
- Witajcie z powrotem na kanale!.A teraz przygotujcie się, ponieważ to, co zobaczycie w 154 odcinku, całkowicie zniszczy piękny obraz Cihana i Hançer.
- Ich świat legł w gruzach w zaledwie 9 minut! Za ciepłym uśmiechem i romantyczną kolacją kryje się przerażająca prawda: Cihan stał się chorym z obsesji człowiekiem Potajemnie zainstalował ukryte kamery, by śledzić swoją żonę w każdym zakątku domu On nazywa to „miłością”, ale dla Hançer to po prostu „więzienie”.A oto prawdziwy szok: Hançer, niegdyś dumna żona, wypowiada słowa tak gorzkie, że aż trudno w to uwierzyć Nazywa samą siebie.
- kochanką i z rezygnacją proponuje pójście do sypialni, aby „spełnić swój obowiązek” i go „zadowolić” Z pozycji żony upadła na samo dno upokorzenia.Co się stało, że sprawy zaszły tak daleko? Jakie straszne wydarzenie zamieniło ich miłość w piekło na ziemi? Zdrada, toksyczna kontrola i absolutna rozpacz Zanim przejdziemy do dzisiejszego trzęsienia ziemi, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, koniecznie kliknijcie przycisk subskrybuj i włączcie dzwoneczek powiadomień, aby nie przegapić kolejnych szokujących streszczeń z naszej ulubionej telenoweli! Cihan długo stał po drugiej stronie białych drzwi, zanim w końcu zapukał. Nie zrobił tego gwałtownie ani niecierpliwie
- Jego knykcie uderzyły w drewno cicho, niemal oszczędnie, jakby w ostatniej chwili wciąż dawał losowi szansę, by wszystko odwołać Wieczór był chłodny, a powietrze niosło ze sobą ciężar minionego dnia, pełnego gniewu, niedopowiedzeń i tych wszystkich pytań, których od dawna nie umieli sobie z Hançer zadać bez ranienia się nawzajem Kiedy drzwi wreszcie się otworzyły, przez chwilę naprawdę wydawało się, że czas stanął Hançer stanęła w progu i po prostu patrzyła.Nie było w niej tego napięcia, którego się spodziewał
- Nie było śladów niedawnego płaczu, nie było ostrego błysku w oczach, tego uporu, którym zwykle broniła się przed nim jak ostatnią granicą własnej godności Tym razem jej twarz była spokojna. Za spokojna. Miała w sobie miękkość, która bardziej niepokoiła niż jakikolwiek krzyk Cihan natomiast wyglądał tak, jakby przyjechał tu nie do kobiety, którą kochał, lecz na przesłuchanie Miał zaciśniętą szczękę, surowe spojrzenie i taki chłód w oczach, jaki pojawia się tylko wtedy, gdy człowiek jest zmęczony tłumaczeniem własnych intencji temu światu, który i tak woli go osądzić
- Przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie odezwało.Patrzyli na siebie jak dwoje ludzi stojących po przeciwnych stronach mostu, którego żadne nie miało odwagi przekroczyć pierwsze Cihan śledził jej twarz z napięciem, próbując odczytać, co się za nią kryje.
- Czy to była gra? Czy wybaczenie? Czy pułapka? Hançer zaś wyglądała tak, jakby nie chciała patrzeć na mężczyznę, który ją tyle razy zranił, lecz mimo to nie potrafiła oderwać od niego wzroku W końcu jego głos przeciął ciszę.— Hançer?.Nie powiedział nic więcej. Tylko jej imię Ale w tym jednym słowie było wszystko: niepewność, ostrzeżenie, tęsknota, zmęczenie i ten niewypowiedziany lęk, że za chwilę znów wydarzy się coś, czego nie zdołają cofnąć Hançer odpowiedziała cicho:.— Witaj.
- Powiedziała to niemal łagodnie, miękko, z taką zwyczajnością, że aż wydało się to nierealne A potem, nim zdążył się cofnąć albo choćby przygotować na jakikolwiek gest, wyciągnęła dłoń i ujęła jego rękę Cihan drgnął.Ten dotyk nie był gwałtowny. Nie był też czuły w sposób oczywisty. Był raczej pewny Celowy.
- Jakby Hançer z góry zaplanowała tę chwilę i wiedziała dokładnie, że właśnie ten jeden ruch wystarczy, by całkowicie wytrącić go z równowagi Patrzył na ich splecione dłonie z takim zdumieniem, jakby pierwszy raz od wielu dni poczuł pod palcami coś żywego — Wejdziesz? — zapytała, wciąż spokojnie.Powinien był zapytać, co to wszystko znaczy Powinien był odsunąć rękę, spojrzeć jej prosto w oczy i powiedzieć, że nie ma ochoty na kolejne przedstawienie Ale wszedł.
- Może dlatego, że już od progu wyczuł, że ten wieczór będzie miał w sobie coś niebezpiecznego A może dlatego, że choć rozum ostrzegał go przed każdym krokiem, serce od dawna przestało przy nim zachowywać się rozsądnie W korytarzu paliło się ciepłe światło. Dom pachniał mydłem, przyprawami i czymś jeszcze — może różaną wodą, może świeżo zapalonymi świecami Wszystko wydawało się zbyt uporządkowane, zbyt uważnie przygotowane.
- Hançer stanęła przed nim, delikatnie rozpięła mu płaszcz i zdjęła go z jego ramion z tak naturalną swobodą, jakby robiła to codziennie od lat Cihan nie spuszczał z niej wzroku.— Jak minął ci dzień? — zapytała, odwieszając płaszcz do szafy — Tęskniłeś za mną?.Znieruchomiał.To pytanie, wypowiedziane tonem niemal żartobliwym, zabrzmiało w jego uszach bardziej niepokojąco niż groźba Hançer, którą znał, nie bawiła się w taką kokieterię.
- Hançer, którą znał, potrafiła patrzeć mu w oczy i jednym zdaniem rozebrać z każdej maski, ale nigdy nie igrała ze słowami w ten sposób — Co ty robisz? — zapytał w końcu.Ona odwróciła się lekko, oparła dłoń o framugę i posłała mu uśmiech, który nie dosięgnął oczu — Przygotowałam kolację. Chodź. Stół już czeka.Weszli do salonu, a Cihan od razu zrozumiał, że to nie była zwykła kolacja Pokój tonął w miękkim blasku czerwonych świec.
- Na elegancko nakrytym stole błyszczały kieliszki, połyskiwała zastawa, a między półmiskami z jedzeniem stały drobne dekoracje, które nadawały całości niemal teatralny charakter Były tam sarma, miseczki z gęstym jogurtem, oliwki, pieczywo, duszone warzywa, a nawet deser przygotowany z przesadną starannością Wszystko wyglądało tak, jakby miało opowiadać o czułości, o pogodzeniu, o intymnym wieczorze dwojga ludzi, którzy po długiej burzy wreszcie odnaleźli drogę do siebie Cihan zatrzymał się w progu.Na jego twarzy nie było zachwytu. Był szok.
- I coś jeszcze — chłodne, czujne niedowierzanie — Jaki to ma sens? — zapytał powoli.Hançer odsunęła krzesło i spojrzała na niego tak, jakby naprawdę nie rozumiała jego pytania — Czy w tym życiu jest coś większego niż miłość nas dwojga? — powiedziała z dramatyczną miękkością Cihan roześmiał się krótko, lecz w tym śmiechu nie było ani odrobiny wesołości.
- — Nie ukryłaś zbyt dobrze kamer — odparł chłodno — Gdybym przyjrzał się uważniej, sam bym je zauważył.Jej uśmiech nie zniknął od razu, ale przez sekundę zadrżał To wystarczyło, by upewnił się, że trafił.— Więc zauważyłeś — powiedziała cicho.— Zauważyłem, że coś tu się nie zgadza Ty również.— A jednak przyszedłeś.— Przyszedłem, bo mnie wezwałaś.— Nie.
- — Odwróciła się do niego całym ciałem — Przyszedłeś, bo chciałeś. Gdybyś naprawdę nie chciał mnie widzieć, nie stanąłbyś dziś pod tymi drzwiami Cihan zmrużył oczy.— Ryzykowałaś mój gniew dla tej inscenizacji?.— Ryzykowałam wszystko — odparła — Twój gniew, twoje podejrzenia, twoją pogardę. Ale chciałam, żebyś tu był.
- Choć przez jeden wieczór Choćbyś miał od razu zrozumieć, że to gra.On patrzył na nią długo. W jego spojrzeniu mieszała się irytacja z czujnością Wiedział już, że Hançer odgrywa jakąś rolę. Nie wiedział tylko, dla kogo. Dla ukrytych kamer? Dla niego? Dla samej siebie? Usiedli przy stole.
- Przez chwilę słychać było tylko cichy brzęk sztućców, trzask knotów świec i ich oddechy Hançer nalewała herbatę z takim opanowaniem, jakby ten wieczór był czymś naturalnym, wręcz oczywistym Cihan nie odrywał od niej wzroku.— Musiałem przyjść — powiedział po chwili. — Gdyby zależało ci na tym, żebym odszedł stąd z pustymi rękami, nie mogłabyś tego ode mnie wymagać Oparła łokcie lekko o stół.— Nie chcę, żebyś był daleko — powiedziała wprost.
- — Chcę, żebyś był przede mną Pod moimi oczami. W zasięgu mojego oddechu. Nie chcę już patrzeć na drzwi i zastanawiać się, czy wejdziesz, czy nie Nie chcę słuchać ciszy i pytać siebie, gdzie jesteś, z kim jesteś, co ukrywasz.Cihan odłożył widelec — Nie jestem twoim strażnikiem ani więźniem.
- — A ja nie jestem kamieniem — odpowiedziała natychmiast — Nie jestem kimś, kto potrafi przywyknąć do pustki. Nie jestem kobietą, która umie udawać, że nic nie czuje Przechylił głowę i spojrzał na nią uważniej.— To co proponujesz?.Jej spojrzenie przygasło, a potem znów nabrało tego dziwnego, miękkiego blasku — Ugasić tęsknotę.To on wstał pierwszy.
- Może dlatego, że to słowo uderzyło go mocniej, niż chciał przyznać Może dlatego, że nie chciał dłużej siedzieć naprzeciw niej jak oskarżony. A może dlatego, że od chwili, gdy stanął w progu, szukał jednego prawdziwego odruchu w tym przedstawieniu Czegoś, co nie będzie dla kamer, dla świata, dla gry.Hançer także się podniosła.
- Stanęli naprzeciw siebie tak blisko, że światło świec drżało między nimi Przez moment nie dotykali się, ale cała przestrzeń wokół zdawała się naelektryzowana Cihan widział, jak porusza się jej gardło, gdy przełyka ślinę. Widział cień wahania w jej oczach, który pojawił się i zniknął tak szybko, że ktoś obcy w ogóle by go nie dostrzegł — Kocham cię tak bardzo — powiedziała nagle, a jej głos tym razem zabrzmiał prawdziwie, nie jak kwestia wyuczona na potrzeby cudzego spojrzenia — że nie potrafię cię zapomnieć Nie potrafię z ciebie zrezygnować. Próbowałam. Wmawiałam sobie, że mogę żyć bez ciebie, że wystarczy zamknąć serce i przestać pamiętać
- Ale to nie działa. Ta tęsknota… ona mnie dusi.Te słowa zatrzymały go w miejscu.Cihan przez tyle dni słyszał od niej gniew, opór, oskarżenia, bolesną dumę Teraz pierwszy raz od dawna usłyszał bezbronność.
- I choć wiedział, że ten wieczór ma w sobie fałsz, to właśnie dlatego to wyznanie zabolało go jeszcze mocniej Bo nie był pewien, gdzie kończy się przedstawienie, a zaczyna prawda.Powoli wyciągnął ręce i przyciągnął ją do siebie Hançer oparła czoło o jego pierś, a potem objęła go mocno, niemal rozpaczliwie. Nie była to delikatność zakochanej kobiety z romantycznej opowieści To był uścisk człowieka, który od zbyt dawna walczy sam z własnym bólem.
- Cihan zamknął oczy Jej zapach, ciepło jej ciała, sposób, w jaki wtulała się w niego mimo całego gniewu ostatnich dni — wszystko to uderzyło go z siłą, na którą nie był przygotowany Nachylił się do jej ucha i powiedział szeptem:.— Wiedziałem, że mi uwierzysz. Spójrz na mnie, Hançer… razem wyjdziemy z tej burzy Potrzebuję tylko trochę czasu. Dopóki jesteś przy mnie, pokonam wszystko.
- Wszystkie kłamstwa, wszystkie pułapki, wszystko, co próbują między nami postawić Ale jeśli odejdziesz….Urwał.Bo właśnie w tej chwili poczuł, jak jej ciało sztywnieje Jakby jego słowa wcale jej nie ukoiły, lecz dotknęły rany, której nie chciała pokazać Cofnęła się lekko i uniosła głowę. Na jej twarzy znów pojawił się ten dziwny, niemal uprzejmy spokój — Usiądźmy — powiedziała. — Jedzenie stygnie.To było tak nagłe, że aż brutalne.
- Przed chwilą trzymała go w objęciach, jakby bała się, że zniknie Teraz odsunęła się od niego, jakby właśnie przypomniała sobie, że cały ten wieczór ma swój plan, którego nie może zakłócić nawet prawdziwe wzruszenie Cihan patrzył na nią z rosnącym napięciem, ale wrócił na swoje miejsce.
- Hançer usiadła naprzeciw, znowu spokojna, znowu uprzejma, znowu zbyt doskonała w tej roli czułej gospodyni Podała mu jedzenie. On zaczął jeść, choć tak naprawdę nie czuł smaku.— Nie jesteś głodny? — zapytała — Jestem zmęczony.— To nie to samo.— Czasami tak — odparł. — Czasami człowiek przez tyle dni połyka gniew i ciszę, że głód już nic dla niego nie znaczy Jej palce zacisnęły się na krawędzi talerza.— Nadal mi nie ufasz.
- — A ty nadal mi nie mówisz, po co to wszystko — Może po prostu chciałam, żebyś tu usiadł. Żebyśmy znów byli przy jednym stole.— Może — powtórzył — A może chciałaś, żeby ktoś to zobaczył.Milczała.— Kto cię do tego zmusił? — zapytał ciszej Spojrzała na niego tak, jakby to pytanie było zbyt niebezpieczne, by odpowiadać na nie wprost — Nie zawsze trzeba być zmuszanym — powiedziała po chwili.
- — Czasem wystarczy, że człowiek zrozumie, iż nie ma już wyboru To jedno zdanie sprawiło, że Cihan odłożył sztućce. Przyjrzał się jej uważnie. Było w niej coś kruchego, ukrytego pod warstwą chłodnej uprzejmości Jakby grała rolę z całych sił, a jednocześnie za każdym razem, gdy odwracała wzrok, groziło jej, że rozpadnie się na kawałki — Hançer….— Zjem później — przerwała mu szybko. — Pójdę tylko do łazienki.
- Wstała od stołu i wyszła Drzwi zamknęły się cicho. Cihan został sam pośród czerwonych świec, parujących półmisków i tej niemal duszącej atmosfery intymności, która od początku nie pasowała do prawdy W salonie zrobiło się nagle zbyt cicho.
