
- Upadek Beyzy: “Zrezygnowałam z tego dziecka!” – Dramatyczna walka Hançer o życie nienarodzonego dziedzica Wyobraź sobie ułamek sekundy, w którym czas się zatrzymuje, a ciszę korytarza przerywa niemy krzyk o pomoc Kiedy Hançer otwiera drzwi sypialni, nie spodziewa się koszmaru, który zastanie w środku Na podłodze, łkając z niewyobrażalnego bólu, leży ciężarna Beyza.
- Upadła, a życie jej nienarodzonego dziecka właśnie zawisło na włosku Jednak to, co wydarzy się w ciągu kolejnych minut, szokuje bardziej niż sam wypadek Wszyscy wiemy, jak silny potrafi być instynkt macierzyński, ale co się dzieje, gdy serce kobiety zostaje złamane przez odrzucenie? W obliczu absolutnej paniki całego domu, zjawia się stanowcza Mukadder, gotowa wezwać pomoc I wtedy pada cios, którego nikt się nie spodziewał.
- Beyza, zaślepiona bólem i żalem do ojca dziecka, Cihana, stanowczo odmawia wezwania lekarza Rozpacz matki zderza się tu z surową rzeczywistością: jej ciało krwawi, a dziecko potrzebuje natychmiastowego ratunku Hançer desperacko próbuje przemówić do jej rozsądku, przypominając o obowiązkach matki, podczas gdy Mukadder wpada we wściekłość, broniąc życia swojego wnuka W rezydencji wybucha chaos – panika służby, zagubione telefony, oskarżenia i uciekający czas Czy ból po odrzuceniu przez mężczyznę może usprawiedliwić rezygnację z własnego dziecka? Kto wygra tę walkę z czasem i emocjami? Biały korytarz rezydencji, zwykle cichy i uporządkowany jak wnętrze domu, w którym wszystko miało pozostawać pod kontrolą, tego ranka nagle stał się miejscem niepokoju

- Cisza nie była już kojąca. Była ciężka, napięta, pełna niedopowiedzianych lęków, jakby ściany same przeczuwały, że za chwilę wydarzy się coś, czego nie da się już cofnąć W tej właśnie ciszy rozległy się szybkie, niespokojne kroki Hançer.
- Biegła niemal bez tchu, przytrzymując dłonią bok wzorzystej sukni, która plątała się wokół jej nóg Jej ciemne, falowane włosy opadały na ramiona w nieładzie, a twarz, jeszcze przed chwilą blada od codziennych trosk, teraz była napięta do granic możliwości Coś w głosie Beyzy, coś w tym urwanym, rozpaczliwym wołaniu, które dobiegło ją z końca korytarza, sprawiło, że serce Hançer zaczęło bić tak gwałtownie, jakby chciało wydostać się z piersi Nie pukała. Nie pytała o pozwolenie.
- Dopadła do białych drzwi sypialni i gwałtownie je otworzyła To, co zobaczyła, zatrzymało ją na ułamek sekundy. I tylko na ułamek, bo potem nie było już miejsca na osłupienie Beyza siedziała na podłodze, oparta plecami o krawędź łóżka, w szarej satynowej koszuli nocnej, która w tej chwili wyglądała nie jak elegancki strój, lecz jak ślad czyjejś bezbronności Jej włosy były rozrzucone, czoło zroszone potem, dłonie drżały. Jedną ręką obejmowała brzuch, jakby chciała osłonić go przed całym światem, drugą próbowała podeprzeć się o podłogę, lecz wyraźnie brakowało jej sił
- Twarz miała wykrzywioną bólem. Z oczu płynęły jej łzy – nie ciche, godne łzy smutku, lecz gorące, bezradne łzy prawdziwego cierpienia Gdy tylko zobaczyła Hançer, uniosła na nią wzrok pełen przerażenia.— Hançer… — wydusiła drżącym głosem — Proszę… pomóż mi….
- W tym jednym zdaniu było wszystko: ból, strach, wstyd, rozpacz, a nade wszystko paniczna potrzeba, by ktoś nie pozwolił jej zostać samej Hançer natychmiast przypadła do niej, klękając tak gwałtownie, że aż zabolały ją kolana Nie zastanawiała się nad niczym — ani nad dawnymi urazami, ani nad tym, ile razy Beyza potrafiła ranić innych słowem, spojrzeniem czy chłodem W takiej chwili nie było miejsca na przeszłość. Była tylko kobieta w bólu.
