoim strażnikiem. Nusret natychmiast zrobił krok do przodu. – O czym ty mówisz? – warknął. – Najpierw wsadziłeś nas do aresztu, a teraz chcesz zabrać moją córkę do swojego domu? Nie tak szybko, panie Cihanie. Nie oddam ci jej. Chodź, Beyza. Idziemy. – Nigdzie nie idziecie. Cihan chwycił Beyzę za ramię i zatrzymał ją przy sobie. Dziewczyna zamarła, a Nusret spojrzał na niego z narastającą wściekłością. – Co się stało, wujku? – zapytał Cihan chłodno. – Myślałeś, że uciekniesz z Beyzą, zanim zostaną ogłoszone wyniki badań? – Nie jesteśmy winni. Dlaczego mielibyśmy uciekać? – odparł Nusret, natychmiast przybierając ton człowieka skrzywdzonego i niesłusznie oskarżonego. – Posłuchaj mnie. Hancer wymyśliła to wszystko tylko po to, żeby do ciebie wrócić. Oczerniła nas, wciągnęła w to nawet Engina. Chce zniszczyć dom mojej córki swoimi kłamstwami. Jesteś mądrym człowiekiem, nie wpadaj w jej pułapkę. Cihan nawet nie drgnął. W jego oczach pojawiło się jedynie zmęczenie i pogarda. – Wujku, nie próbuj udawać sprytniejszego, niż jesteś. Wiem, co robię. Beyza zostanie w rezydencji do czasu ogłoszenia wyników. Później sędzia zdecyduje, gdzie trafi. – Kiedy tylko przyjdą wyniki, zapłacisz mi za wszystko! – zagroził Nusret, unosząc palec. – Jeszcze nic ci nie zrobiłem – odparł Cihan. – Wyszliście na wolność tylko dlatego, że wpłaciłem za was kaucję. Nusret zamilkł na sekundę. Na jego twarzy pojawiło się szczere zaskoczenie. – Co ty wygadujesz? Mój prawnik się tym zajął. – Twój prawnik nie zrobił nic. Gdybym nie zapłacił, nadal gnilibyście w środku. Beyza zamarła. W spojrzeniu Cihana nie było ani troski, ani współczucia. Była tylko zimna pewność człowieka, który postanowił od tej chwili kontrolować każdy jej krok. – Powiedziałem sobie, że na moją żonę czeka dziecko, którym musi się zająć. Niedawno urodziłaś, prawda? – Jego głos stał się jeszcze ostrzejszy. – Czy w ogóle o nim pomyślałaś? Yonca przewróciła cały komisariat do góry nogami z powodu dziecka. Ty nawet o nie nie zapytałaś. Beyza nie odpowiedziała. Jej milczenie było głośniejsze niż każde kłamstwo, które mogłaby teraz wymyślić. – Komu mam wierzyć? – ciągnął Cihan. – Kto jest jego prawdziwą matką? Ty czy Yonca? Przez chwilę nikt się nie odezwał. W oddali policjanci rozmawiali przy radiowozie, ktoś przechodził przez plac, ale dla nich czas jakby stanął w miejscu….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *