
(00:10) W dzisiejszej opowieści napięcie sięga zenitu. Zaczynamy w cichym gabinecie Cihana, gdzie z pozoru zwykły dzień pracy przerywa tajemnicza, mała przesyłka pozostawiona przez Nusreta Kiedy Cihan rozrywa papier i otwiera drewniane pudełko, jego oczom ukazują się lśniące, złote bransoletki W ułamku sekundy spokój na jego twarzy ustępuje miejsca gniewowi i głębokiej dezorientacji Co ma oznaczać ten prowokacyjny gest?.
(00:51) Tymczasem Nusret prowadzi zupełnie inną grę W ciepłej, romantycznej atmosferze wręcza Yoncy przepiękny naszyjnik z wyrazistym, czerwonym kamieniem, próbując odkupić swoje dawne błędy i zdobyć jej zaufanie Kobieta jest oczarowana tym gestem, ale tę sielankę brutalnie przerywa dźwięk telefonu Nadchodzi moment, na który wszyscy czekaliśmy – bezpośrednie, telefoniczne starcie Cihana i Nusreta! Padają ostre słowa, a na jaw wychodzą żale dotyczące rozwodu, honoru i prawdziwych intencji Beyzy Nusret rzuca otwarte groźby, żądając, by Cihan poniósł konsekwencje. Jednak Cihan, z lodowatym spokojem i determinacją w głosie, nie daje się zastraszyć, rzucając rywalowi bezwzględne wyzwanie: „Zrób, co w twojej mocy”
(01:47) Kto wyjdzie zwycięsko z tej próby sił? Jakie jeszcze tajemnice skrywa umowa z Beyzą i jak daleko posunie się Nusret, by dopiąć swego? Przygotujcie się na historię pełną pasji, ukrytych motywów i słów, których nie da się już cofnąć! Nie zapomnijcie zasubskrybować naszego kanału i włączyć dzwoneczka powiadomień , aby być na bieżąco z najnowszymi intrygami! Zostawcie łapkę w górę i koniecznie dajcie znać w komentarzach – kto Waszym zdaniem ma rację w tym zaciętym sporze: chłodny i opanowany Cihan, czy walczący o sprawiedliwość Nusret? Czekamy na Wasze opinie, dołączcie do dyskusji poniżej!
(02:30) Wieczór w biurze Cihana zawsze miał w sobie coś z ciszy po burzy. Ten rodzaj ciszy, który nie uspokaja, tylko podkreśla, jak głośno człowiek myśli w swojej własnej głowie Za panoramicznym oknem miasto pulsowało światłami, samochody na dole układały się w świetlistą rzekę, a niebo nad Stambułem było już ciężkie, granatowe, jakby ktoś przykrył je aksamitną tkaniną Cihan siedział przy biurku, ale nie pracował. Dokumenty na laptopie świeciły, wykresy i tabelki wyglądały jak coś, co powinno go obchodzić, a jednak jego spojrzenie uciekało w bok — do krawędzi blatu, do stalówki pióra, do ciemnego drewna, z którego wykonano szafki
(03:19) Od kilku dni towarzyszyło mu wrażenie, że wszystko, co robi, odbywa się „obok” prawdziwego życia Jakby prawdziwe życie stało w drzwiach i czekało, aż on wreszcie podniesie wzrok W tym momencie drzwi uchyliły się cicho, niemal z szacunkiem, jakby nawet zawiasy wiedziały, że nie wypada tu robić hałasu Do środka weszła asystentka — smukła, schludna, w jasnozielonej marynarce, która w świetle lamp wyglądała jak delikatny liść na tle nocy Na jej twarzy widać było zmęczenie, ale i profesjonalny spokój wyćwiczony latami
(04:08) — Panie Cihanie… — zaczęła ostrożnie, jakby sprawdzała temperaturę powietrza. — Czy mogę już kończyć pracę na dziś? Podniosła brwi minimalnie, w tym jednym, krótkim geście mieściło się całe pytanie: „Czy wreszcie wolno mi być człowiekiem, a nie tylko rękami i notatnikiem?” Cihan podniósł wzrok.