- Zaczął słyszeć własny oddech, szelest materiału koszuli przy każdym ruchu, a także coś jeszcze — mechaniczny szum, którego wcześniej nie wyłapał Przesunął wzrokiem po pomieszczeniu. Na półce, wśród książek. W rogu przy lampie Nad obrazem. Małe punkty. Obiektywy. Świadkowie.Zacisnął dłonie.Nie wiedział, kto patrzy Wiedział tylko, że Hançer wie. I że mimo to trwa w tej grze dalej.Minęła minuta. Potem druga W końcu drzwi znów się otworzyły.Cihan odruchowo podniósł głowę — i zamarł.
- Hançer wróciła, ale nie była już tą samą kobietą, która kilka chwil wcześniej nalewała herbatę i podsuwała mu półmiski Miała na sobie bordową koszulę nocną, zmysłową, miękko opływającą sylwetkę, z ciemną koronką przy dekolcie i ramionach Na nią narzucona była cienka, wzorzysta narzutka, która bardziej odsłaniała, niż zakrywała Jej włosy opadały luźno na plecy. Twarz miała spokojną — lecz nie ciepłą.
- Był w niej chłód, który kontrastował z całym zmysłowym obrazem jeszcze boleśniej Cihan powoli wstał od stołu.Nie z zachwytu. Ze wstrząsu.— Hançer… — wydobyło mu się z ust, ale nie dokończył Podeszła kilka kroków bliżej, aż stanęła w świetle świec. Czerwień płomieni odbiła się na bordzie materiału, czyniąc tę scenę jeszcze bardziej niepokojącą Spojrzała na stół, potem na niego.— Zjadłeś? — zapytała niemal obojętnie.
- Wpatrywał się w nią tak, jakby nie rozumiał, co widzi — Co to ma być?.— Jeśli chcesz — powiedziała chłodno — możemy przejść do sypialni Na jego twarzy najpierw pojawiło się niedowierzanie, potem gwałtowny sprzeciw.— Hançer? Co ty wygadujesz? Nie cofnęła się ani o krok.— Robię to, co do mnie należy.— Przestań.— Dlaczego? — zapytała — Czy nie o to chodziło? Najpierw mężczyzna wraca do domu, siada do stołu, je ciepły posiłek, a potem żąda reszty swoich praw Cihan czuł, jak rośnie w nim wściekłość, ale nie ta ślepa, która każe krzyczeć. To był gniew dużo głębszy — gniew człowieka, który nagle widzi, że ktoś, kogo kocha, upokarza siebie po to, by go zranić
- — Dość — powiedział twardo. — Wystarczy.Ona jednak mówiła dalej, jakby od dawna nosiła w sobie każde z tych słów i teraz wreszcie mogła je wyrzucić — Nakarmiłam twój żołądek — powiedziała z gorzkim uśmiechem. — Teraz powinnam zaspokoić resztę twoich potrzeb Czy nie tak to działa?.— Hançer!.
- — Co? Czy użyłam niewłaściwych słów? — uniosła brwi — Może powinnam mówić delikatniej? Może powinnam być bardziej czuła, bardziej miękka, bardziej wdzięczna? Może powinnam spuścić wzrok i udawać, że nic mnie nie kosztuje to, że jestem potrzebna tylko wtedy, kiedy można mnie ustawić tam, gdzie komuś wygodnie? Cihan zrobił krok w jej stronę.— Nie mów tak.
- — A jak mam mówić? — wybuchła nagle, choć jej głos wciąż pozostawał zdumiewająco cichy — Jak mam nazwać to, kim się przy tobie stałam? Powiedz mi. Kobietą, której się ufa? Kobietą, której się wszystko wyjaśnia? Kobietą, którą się chroni przed błotem? Nie Mam inne słowo.Patrzył na nią bez ruchu. Wiedział już, że zbliża się coś, czego nie zatrzyma Hançer uniosła podbródek. W jej oczach lśniły łzy, ale nie pozwoliła im popłynąć.
