
Cihan nie reaguje. Nie przerywa, nie dopytuje, nawet nie kiwa głową. Jego milczenie jest zbyt długie, zbyt ciężkie.
Engin marszczy brwi.
— Cihanie… wszystko w porządku?
Cihan mruga, jakby dopiero teraz wrócił do rzeczywistości. Wypuszcza powoli powietrze.
— Tak. Czuję się świetnie.

To „świetnie” brzmi jednak pusto. Engin przygląda mu się uważnie.
— Rozumiem, że rozmawiałeś z Hancer — mówi ostrożnie. — Powiedziałeś jej o Beyzie?
Cihan opuszcza wzrok na chwilę.
— Próbowałem. — Jego głos jest spokojny, ale cichy. — Ale Hancer nie chce wracać do przeszłości. Zamknęła ten temat.
Engin kręci głową z wyraźnym niepokojem.
— Twój wujek był wczoraj wściekły. Możesz mówić, że to zamknięta sprawa, ale ona nie zniknie tylko dlatego, że Hancer nie chce o niej mówić.
Cihan prostuje się lekko.
— Moje sumienie jest czyste, Enginie. Chciałem jej powiedzieć, ale nie chciała słuchać. Co miałem zrobić? Zmusić ją?