(04:47) Na sekundę jego twarz złagodniała, jakby zobaczył w niej nie asystentkę, tylko kogoś, kto od rana jest w biegu, kto ma swoje życie, swój dom, swoje zmęczone stopy w butach na obcasie — Tak — odpowiedział spokojnie. — Proszę iść. Dziękuję za dziś.— Dziękuję, panie Cihanie — Uśmiechnęła się uprzejmie, ale nie od razu wyszła. Zawahała się, jakby przypomniała sobie coś w ostatniej chwili — A, i… w ciągu dnia był tu pan Nusret. Przyszedł, kiedy pana nie było.
(05:15) Zostawił dla pana małą paczkę Słowo „Nusret” zadziałało na Cihana jak zaciśnięty palec na nerwie. Coś w nim od razu się usztywniło Nie było w tym zaskoczenia, raczej to znane, nieprzyjemne ukłucie: „Znowu”.— Paczkę? — powtórzył krótko — Tak. Powiedział, że to ważne i że ma pan to otworzyć sam.
(05:48) — Asystentka zniżyła głos, jakby zdradzała sekret, choć sama nie znała jego treści — Schowałam ją w szufladzie pana biurka. W tej po lewej.Cihan nie odpowiedział od razu Patrzył na nią przez chwilę, jakby próbował z jej twarzy wyczytać, czy Nusret coś mówił, czy zostawił po sobie ten swój charakterystyczny cień, w którym wszystko nagle robi się „nie do końca czyste” — Dobrze — powiedział w końcu, sucho. — To wszystko?
(06:21) .— Tak. To wszystko. Dobrego wieczoru, panie Cihanie — Dobrego.Kiedy drzwi zamknęły się za nią, biuro stało się jeszcze cichsze. A jednak ta cisza była inna — jakby w powietrzu zawisło coś nowego Coś, co nie należało do lamp, do szkła, do papierów. Coś, co przyszło wraz z imieniem „Nusret” Cihan przez chwilę siedział bez ruchu, jakby szukał w sobie decyzji: otworzyć czy nie otworzyć W tym jednym geście był wybór, czy wpuścić w swój wieczór kolejną wojnę.
(06:52) Ale ciekawość — albo raczej niepokój — zwyciężył Sięgnął do szuflady po lewej stronie. Drewno wysunęło się cicho, mechanizm działał perfekcyjnie W środku, obok zszywacza i kilku plików dokumentów, leżał mały pakunek, owinięty białym papierem Papier był gładki, złożony z przesadną starannością, jakby ktoś specjalnie chciał podkreślić: „Patrz, jakie to ważne” Cihan wziął paczkę do ręki. Była zaskakująco ciężka jak na swój rozmiar. Przez sekundę poczuł na palcach chropowatość papieru, zapach czegoś obcego — delikatnej, męskiej wody kolońskiej, którą Nusret zawsze nosił z dumą
(07:33) W tym zapachu było coś protekcjonalnego, jakby on sam chciał zostawić swój podpis na wszystkim, czego dotknie Cihan rozerwał papier jednym ruchem, bez ceremonii. Pod spodem ukazało się małe drewniane pudełeczko Proste, ale eleganckie, w ciemnym kolorze, z cienką złotą linią na brzegu.
(08:10) Przez sekundę w głowie Cihana przeszła myśl: „Biżuteria” I zanim jeszcze je otworzył, już wiedział, że to nie będzie nic dobrego.Otworzył W środku, na ciemnej wyściółce, leżały błyszczące złote bransoletki. Ich blask był niemal bezczelny, jakby śmiały się z niego w tym cichym biurze Złoto zawsze wyglądało pięknie — ale w tym momencie piękno miało smak ironii.