- — W końcu jestem twoją kochanką, prawda? To zdanie nie padło jak krzyk. Padło jak policzek.Cihan znieruchomiał. Przez moment naprawdę nie potrafił złapać tchu Jakby cała krew odpłynęła mu z twarzy, a światło świec nagle stało się zbyt ostre, zbyt jaskrawe, zbyt obnażające Patrzył na nią, ale jednocześnie widział wszystko, co doprowadziło ich do tej chwili: każdą niewyjaśnioną sytuację, każdy raz, kiedy kazał jej cierpliwie czekać, każdą noc, gdy milczał zamiast powiedzieć prawdę, każdy szept świata, który z ich miłości zrobił brudną historię
- — Nie waż się — powiedział chrapliwie.— Dlaczego? To słowo cię rani? — spytała. — Mnie rani bardziej — To nie jest prawda.— Prawda? — uśmiechnęła się bez cienia ciepła. — Prawda od dawna nie ma tu miejsca Są tylko role. Ty grasz mężczyznę, który wszystko kontroluje.
- Ja gram kobietę, która jeszcze wierzy, że kontrola oznacza bezpieczeństwo — Nigdy cię tak nie widziałem.— Ale pozwoliłeś, by inni mnie tak widzieli.To trafiło go prosto w serce, bo było w tym coś, przed czym sam próbował uciekać Nie zdradził jej. Nie upokorzył świadomie.
- A jednak nie potrafił ochronić jej przed podejrzeniami, przed plotką, przed tym obrzydliwym językiem świata, który zawsze jest gotów odebrać kobiecie godność, jeśli stoi obok mężczyzny zbyt silnego, zbyt zamożnego, zbyt niebezpiecznego — Hançer… — spróbował raz jeszcze, tym razem ciszej. — Posłuchaj mnie.— Nie — odparła natychmiast — Dziś to ty posłuchasz mnie. Wiesz, co jest najgorsze? Nie to, że ludzie mówią. Nie to, że patrzą Najgorsze jest to, że przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy może mają rację Czy może naprawdę jestem kimś, kogo można przywołać, uciszyć, ustawić w cieniu, a potem wrócić po niego wtedy, kiedy będzie potrzebny Czy może naprawdę moja miłość do ciebie zrobiła ze mnie kobietę bez twarzy.Cihan zamknął oczy na sekundę, jakby każde jej słowo wbijało się pod skórę
- — Nie mów tak o sobie.— A jak mam mówić? — powtórzyła, ale tym razem już nie chłodno, tylko z narastającą rozpaczą — Jak mam nazwać to, że kocham cię nawet wtedy, kiedy cię nienawidzę? Jak mam nazwać to, że kiedy słyszę twój głos, wszystko we mnie drży, choć rozum mówi, że powinnam uciekać? Jak mam nazwać to, że dziś przygotowałam ten stół, zapaliłam te świece i czekałam na ciebie, choć w środku umierałam ze wstydu? Powiedz mi, Cihanie Jak to nazwać?.Nie odpowiedział od razu. Jego cisza nie była chłodem. Była bezradnością
- Podszedł jeszcze bliżej.— Nazwij to miłością — powiedział w końcu nisko, z trudem — Nazwij to bólem. Nazwij to burzą. Ale nie nazywaj siebie w ten sposób. Nigdy.Hançer odwróciła wzrok, jakby właśnie te słowa były najtrudniejsze do zniesienia Bo gdyby Cihan krzyknął, łatwiej byłoby jej trwać w gniewie.
- Gdyby odpowiedział twardo, mogłaby go nienawidzić bez wahania Ale on patrzył na nią tak, jakby sam ledwo znosił ciężar tej chwili.— Nie rozumiesz — szepnęła — Właśnie dlatego to powiedziałam. Bo chciałam, żeby cię zabolało. Chciałam, żebyś choć przez sekundę poczuł, jak ja się czuję, kiedy świat patrzy na mnie przez pryzmat twoich tajemnic — I myślisz, że nie boli? — odezwał się ostro.