- Kobieta, która być może traciła coś, co było od niej większe — Beyzo, spójrz na mnie — powiedziała łagodnie, choć sama z trudem utrzymywała głos w ryzach — Jestem tutaj. Oddychaj. Powoli. Słyszysz? Jestem przy tobie.Objęła ją ostrożnie, żeby pomóc jej usiąść wygodniej, ale Beyza zadrżała i jęknęła tak boleśnie, że Hançer od razu zamarła — Nie ruszaj mnie… boli… tak bardzo boli… — wyszeptała Beyza, a potem nagle wybuchnęła płaczem — Upadłam… Hançer, ja upadłam… Ja… ja się poślizgnęłam… Nie wiem… nie wiem, jak… O Boże… Jej oddech rwał się, łzy spływały po policzkach, a palce coraz mocniej zaciskały się na materiale koszuli nocnej
- — Moje dziecko… — szlochała. — Boję się o moje dziecko… Jeśli coś mu się stanie… jeśli przez mnie… Hançer poczuła, jak lodowaty dreszcz przebiega jej wzdłuż kręgosłupa. To nie był zwykły strach To była ta szczególna groza, jaką zna każda kobieta, gdy nagle świat kurczy się do jednego pytania: czy życie pod sercem wciąż jest bezpieczne? Mimo własnego przerażenia zmusiła się do spokoju.
- Przesunęła dłoń na ramię Beyzy i pochyliła się bliżej — Nie mów tak. Nie wolno ci teraz myśleć najgorszego — powiedziała stanowczo, ale ciepło — Posłuchaj mnie. Wszystko zrobimy. Słyszysz? Wszystko. Zaraz znajdziemy pomoc. Tylko się nie poddawaj — Nie mogę… — jęknęła Beyza. — Ten ból… Hançer, ja nie wytrzymam….— Wytrzymasz. Musisz wytrzymać Dla niego. Albo dla niej.
- Dla swojego maleństwa — mówiła Hançer niemal szeptem, jakby każde słowo mogło stać się podporą — Oddychaj ze mną. Tak. Powoli… Spójrz na mnie. Nie zamykaj oczu.Ale dramat nie miał pozostać ukryty za drzwiami sypialni Już po chwili na korytarzu rozległ się tumult: przyspieszone kroki, pytania rzucane przez kilka osób naraz, dźwięk szeleszczących tkanin Do pokoju wbiegła Mukadder, a za nią Sinem i dwie służące.Mukadder, w beżowej koronkowej bluzce, z twarzą, na której zwykle malowała się twarda duma osoby przyzwyczajonej do wydawania rozkazów, teraz wyglądała jak kobieta, której świat właśnie zachwiał się pod stopami
- Gdy jej wzrok padł na Beyzę siedzącą na podłodze, z ust starszej kobiety wyrwał się stłumiony okrzyk — Co się stało?! — zawołała, podchodząc gwałtownie bliżej. — Co się tu stało?!.Sinem, w jaskrawozielonej sukni i jasnoróżowym hidżabie, zakryła usta dłonią Wyglądała, jakby za chwilę sama miała się rozpłakać.
- Służące stanęły przy drzwiach, zbyt przerażone, by zbliżyć się od razu — Upadła — odpowiedziała Hançer, nie odrywając rąk od Beyzy. — Jest silny ból. Musimy działać szybko Mukadder nie potrzebowała dalszych wyjaśnień. W jednej chwili weszła w rolę osoby, która wierzy, że gdy wszyscy tracą głowę, ona jedna musi zachować zimną krew — Natychmiast wezwać doktor Yasemin! — krzyknęła tak donośnie, że echo odbiło się od ścian — Natychmiast!.