(08:42) Cihan poczuł, jak w nim rośnie coś gorącego, a jednocześnie lodowatego Gniew, który nie wybucha od razu, tylko zaciska się w szczęce. Dezorientacja, która natychmiast zamienia się w podejrzenie — Co to ma teraz znaczyć…? — wyszeptał pod nosem, tak cicho, że nawet ściany nie miały prawa tego usłyszeć Bransoletki wyglądały znajomo. Beyza.
(09:15) Jej panika, jej dramat, jej teatralne łzy, jej „zniknęły!”, jej oskarżenia, jej spojrzenia rzucane w stronę Sinem, w stronę służby, w stronę każdego, kto mógł stać się wygodnym winowajcą A teraz te bransoletki leżały w jego biurze, jak dowód — nie kradzieży, nie niewinności, tylko czyjejś gry Cihan wziął jedną bransoletkę do ręki. Była chłodna, ciężka, perfekcyjnie wykonana Mehir.
(09:53) Symbol obowiązku, symbol umowy, symbol tego, że nawet w uczuciach czasem wszystko jest przeliczone na gram złota Czuł, jak metal odciska mu się w skórze. Jakby przypominał: „To nie jest tylko biżuteria To jest historia. To jest konflikt. To jest dług”.
(10:13) Na sekundę zamknął oczy, a w jego pamięci przemknęły obrazy: Beyza w sypialni, roztrzęsiona, Sinem podająca jej wodę, Mukadder siedząca spokojnie jak królowa, która już wszystko widziała I ten niepokój w domu, który nie brał się z samego „zniknięcia”, tylko z tego, że każdy wiedział: jeśli bransoletki zniknęły, ktoś będzie musiał zapłacić A w tej rodzinie „zapłacić” nie zawsze oznaczało pieniądze.Otworzył oczy. Spojrzał na pudełko Na złoto.
(10:55) Na swoje biurko, na którym leżały projekty, umowy, planowane spotkania I nagle miał wrażenie, że jego życie jest podzielone na dwie równoległe linie: jedna to firma, praca, kontrola; druga to dom, emocje, chaos Nusret właśnie spróbował sprawić, żeby te linie się zderzyły.Cihan odłożył bransoletkę z powrotem Zamknął pudełko powoli, z takim spokojem, który był bardziej groźny niż krzyk.
(11:26) Potem wstał i podszedł do okna Popatrzył na miasto, jakby szukał tam odpowiedzi.„Nusret…” — pomyślał. — „Co ty kombinujesz?” —.
(11:45) Tymczasem w innym miejscu — w jasnym, przytulnym salonie, gdzie ściany miały ciepły, kremowy kolor, a miękkie poduszki na kanapie wyglądały jak obietnica spokoju — Nusret siedział jak ktoś, kto nie ma w sobie ani krzty niepokoju Jak człowiek, który lubi mieć kontrolę nie tylko nad sytuacją, ale i nad cudzymi emocjami Naprzeciwko niego siedziała Yonca. Jej rude włosy w świetle lampy wyglądały jak płomień — nie agresywny, raczej żywy, uparty, nie do ugaszenia Miała na sobie prostą, elegancką bluzkę, a jej dłonie spoczywały na kolanach, splecione mocno, jakby trzymała własne serce w ryzach Nusret patrzył na nią uważnie.
(12:35) W jego spojrzeniu była mieszanka czegoś miękkiego i czegoś kalkulującego Jakby jednocześnie chciał ją pocieszyć i… sprawdzić, czy działa.— Dziękuję, że przyszłaś — powiedział, przechylając lekko głowę — Wiem, że mogłaś odmówić.Yonca uśmiechnęła się delikatnie, ale w tym uśmiechu było więcej nostalgii niż radości — Mogłam — przyznała.
(13:05) — Ale kiedy usłyszałam twój głos w słuchawce… — zawahała się na chwilę, jakby nie chciała zdradzić zbyt wiele — …po prostu nie potrafiłam To wyznanie zawisło między nimi jak cienka nitka. Nusret wyraźnie je uchwycił. Lubił takie nitki Potrafił je potem ciągnąć do bólu.— A jednak… — powiedział wolniej, jakby wchodził w temat, który go interesował najbardziej — widzę, że coś cię przygasiło Yonca szybko uniosła podbródek. Ten gest był instynktowny — obrona.— Nie. Skąd.