- — Myślisz, że nie czuję tego każdego dnia? Że nie wiem, ile ci odebrałem samym milczeniem? Wiem Ale nie robiłem tego po to, by cię poniżyć.— Skutek jest ten sam.— Nie. — Pokręcił głową — Intencja ma znaczenie.— Może dla ciebie.— Dla nas obojga.Jej usta zadrżały.— Nie ma już „nas” bez ran — Są rany, ale wciąż jest „my”.— Jesteś tego pewien?.Patrzyli na siebie w napiętej ciszy Czerwone świece dopalały się powoli, a wosk spływał po ich bokach jak skrzepnięte krople krwi Romantyczna kolacja, która miała wyglądać jak obraz pojednania, teraz bardziej przypominała miejsce zbrodni — zbrodni popełnionej na zaufaniu, na dumie, na niewinności uczuć
- Cihan mówił pierwszy.— Zrobiłaś to dla kamer?.Hançer zamknęła oczy. Tylko na chwilę — Nie tylko.— Dla kogo więc?.— Dla siebie — odpowiedziała. — Bo chciałam zobaczyć, jak daleko potrafię się posunąć, zanim całkiem przestanę czuć wstyd Dla tych, którzy patrzą, bo chcą mnie zobaczyć uległą.
- Dla tych, którzy chcą zobaczyć ciebie zwycięskiego I może trochę dla ciebie, żebyś wreszcie zobaczył, w co mnie zamieniono.— Nikt cię nie zamienił w nic — powiedział twardo — Słyszysz? W nic.— A jednak stoję przed tobą przebrana jak dowód rzeczowy.To zdanie sprawiło, że twarz Cihana stwardniała — Nie jesteś dowodem. Nie jesteś też narzędziem. Ani moim, ani niczyim.
- — To dlaczego cały czas czuję się używana? Nie potrafił odpowiedzieć od razu. Bo prawda była zbyt złożona, by zmieścić ją w jednym zdaniu Bo używali ich wszyscy: rodziny, intrygi, układy, lęki, pieniądze, duma, zazdrość, cudze spojrzenia Używała ich nawet ich własna miłość, która zamiast dawać schronienie, coraz częściej stawała się miejscem bólu Hançer zrobiła krok w tył.— Powinieneś już iść.— Nie wyjdę tak.
- — A jak? — spytała — Chcesz, żebym się rozpłakała? Żebym rzuciła ci się w ramiona i powiedziała, że żałuję? Żebym ci uwierzyła tylko dlatego, że kiedy mnie obejmujesz, nadal słabną mi kolana? — Chcę, żebyś przestała się karać moim kosztem.— A ty przestań ratować mnie za późno Te słowa wybrzmiały między nimi jak wyrok.
- Cihan wpatrywał się w nią tak długo, aż w końcu coś w nim pękło Nie był to wybuch. Nie podniósł głosu. Nie uderzył w stół ani nie odwrócił się gwałtownie To było znacznie gorsze. Jego twarz, jeszcze chwilę wcześniej napięta, teraz stała się nieruchoma Zraniona. Dotknięta do żywego. W oczach pojawił się ogień, ale nie ten niosący zniszczenie Ten, który rodzi się z bólu tak silnego, że człowiek nie wie już, czy bardziej chce krzyczeć, czy milczeć — Myślisz, że jesteś dziś okrutna — powiedział bardzo cicho.
- — A tak naprawdę jesteś tylko zraniona I właśnie dlatego każde twoje słowo trafia prosto tam, gdzie najbardziej boli.Hançer przełknęła ślinę, lecz nie odpowiedziała — Ale posłuchaj mnie dobrze — dodał. — Nigdy więcej nie nazwiesz siebie moją kochanką w tym znaczeniu Nigdy.