- Lecz ledwie padło imię lekarki, Beyza uniosła głowę z gwałtownością, która zdawała się brać z czystej desperacji — Nie! — krzyknęła przez łzy. — Nie dzwońcie do nikogo! Nie chcę! Nie chcę żadnej lekarki! Nie chcę niczyjej pomocy! — Beyzo! — syknęła Mukadder, jakby sam ten protest był obrazą rozsądku.— Słyszałaś mnie! — zawołała Beyza z rozpaczą, która przechodziła już w bunt — Nie chcę! Po co? Dla kogo? Po co mam ratować coś, czego ojciec i tak nie chce?! W pokoju zapadła cisza, ale była to cisza rozpalona do czerwoności. Nawet służące, które jeszcze przed chwilą wahały się przy drzwiach, teraz zamarły jak posągi
- Hançer poczuła, że Beyza drży w jej ramionach nie tylko z bólu, ale i z upokorzenia, z nagromadzonej przez długi czas goryczy Mukadder zmrużyła oczy.— Nie mów głupstw. To nie czas na histerię — powiedziała lodowato — Trzeba zadzwonić do Cihana. Przyjedzie natychmiast i zawiezie cię do Yasemin.
- Na dźwięk imienia Cihana twarz Beyzy wykrzywiła się jeszcze bardziej — Do Cihana? — powtórzyła chrapliwie. — Do Cihana?! Po co? Żeby znowu patrzył na mnie tak, jakbym była ciężarem? Żeby znowu milczał? Żeby znowu dawał mi odczuć, że moje dziecko jest dla niego pomyłką?! — Dosyć! — warknęła Mukadder.Ale Beyza już się nie zatrzymywała.
- Ból, strach i uraza pękły w niej jak tama — Nie chce tego dziecka! — wykrzyczała. — Słyszysz mnie?! Nie chce go! Więc ja też… ja też z niego rezygnuję! To zdanie przecięło powietrze jak nóż.Sinem westchnęła gwałtownie. Jedna ze służących odruchowo zrobiła znak chroniący przed nieszczęściem Hançer poczuła, że serce ściska jej się z bólu.
- — Beyzo… — odezwała się cicho, lecz stanowczo — Nie wolno ci tak mówić.— Dlaczego? — szlochała Beyza. — Dlaczego nie wolno? Czy ktoś pytał, co wolno mówić mnie? Czy ktoś pytał, jak ja się czuję? Czy ktoś zapytał, jak to jest nosić dziecko pod sercem i wiedzieć, że jego ojciec patrzy na ciebie bez miłości, bez czułości, bez nadziei? — To nieprawda — wtrąciła ostro Mukadder.— To prawda! — Beyza niemal zawyła.
- — I ty też o tym wiesz! Hançer ujęła jej twarz w dłonie, zmuszając ją, by spojrzała prosto na nią.— Posłuchaj mnie uważnie Możesz być zła, możesz być zraniona, możesz nienawidzić całego świata, ale teraz nie wolno ci walczyć z własnym dzieckiem Rozumiesz? Jesteś matką.
- Cokolwiek czujesz do Cihana, cokolwiek on czuje lub nie czuje, to dziecko nie jest winne niczemu Musisz jechać do lekarza.Beyza patrzyła na nią przez łzy, jakby słowa Hançer docierały do niej z bardzo daleka — Matką… — powtórzyła z gorzkim śmiechem, który bardziej przypominał szloch.
- — Jaką matką? Taką, której dziecko od początku jest niechciane? Taką, którą wszyscy osądzają? Taką, która jest dobra tylko wtedy, kiedy milczy i cierpi z godnością? Hançer z trudem przełknęła ślinę. Sama dobrze znała smak osądu. Znała ból bycia ocenianą przez cudze oczy, cudze reguły i cudze milczenia Dlatego tym bardziej nie mogła pozwolić, by Beyza tonęła teraz we własnej rozpaczy — Matką nie staje się przez to, że świat cię akceptuje — odparła cicho.
- — Matką staje się przez to, że walczysz, nawet kiedy wszystko w tobie chce się poddać Mukadder, dotąd kipiąca z gniewu, nagle straciła resztki cierpliwości wobec służby, która wciąż trwała w bezruchu — Na co patrzycie?! — huknęła, obracając się ku nim. — Czy mam wszystko robić sama?! Przynieście poduszki, koc, wodę, cokolwiek! Natychmiast! Służące poruszyły się jak wybudzone z odrętwienia.
- Jedna pobiegła do komody, druga wybiegła na korytarz Sinem uklękła po drugiej stronie Beyzy i ostrożnie dotknęła jej ręki.— Beyzo, proszę… uspokój się… — szepnęła — Wszystko będzie dobrze, tylko nie walcz z nami.— Nie mów mi, że będzie dobrze! — wybuchnęła Beyza — Skąd możesz wiedzieć? Czy ty w ogóle rozumiesz, co to znaczy bać się, że w jednej chwili stracisz wszystko? Sinem zamilkła, dotknięta tym ciosem, ale nie zabrała ręki.