(13:40) — Uśmiechnęła się, ale zaraz ten uśmiech zgasł, jakby sama go nie kupiła Nusret nie drążył od razu. Nachylił się lekko, opierając łokieć o oparcie kanapy.— Yonca… — powiedział cicho, prawie pieszczotliwie — Znam cię. Kiedy udajesz, twoje oczy mówią prawdę szybciej niż usta.Yonca przełknęła ślinę Jej palce mocniej zacisnęły się na sobie.
(14:15) Przez chwilę milczała, walcząc ze sobą W końcu westchnęła.— Jest mi po prostu… smutno — przyznała, a w tym słowie było coś ciężkiego — Po tym wszystkim.Nusret zmrużył oczy, jakby wiedział dokładnie, o czym mówi. Jakby to „wszystko” było sceną, w której on grał główną rolę — Ostatnie wydarzenia? — upewnił się, choć jego ton sugerował, że pamięta je aż za dobrze — Tak. — Yonca spojrzała mu w oczy.
(14:55) — Tamta sytuacja… kiedy przeszukiwałeś moją torebkę Powiedziała to spokojnie, bez krzyku. I właśnie to mogło być dla Nusreta najbardziej niewygodne, bo krzyk można nazwać histerią, a spokój… spokój jest godnością I z godnością trudniej wygrać.— Wiem — powiedział Nusret po chwili.
(15:18) — I… — odchrząknął, jakby słowo „przepraszam” miało w jego gardle kolce — …doceniam, że mimo tego, co zaszło, przyszłaś Masz klasę, Yonca.Yonca uśmiechnęła się krótko, smutno.— Klasa nie jest wyborem. To jest… sposób, żeby nie zwariować w świecie, w którym ludzie potrafią być okrutni Nusret uniósł brwi, jakby jej odpowiedź go rozbawiła, ale też… poruszyła.
(15:49) — Właśnie dlatego… — powiedział, a w jego głosie pojawiła się nuta, którą można było pomylić z czułością — od początku miałem wobec ciebie inne plany Yonca zastygła.— Inne plany? — powtórzyła, niepewnie.Nusret nie odpowiedział od razu Wyciągnął rękę w stronę stolika obok kanapy. Stało tam eleganckie, czerwone etui — tak czerwone, że wyglądało jak serce wyrwane z piersi i położone na drewnie Yonca nawet nie zauważyła, kiedy się tam pojawiło.
(16:30) A to było już samo w sobie znamienne — Właściwie chciałem zrobić ci niespodziankę — powiedział Nusret, biorąc etui do ręki — Zamierzałem włożyć to pudełeczko do twojej torebki….Yonca odruchowo drgnęła, jakby jej ciało pamiętało tamto upokorzenie Nusret zauważył to i natychmiast dodał:.— …ale nie w taki sposób, jak wyszło.
(16:56) Sprawy potoczyły się zupełnie inaczej Yonca patrzyła na etui jak zahipnotyzowana. Czerwień była piękna, ale też… podejrzana Jak róża, której kolce jeszcze nie pokazały się na wierzchu.— Nusret… — zaczęła ostrożnie — Co ty robisz?.— Naprawiam — odpowiedział krótko.
(17:23) — I pokazuję ci, że nie jestem tylko… — zawahał się, szukając słowa, które nie zabrzmiałoby jak przyznanie się do winy — …tym człowiekiem, którego zobaczyłaś tamtego dnia Otworzył etui.W środku, na jasnej satynie, leżał naszyjnik. Delikatny łańcuszek i wyrazisty, czerwony kamień, który wyglądał jak kropla wina albo jak zaklęta w minerał krew Kamień był osadzony tak, że łapał światło i oddawał je z powrotem, migocząc jak ogień w kominku Yonca wciągnęła powietrze. Na ułamek sekundy jej twarz całkowicie się rozbroiła.