- Bo nawet jeśli cały świat będzie próbował wrzucić cię w błoto, ja na to nie pozwolę Nawet jeśli ty sama będziesz chciała tam wejść, żeby mnie zranić.Oczy Hançer zaszkliły się, choć wciąż walczyła z łzami — Nie potrzebuję, żebyś mi pozwalał albo zabraniał. Potrzebuję prawdy.— Dostałabyś ją, gdybyś pozwoliła mi mówić — Mówiłeś przez cały czas. Tylko nie to, co najważniejsze.
- — Bo próbowałem cię ochronić — Ochronić? — W końcu zaśmiała się krótko, rozpaczliwie. — Wiesz, co robi człowiek, który naprawdę chroni? Staje obok Nie nad kimś. Obok. A ty ciągle stoisz przede mną jak mur i każesz mi wierzyć, że to dla mojego dobra Jego dłonie zacisnęły się tak mocno, że zbielały knykcie.
- — A ty dziś zamieniłaś nasz ból w widowisko — Nie nasze — poprawiła go. — Moje.W tym jednym słowie było całe jej osamotnienie Wszystko, czego nie wykrzyczała wcześniej. Wszystkie chwile, w których kochała go tak bardzo, że aż czuła się upokorzona własną bezsilnością Cihan zrobił jeszcze jeden krok.
- Byli teraz tak blisko, że wystarczyłby ruch dłoni, by znów ją objąć Ale nie zrobił tego. Wiedział, że tym razem dotyk nie uleczyłby niczego. Może tylko pogłębił ranę — Spójrz na mnie — powiedział.Nie chciała, ale w końcu podniosła wzrok.I wtedy zobaczyła na jego twarzy coś, czego nie spodziewała się zobaczyć: nie tylko gniew Nie tylko urażoną dumę.
- Zobaczyła zranienie tak szczere, że na ułamek sekundy własna wściekłość ją zawstydziła Cihan wyglądał tak, jakby to jedno zdanie — „jestem twoją kochanką” — rozdarło mu coś w środku Jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie ona, jedyna osoba, przy której wciąż próbował być prawdziwy, użyła przeciw niemu broni zbudowanej z cudzej pogardy — To właśnie o to jestem wściekły — powiedział przez zaciśnięte zęby.
- — Nie o twoją grę Nie o świece, nie o kamery, nie o ten wieczór. O to, że pozwoliłaś temu słowu wejść między nas Hançer nie wytrzymała. Odwróciła twarz, a łza spłynęła jej po policzku.Ale Cihan już nie cofnął swoich słów — Możesz mnie oskarżyć o milczenie. O błędy. O pychę. O to, że za długo kazałem ci czekać I będziesz miała rację.
- Ale jeśli jeszcze raz nazwiesz siebie w ten sposób, potraktuję to jak policzek wymierzony nie tylko mnie, ale także temu, co między nami jeszcze żyje Hançer zamknęła oczy. Oddychała nierówno, ciężko.W pomieszczeniu panowała cisza tak gęsta, że aż bolały od niej uszy Gdzieś poza kadrem tego wieczoru nadal istniały kamery, ludzie, intrygi, świat.
- Ale w tej chwili liczyli się tylko oni dwoje, stojący pośród niedopalonej kolacji, wypowiedzianych zbyt późno prawd i bólu, którego żadne nie umiało już ukryć Cihan nie ruszył się z miejsca.Na jego twarzy zastygł wyraz, który był jednocześnie raną i groźbą W oczach płonęła wściekłość, ale pod nią kryło się coś jeszcze bardziej przejmującego — głęboka, niemal bezbronna krzywda Jakby właśnie zrozumiał, że największe niebezpieczeństwo nie przyszło z zewnątrz, nie z cudzych spisków ani podsłuchów, lecz z tego jednego momentu, w którym kobieta, którą kochał ponad wszystko, postanowiła zranić siebie, by zranić jego I właśnie na tej twarzy — zranionej, pobladłej ze wściekłości, napiętej od bólu, milczącej, a jednak krzyczącej bardziej niż jakikolwiek wybuch — zatrzymał się cały ten wieczór