- Mukadder pochyliła się nad Beyzą tak gwałtownie, że koronkowy rękaw niemal musnął jej twarz — Jak możesz mówić o rezygnacji z mojego wnuka?! — syknęła z mieszaniną bólu i oburzenia — Jak możesz?! To moje dziecko, krew mojej krwi!.— Twoje? — odparła Beyza z rozpaczą — Właśnie. Wszyscy mówią „twoje”, „jego”, „wasze”.
- A kto mówi „moje”? Kto pyta mnie, jak ja się czuję? Kto widzi we mnie człowieka, a nie tylko brzuch, nie tylko obowiązek, nie tylko narzędzie do rodzenia dziedzica?! Tym razem nawet Mukadder zamilkła. Na jej twarzy przemknął cień czegoś więcej niż gniewu Może urażonej dumy. Może niewygodnej prawdy.Hançer zamknęła oczy na sekundę. Czuła, że pod zewnętrznym dramatem kryje się znacznie głębsze pęknięcie To nie był wyłącznie lęk po upadku.
- To był krzyk kobiety, która od dawna czuła się opuszczona — Beyzo — powiedziała łagodniej. — Masz prawo do bólu. Masz prawo do złości. Masz prawo powiedzieć, że jesteś zmęczona Ale teraz nie wolno ci podejmować decyzji pod wpływem strachu. Musimy najpierw sprawdzić, czy z tobą i z dzieckiem wszystko w porządku Beyza zadrżała i zacisnęła powieki.
- Przez chwilę wydawało się, że zaraz znów zacznie protestować, ale zamiast tego z jej ust wyrwał się cichy jęk — Tak boli… — wyszeptała. — Hançer, tak strasznie boli….Hançer poprawiła jej włosy, przygarniając je z mokrego czoła — Wiem. Wiem. Jestem tutaj.Mukadder wyprostowała się i znów zaczęła wydawać polecenia, bo ruch i organizacja były jedynym sposobem, jaki znała, by nie dopuścić do własnego strachu — Trzeba przygotować samochód. Natychmiast.
- I gdzie jest Aysu? Gdzie ona się podziewa? Gdzie mój telefon? — rzucała pytania coraz szybciej, rozglądając się po pokoju z rosnącą irytacją — Przed chwilą miałam go przy sobie. Kto go widział?.Służąca w różowej bluzce wróciła z poduszką i kocem, ale wyglądała tak, jakby pytanie o telefon było dla niej równie straszne jak sam stan Beyzy — Ja… ja nie wiem, pani Mukadder….— Oczywiście, że nie wiesz! — warknęła starsza kobieta — Nikt niczego nie wie w tym domu, dopóki nie jest za późno!.
- Beyza uniosła ciężko głowę — Mój telefon… — powiedziała zduszonym głosem. — Gdzie jest mój telefon? Dajcie mi go… — Po co ci teraz telefon? — rzuciła Mukadder.— Chcę go! — krzyknęła Beyza. — To mój telefon! Dajcie mi go! — Nie będziesz teraz do nikogo dzwonić, tylko pojedziesz do lekarza.
- — Może właśnie chcę zadzwonić tam, gdzie ktoś wreszcie mnie usłyszy! — odparowała Beyza z goryczą W pokoju znów zrobiło się duszno od napięcia. Hançer czuła, że jeśli nie uda się szybko zapanować nad sytuacją, chaos sam stanie się zagrożeniem — Proszę, nie kłóćcie się teraz — powiedziała, podnosząc wzrok na Mukadder. — Najważniejsze, żeby ją bezpiecznie przewieźć Wszystko inne potem.
- Mukadder otworzyła usta, jakby chciała odpowiedzieć ostro, lecz w tym momencie do pokoju wbiegła młoda dziewczyna o kręconych włosach, ubrana w zieloną bluzkę i dżinsy Była wyraźnie zadyszana.— Aysu! — zawołała Mukadder. — Gdzie ty byłaś?! Gdzie jest mój telefon?! Dziewczyna aż się skuliła pod ciężarem tego tonu.— Pani… ja… wpadł obok kanapy… nie mogłam go od razu znaleźć… — tłumaczyła szybko, wyciągając urządzenie — Szukałam, naprawdę szukałam….