(18:05) Zniknęła ostrożność, zniknęły pytania Zostało czyste wzruszenie.— To… — szepnęła. — To jest przepiękne.Nusret patrzył na nią z zadowoleniem Lubił, kiedy jego gest robił efekt. Lubił, kiedy emocja kobiety była w jego dłoni jak ptak — Podoba ci się? — zapytał, choć odpowiedź była oczywista.
(18:35) Yonca dotknęła palcami kamienia, jakby bała się, że to sen — Nikt… nigdy… — jej głos zadrżał — …nikt mi nie dał czegoś takiego. To jest… najpiękniejszy prezent w moim życiu Powiedziała to szczerze. I właśnie ta szczerość miała w sobie ryzyko — bo w tym momencie Nusret dostał nie tylko jej uśmiech, ale też kawałek władzy nad nią — Powiedzmy, że to najpiękniejszy pierwszy prezent — odpowiedział Nusret z czułym uśmiechem, a w tym „pierwszy” było więcej niż obietnica Było tam roszczenie. — Jeśli tylko zechcesz.Yonca spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami
(19:21) — „Jeśli zechcę”…? — powtórzyła.Nusret pochylił się lekko, tak, by skrócić dystans Jego głos stał się niższy.— Jeśli zechcesz, żebym był w twoim życiu. Nie jako przypadek Nie jako ktoś, kto pojawia się i znika. Tylko… — zrobił pauzę — …na serio.Yonca poczuła, jak serce uderza jej mocniej W jednej chwili w salonie zrobiło się gorąco, mimo że ogrzewanie nie było włączone Czerwień kamienia zdawała się pulsować.
(20:08) — Nusret, ja… — zaczęła, ale słowa utknęły jej w gardle Bo jak powiedzieć „tak”, kiedy człowiek pamięta upokorzenie? A jak powiedzieć „nie”, kiedy w oczach ma takie piękno i takie ciepło? Nusret wyciągnął naszyjnik z etui.— Pozwolisz? — zapytał.Yonca zawahała się tylko sekundę, potem skinęła głową Nusret wstał i podszedł za jej plecy.
(20:39) Yonca poczuła jego obecność, zapach jego perfum, ciepło jego dłoni, kiedy uniósł jej włosy, by zapiąć łańcuszek na karku Ten gest mógł być czuły. Mógł być też znakiem: „Teraz jesteś moja”.Kiedy zapiął naszyjnik, jego palce przez ułamek sekundy dotknęły jej skóry Yonca zadrżała.— Gotowe — powiedział spokojnie.Yonca wstała i podeszła do lustra stojącego przy ścianie Zobaczyła siebie — rudowłosą, z czerwonym kamieniem na piersi, jakby ktoś włożył jej do serca nowy, mocniejszy puls Przez chwilę naprawdę wyglądała jak kobieta z innego życia.
(21:26) Z życia, w którym ktoś ją wybiera, a nie tylko toleruje — Wyglądasz… — Nusret przerwał ciszę — …jakbyś zawsze miała to nosić.Yonca odwróciła się — To nie jest tylko naszyjnik — powiedziała cicho. — To jest… ciężar. Bo prezent zobowiązuje Nusret uśmiechnął się lekko.— Tak. Zobowiązuje.
(21:54) Ale może czasem warto… — urwał, bo w tym momencie w salonie rozległ się dzwonek telefonu Yoncy Dźwięk był ostry, niepasujący do romantycznej atmosfery. Jak nożyczki, które przecinają wstążkę Yonca skrzywiła się, jakby ktoś ją uderzył w nerw.— O nie… — syknęła. — Najchętniej rozbiłabym ten aparat o ścianę Spojrzała na Nusreta z zakłopotaniem.— Przepraszam… muszę odebrać.
(22:25) — Oczywiście — odpowiedział, ale w jego oczach pojawił się cień irytacji Nie lubił, kiedy coś mu przerywa.Yonca odeszła na bok, do okna, by mieć trochę prywatności Odebrała, odwracając się półprofilem. Nusret widział tylko jej napięte ramiona.— Słucham? — powiedziała ostro, bez wstępu Przez moment Nusret słyszał tylko jej krótkie: „Nie. Nie teraz.