- — W takich chwilach nic nie może ginąć! — wybuchła Mukadder, wyrywając jej telefon z ręki — Nic!.Potem, jakby przypomniawszy sobie o drugim problemie, spojrzała na Beyzę.— A jej telefon? Aysu zamrugała zdezorientowana.— Chyba… chyba na toaletce albo w saloniku, nie jestem pewna… — Oczywiście, że nie jesteś pewna! — syknęła Mukadder.Beyza znów zaczęła ciężko oddychać Hançer poczuła, że ciało kobiety robi się coraz bardziej wiotkie, jakby emocje i ból odbierały jej resztki sił — Spójrz na mnie — powiedziała szybko. — Beyzo, zostań ze mną. Nie odpływaj.
- — Jest mi zimno… — wyszeptała Beyza — Tak zimno….Sinem natychmiast otuliła jej nogi kocem, a służąca wsunęła poduszkę za plecy, by choć trochę odciążyć jej pozycję Mukadder, trzymając wreszcie telefon, gorączkowo próbowała wybrać numer, ale ręce trzęsły się jej bardziej, niż chciała to pokazać — Dlaczego to się nie odblokowuje?! — rzuciła przez zęby.
- — Gdzie są okulary? Gdzie ja mam okulary? Aysu zrobiła krok naprzód.— Są chyba w salonie, przy filiżance….— Nie chcę chyba! Przynieś je! Dziewczyna wybiegła.
- W tej chwili Hançer po raz pierwszy naprawdę spojrzała na Mukadder nie jak na nieugiętą panią domu, ale jak na matkę, która mimo całego swojego chłodu i pychy bała się o wnuka tak bardzo, że niemal traciła oddech Starsza kobieta była wściekła, owszem, lecz pod tą wściekłością czaiło się autentyczne przerażenie — Proszę pani — odezwała się Hançer spokojniej. — Może lepiej nie czekać. Nawet bez telefonu Trzeba ją natychmiast zabrać do szpitala.
- Mukadder spojrzała na nią, jakby dopiero teraz uznała to za myśl godną rozważenia — Tak… tak… masz rację… — wymamrotała, a potem znów odzyskała twardość. — Samochód! Niech ktoś natychmiast przygotuje samochód! Jedna ze służących wybiegła.Beyza jednak ponownie poruszyła się niespokojnie.— Nigdzie nie jadę… — wyszeptała, lecz zaraz głos jej się załamał — Nie chcę widzieć jego twarzy… Nie chcę, żeby Cihan patrzył na mnie z litością… Hançer pochyliła się jeszcze bliżej.— To nie chodzi o Cihana.
- Słyszysz? Teraz nie chodzi o niego Chodzi o ciebie. O twoje dziecko.— A jeśli jest już za późno? — spytała Beyza tak cicho, że to pytanie zabrzmiało bardziej jak wyznanie niż protest Te słowa zawisły nad nimi wszystkimi.Sinem zaszkliły się oczy.
- Nawet Mukadder odwróciła na chwilę twarz, jakby nie chciała, by ktokolwiek zobaczył, jak ten lęk uderza także w nią Hançer ścisnęła dłoń Beyzy.— Nie jest za późno, dopóki walczysz — powiedziała. — Nie wolno ci teraz odbierać sobie nadziei Beyza patrzyła na nią długo, z twarzą mokrą od łez. Wreszcie jej wargi zadrżały.— Dlaczego ty jesteś dla mnie dobra? — zapytała nagle — Po wszystkim… po wszystkim, co było… Dlaczego?.
- To pytanie przyszło tak niespodziewanie, że przez chwilę nikt się nie poruszył Hançer odetchnęła powoli.— Bo cierpienia nie wolno zostawiać samego — odpowiedziała po chwili — Bo niezależnie od wszystkiego, teraz jesteś kobietą, która się boi. A ja nie potrafiłabym odwrócić wzroku Beyza zamknęła oczy i rozpłakała się jeszcze mocniej, lecz tym razem nie był to wyłącznie płacz bólu Było w nim coś z pękającej dumy, z nagłego zrozumienia, że nawet pośród wrogości można zostać dotkniętym czułością — Ja nie chciałam… żeby tak było… — wyszeptała. — Nie chciałam, żeby wszystko stało się takie brzydkie…
- Hançer przełknęła ciężko ślinę. Intuicyjnie czuła, że Beyza nie mówi już tylko o upadku Mówi o wszystkim: o relacjach, o Cihanie, o domu, o zawiedzionych nadziejach.— Wiem — odparła po prostu Wróciła Aysu, tym razem z okularami, niemal potykając się o własne nogi.
- Mukadder założyła je drżącymi rękami i ponownie zaczęła wybierać numer — Odbierz… odbierz… — mamrotała pod nosem, jakby samą siłą woli mogła zmusić połączenie, by doszło do skutku Sinem nagle wyprostowała się, spojrzała po wszystkich i wskazała ręką drzwi.— Nie możemy już tylko stać i czekać! — powiedziała z determinacją, która zaskoczyła wszystkich — Ktoś ma wreszcie zadzwonić, ktoś ma sprowadzić samochód, a ktoś ma pomóc ją podnieść Każda sekunda ma znaczenie!.W jej głosie nie było już drżenia.
- Było zdecydowanie Mukadder uniosła wzrok, jakby chciała zganić ją za ton, lecz ostatecznie tylko skinęła głową — Masz rację — przyznała krótko. — Hançer, zostajesz przy niej. Sinem, jedziesz z nami Aysu, biegnij na dół i każ otworzyć bramę. Ty — wskazała na służącą w białej koszuli — przynieś wodę i ręczniki Szybko!.Wszystko naraz ruszyło z miejsca.Lecz choć pokój wypełnił się ruchem, choć rozkazy padały jeden po drugim, a domownicy nagle odzyskali kierunek, prawdziwe centrum tego dramatu pozostawało niezmienne: Beyza, oparta o łóżko, drżąca z bólu i strachu, z ręką na brzuchu, jakby próbowała samym dotykiem zatrzymać to kruche życie przy sobie
- Hançer patrzyła na nią i czuła, że w tej jednej chwili splata się wszystko, co w tym domu było przez długi czas wypierane: samotność, urażona duma, niespełnione oczekiwania, chłód uczuć, które miały być proste, a okazały się pełne ran Nawet jeśli lekarz miał za chwilę zbadać ciało Beyzy, nikt nie potrafił tak łatwo uleczyć jej serca — Hançer… — szepnęła Beyza, ledwie słyszalnie.
- — Jeśli coś się stało… jeśli straciłam je… — Nie mów tego — przerwała jej od razu.— Ale jeśli….— Nie mów tego — powtórzyła Hançer mocniej — Dopóki nie usłyszymy lekarza, nie wolno ci wypowiadać takich słów. Rozumiesz? Nie wolno Beyza skinęła głową jak dziecko, które pragnie wierzyć, choć boi się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej Mukadder, wciąż z telefonem przy uchu, odwróciła się w ich stronę.
- — Nie odbiera — powiedziała przez zaciśnięte zęby — Nieważne. Jedziemy bez niego.I może właśnie w tym zdaniu po raz pierwszy tamtego dnia zabrzmiała prawda, której nikt wcześniej nie chciał nazwać Nie można już było czekać na Cihana. Nie można było opierać wszystkiego na jego obecności, jego decyzji, jego odpowiedzi Życie, które drżało teraz na granicy bezpieczeństwa, nie mogło zależeć od mężczyzny, który gdzieś daleko był niedostępny, milczący, nieobecny Hançer poczuła, że Beyza też to zrozumiała, bo zamknęła oczy i po policzkach spłynęła jej nowa fala łez
- — Widzisz? — wyszeptała gorzko. — Nawet teraz….Hançer przytuliła ją mocniej.— Teraz nie będziemy o nim mówić Po chwili do pokoju wróciła służąca z wodą. Sinem pomogła zwilżyć Beyzie usta, a Mukadder zaczęła organizować sposób, w jaki bezpiecznie przenieść ją na dół — Ostrożnie. Bardzo ostrożnie — powtarzała. — Nie wolno nią szarpać.