(22:57) ” i „Powiedziałam ci, że nie będę o tym rozmawiać ” Jej ton był twardy, ale drżał, jakby dzwoniący dotknął czegoś, co bolało.I wtedy — jakby los miał poczucie ironii — zadzwonił telefon Nusreta Spojrzał na ekran. Imię: Cihan.Na twarzy Nusreta pojawił się uśmiech, ale nie był to uśmiech czuły To był uśmiech człowieka, który właśnie dostał okazję do konfrontacji.
(23:30) — Przepraszam — rzucił Yoncy odruchowo, choć wiedział, że ona i tak jest zajęta Wstał i ruszył w stronę schodów prowadzących na półpiętro, jakby instynktownie szukał miejsca, gdzie będzie mógł mówić bez świadków Albo… gdzie świadek będzie mógł usłyszeć tyle, ile on zechce.Odebrał.— Odebrałeś paczkę, którą zostawiłem — powiedział od razu, bez „cześć”, bez „jak się masz” Jego głos był spokojny, ale w tym spokoju była prowokacja.
(24:07) Po drugiej stronie Cihan milczał sekundę A potem jego głos zabrzmiał chłodno, ostro, jak stal o szkło.— Dlaczego to zrobiłeś? Nusret oparł się dłonią o poręcz schodów. Spojrzał w dół salonu, gdzie Yonca nadal rozmawiała przez telefon, a jej twarz była napięta Ten obraz podsycił w nim coś, co lubił: poczucie, że świat innych ludzi jest w jego zasięgu — Bo ktoś musiał to zrobić — odpowiedział Nusret, jakby mówił o obowiązku.
(24:44) — Beyza nie powinna zostać sama z tym wszystkim Cihan wydał z siebie krótki, bezdźwięczny śmiech. To nie było rozbawienie. To było niedowierzanie — Beyza? — powtórzył. — Wtrącasz się w sprawy, które cię nie dotyczą, a potem nazywasz to troską? Nusret spoważniał.— Dotyczą mnie — powiedział twardo. — Bo jesteś moim siostrzeńcem Bo to, co robisz, odbija się na rodzinie.
(25:20) A rozwód… — zrobił krótką pauzę, jakby smakował to słowo — …rozwód nie jest tylko podpisem na papierze To jest odpowiedzialność. Honor.Cihan natychmiast odpowiedział, równie spokojnie, ale to był spokój, który trzyma w sobie eksplozję — Honor? Ty mi będziesz mówił o honorze?.— Tak — uciął Nusret. — Bo wygląda to tak, jakbyś chciał odprawić Beyzę z niczym Jakbyś chciał ją zostawić i umyć ręce. A ona jest kobietą.
(25:55) Kobieta w takim świecie zawsze płaci więcej Cihan zacisnął szczękę. W biurze, w samotności, trzymał pudełko z bransoletkami jak dowód W tej rozmowie to pudełko stawało się bronią.— To Beyza zażądała rozwodu — powiedział lodowato — I to Beyza zażądała mehiru według własnego życzenia. Nie udawaj, że nie znasz faktów, Nusret Znasz je. Po prostu wybierasz wersję, która pasuje do twojej historii.
(26:31) Nusret parsknął cicho — Moja historia? — powtórzył z oburzeniem. — Ja tylko widzę, co widzi każdy: ty… odsunąłeś ją, jakby była przedmiotem — Dosyć — przerwał Cihan ostrzej, niż planował. Potem znów obniżył głos, ale stał się jeszcze bardziej groźny — Dostarczę jej te bransoletki osobiście. I w najkrótszym możliwym czasie.
(27:01) Temat jest zamknięty Nusret zacisnął palce na telefonie.— Temat nie jest zamknięty, dopóki ja mówię, że nie jest — syknął — Nie wymigasz się tak łatwo.Cihan milczał ułamek sekundy. Ta cisza była jak krok w stronę przepaści — Grozisz mi? — zapytał w końcu.— Ostrzegam — poprawił Nusret, ale w jego głosie nie było różnicy — Jeśli zostawisz Beyzę samą sobie, poniesiesz konsekwencje.
(27:38) W salonie Yonca zakończyła swoją rozmowę Nusret usłyszał, jak mówi „Dobrze. Dość.” i rozłącza się z gwałtownością. Odwróciła się w jego stronę, jakby chciała sprawdzić, czy on ją obserwuje Nusret odsunął się pół kroku w cień schodów.Cihan po drugiej stronie oddychał spokojnie Spokój Cihana był zawsze najniebezpieczniejszy wtedy, kiedy ktoś próbował go zastraszyć — Zrób, co w twojej mocy — powiedział Cihan cicho.
(28:16) Tak cicho, że to brzmiało jak wyrok, nie jak wyzwanie — A potem… zobaczymy, komu zabraknie tchu.Nusret przez chwilę nie odpowiedział. Zaskoczyło go to, że Cihan nie prosi, nie tłumaczy się, nie szuka kompromisu Po prostu stawia granicę. A Nusret nienawidził granic.— Jeszcze się zdziwisz — wysyczał w końcu — Już się zdziwiłem — odparł Cihan.
(28:48) — Kiedy zobaczyłem, jak daleko potrafisz się posunąć I zanim Nusret zdążył dodać coś jeszcze — Cihan rozłączył się.Dźwięk przerwanego połączenia zabrzmiał w uchu Nusreta jak policzek Stał chwilę nieruchomo, z telefonem w dłoni, patrząc w pustkę. Potem wolno opuścił rękę Na jego twarzy pojawił się uśmiech… ale tym razem nie był to uśmiech uwodziciela To był uśmiech kogoś, kto właśnie postanowił: „Dobrze. Skoro tak… to zaczynamy.
(29:25) ” Yonca podeszła do schodów. Jej oczy były czujne.— Wszystko w porządku? — zapytała, starając się brzmieć normalnie Nusret spojrzał na nią i przez sekundę znów założył maskę spokoju.— Tak — odpowiedział — Rodzina. Zawsze coś.Yonca dotknęła czerwonego kamienia na piersi, jakby szukała w nim odwagi — Słyszałam… podniesione głosy — przyznała.
(30:00) Nusret zszedł wolno po schodach i stanął przed nią na tyle blisko, że Yonca poczuła jego oddech — W tym domu nie musisz się niczego bać — powiedział miękko, ale w jego oczach błysnęło coś twardego — Dopóki jesteś po mojej stronie.Yonca zamarła. Bo właśnie w tych słowach usłyszała prawdę: prezent nie był tylko prezentem Naszyjnik nie był tylko naszyjnikiem.
(30:32) A czerwień kamienia — choć piękna — mogła być także kolorem ostrzeżenia —.W tym samym czasie Cihan stał w swoim biurze, nadal z pudełkiem w dłoni. Jego telefon był już cichy, ale echo rozmowy wciąż biło w nim jak bęben Spojrzał na bransoletki raz jeszcze.
(30:54) Złoto błyszczało niewinnie, jakby nie miało nic wspólnego z groźbami, z honorem, z rozwodem, z rozgrywkami między mężczyznami — Beyza… — wyszeptał. A potem, jakby mówił do kogoś jeszcze: — Nusret….Czuł, że to dopiero początek Że bransoletki są tylko pretekstem. Że ktoś właśnie przesunął pionek na szachownicy I że następny ruch będzie boleć.Odłożył pudełko na biurko, obok laptopa. Wziął głęboki oddech Jego twarz była spokojna, ale oczy… oczy zdradzały, że w środku już wszystko się rozpędza Bo w rodzinie, gdzie honor jest walutą, a miłość bywa narzędziem, nawet mała paczka w białym papierze potrafi rozpętać burzę, której nie zatrzyma żadna zamknięta szuflada