- Potrzebujemy kogoś silnego Gdzie są mężczyźni z obsługi? Dlaczego zawsze, kiedy są potrzebni, nikogo nie ma?! Aysu wróciła z wiadomością, że samochód już podjeżdża pod wejście. Mukadder skinęła głową z gwałtowną ulgą Beyza otworzyła oczy i spojrzała na sufit, jakby nagle wyczerpały ją wszystkie emocje — Nie chcę umierać — powiedziała niespodziewanie, tak cicho, że w pierwszej chwili tylko Hançer ją usłyszała Serce Hançer ścisnęło się boleśnie.— Nie umrzesz — odpowiedziała natychmiast, choć sama nie wiedziała, czy bardziej pociesza Beyzę, czy siebie
- — Słyszysz mnie? Nie umrzesz. Wyjdziesz z tego. Ty i dziecko.— A jeśli Bóg chce mnie ukarać? — spytała Beyza z pustym wzrokiem — Bóg nie jest tu po to, by cię karać — odpowiedziała Hançer z drżeniem. — On jest po to, by dać ci siłę Więc trzymaj się tej siły.
- Mukadder usłyszała ostatnie słowa i odruchowo poprawiła chusteczkę w dłoni, choć nie wiedziała już nawet, kiedy ją chwyciła — Dosyć tego czarnowidztwa — powiedziała ostro, ale głos miała bardziej złamany niż gniewny — Nic się nie stanie mojemu wnukowi. Nic.Jednak nikt nie odważył się jej przytaknąć z pełnym przekonaniem Wszyscy wiedzieli, że od tej chwili każda minuta będzie miała znaczenie.
- Każdy jęk Beyzy wbijał się w powietrze jak ostrze Każde spojrzenie było pytaniem bez odpowiedzi. Czy dziecko żyje? Czy krwawienie się zacznie? Czy ból minie? Czy zdążą na czas? Czy ten dom, pełen tylu tajemnic, kłamstw, pretensji i chłodnych gestów, właśnie za chwilę zapłaci najwyższą cenę za własny brak czułości? Na korytarzu rozległy się kolejne kroki.
- Ktoś przyniósł szal, ktoś otworzył szerzej drzwi, ktoś przygotował drogę A jednak dla Hançer czas nagle zwolnił. Widziała tylko twarz Beyzy — bladą, spoconą, bezbronną — i myślała o tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie, zwłaszcza wtedy, gdy to, co najbardziej potrzebuje ochrony, rozwija się w ciszy, pod sercem, niewidzialne dla świata — Gotowe — oznajmiła Sinem, choć sama ledwo panowała nad emocjami.
- Mukadder skinęła głową — Podnosimy ją.Hançer pochyliła się do ucha Beyzy.— Zaraz ci pomożemy. Będzie bolało, ale musisz być dzielna Dobrze?.Beyza otworzyła oczy i przez krótką chwilę spojrzała na nią jak ktoś, kto znajduje ostatnią nić oparcia — Nie puszczaj mnie — wyszeptała.— Nie puszczę.I właśnie w tym momencie, zawieszonym między rozpaczą a nadzieją, między bólem a działaniem, między milczeniem Cihana a kobiecą solidarnością, która zrodziła się wbrew wszystkiemu, scena urwała się w napięciu tak gęstym, że niemal można było je dotknąć
- Telefon wreszcie miał zostać wykonany. Samochód czekał. W domu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej królowały chaos, oskarżenia i łzy, wszystko zaczęło układać się wokół jednej naglącej myśli: szpital, natychmiast, bez chwili zwłoki A jednak nikt nie miał pewności, co wydarzy się za następnymi drzwiami.
- Czy ten wyjazd okaże się ratunkiem? Czy doktor Yasemin uspokoi wszystkich, mówiąc, że dziecko przetrwało upadek?.Czy może prawdziwy dramat dopiero się zaczynał — dramat, który nie tylko wystawi na próbę ciało Beyzy, lecz także obnaży pęknięcia w tej rodzinie i każe każdemu spojrzeć prawdzie w oczy? Odpowiedź wisiała w powietrzu, nieruchoma i okrutna.
- A Beyza, tuląc dłoń do brzucha, nie przestawała drżeć Jakby całym swoim istnieniem próbowała ochronić jeszcze nienarodzone życie przed bólem, przed odrzuceniem, przed samotnością i przed losem, który od pierwszych chwil zdawał się pytać to dziecko, czy w ogóle jest na tym świecie chciane Jeśli chcesz, mogę od razu napisać dalszą część tej historii — ciąg dalszy po przewiezieniu Beyzy do szpitala, z diagnozą doktor Yasemin, reakcją Cihana i jeszcze większym konfliktem w rodzinie