
Nusret siedział wygodnie na kanapie, oparty plecami o miękkie poduszki. W półmroku salonu ekran telefonu rozświetlał jego twarz chłodnym, niebieskawym blaskiem. Kąciki ust unosiły mu się w cieniu zadowolenia, gdy przesuwał palcem po kolejnych nagłówkach.
„Nieznana twarz znanego biznesmena”.
„Harem Develioglu”.
Ciche, krótkie parsknięcie wyrwało mu się z gardła.
— Lepiej, niż zakładałem… — mruknął pod nosem.
Bez pośpiechu wybrał numer. Po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się znajomy głos.
— Idzie nawet lepiej, niż planowałem — powiedział spokojnie, niemal z rozbawieniem. — Artykuły rozchodzą się jak ogień. Jutro dostaniesz ode mnie nowe informacje… jeszcze ciekawsze. Uwierz mi, będziesz miał z tego niemały zysk.
Zerknął na ekran. Drugie połączenie.
— Przepraszam, muszę kończyć — dodał krótko i bez cienia wahania rozłączył się.
Natychmiast odebrał kolejne.
— Tak, Beyzo?
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy, jakby dziewczyna zbierała w sobie odwagę.
— Tato… — jej głos był napięty. — Naprawdę nie sądziłam, że to zrobisz. W rezydencji panuje chaos. Cihan jest osaczony z każdej strony.
Nusret uśmiechnął się szerzej, opierając łokieć o oparcie kanapy.
— Poczekaj — powiedział spokojnie, niemal miękko. — To dopiero pierwsze podmuchy. Nie masz pojęcia, jaki huragan dopiero nadciąga.
— Ale tym razem uderzyłeś też we mnie — odparła z wyrzutem. — Wszyscy nazywają mnie jego kochanką. Zniszczyłeś mnie, żeby uderzyć w niego.
Na moment zapadła cisza.
— To było konieczne — odpowiedział chłodno Nusret. — Cihan to dumny mężczyzna. Żyje reputacją. Jeśli chce ją ocalić… będzie musiał wziąć cię za rękę i postawić przy sobie.
Słowa zawisły w powietrzu jak wyrok.
— Co teraz? — zapytała ciszej. — Jaki jest kolejny ruch?
Nusret odchylił głowę, spoglądając w sufit, jakby widział już całą rozpisaną partię.
— Nie martw się — powiedział z pewnością. — Bądź gotowa. Jutro po ciebie przyjadę.
Na jego twarzy pojawił się cień triumfu.
Gra dopiero się zaczynała.

***
Następnego dnia rezydencja, zwykle spokojna i odcięta od świata, przypominała oblężoną twierdzę.
Melih wszedł do środka szybkim krokiem. Zatrzymał się w holu, gdzie stali już Cihan i Nusret. W powietrzu wyczuwało się napięcie — ciężkie, lepkie, jak przed burzą.
— Panie Cihanie… — zaczął, próbując złapać oddech. — Kiedy rano odwoziłem Mine do szkoły, przed bramą nie było nikogo. Ale teraz… — zawahał się, kręcąc głową. — Teraz roi się tam od ludzi. Dziennikarze. Kamery. Fotografowie. Nagrywają rezydencję, obserwują każdy ruch. Rejestrują, kto wchodzi i wychodzi.
Cihan zacisnął szczękę, a w jego oczach błysnęła irytacja.
— Tylko tego brakowało — syknął pod nosem.
Nusret, stojący nieco z boku, splótł ręce na piersi. Na jego twarzy przemknął cień chłodnej satysfakcji, choć szybko go ukrył.
— Oni tak łatwo nie odpuszczą — stwierdził spokojnie.
W tej samej chwili drzwi wejściowe otworzyły się ponownie. Do środka wszedł Engin, wyraźnie zdenerwowany, poprawiając marynarkę.
— Na zewnątrz jest chaos — powiedział, zerkając po zebranych. — Ledwo udało mi się tu dostać. Reporterzy są wszędzie. Pytania, kamery, przepychanki…
— Wiemy — przerwał mu Cihan chłodno. — Melih właśnie nas uprzedził.
Melih potarł brodę, spoglądając w stronę drzwi, jakby już rozważał działanie.
— Jeśli chcesz, mogę ich stamtąd przepędzić — zaproponował stanowczo.
— Nawet o tym nie myśl — uciął natychmiast Engin. — To tylko pogorszy sytuację. W oczach opinii publicznej będzie to wyglądało jak przyznanie się do winy.
Cihan skinął głową, choć wyraźnie z trudem panował nad emocjami.
— Engin ma rację. Nie możemy dolewać oliwy do ognia. Już i tak jest wystarczająco źle.
Engin odetchnął głęboko i przeszedł do konkretów:
— Złożyliśmy pozwy przeciwko portalom, które opublikowały te materiały. Treści powinny zostać usunięte w ciągu kilku dni. Do tego czasu musimy jednak działać ostrożnie. Nikt z domowników nie może rozmawiać z mediami. Żadnych komentarzy, żadnych zdjęć, żadnych słów.
Zapadła krótka cisza.
— Porozmawiam z nimi — powiedział w końcu Cihan, tonem nieznoszącym sprzeciwu. — Muszą zrozumieć, że każdy błąd może nas drogo kosztować.
Spojrzał na Meliha.
— Melihu, zbierz wszystkich w salonie.
Melih skinął głową i bez słowa ruszył w głąb rezydencji, a napięcie w powietrzu tylko jeszcze bardziej zgęstniało.
***
Do firmy dotarli szybkim, zdecydowanym krokiem. Już w recepcji dało się wyczuć zmianę — rozmowy milkły, gdy tylko przechodzili obok, a spojrzenia pracowników były zbyt długie, zbyt uważne. Nie było w nich zwykłej ciekawości. Było coś więcej.
W gabinecie drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem, odcinając ich od szeptów.
Cihan zatrzymał się na środku, przesuwając dłonią po karku, jakby chciał strząsnąć z siebie napięcie.
— Enginie… — zaczął nisko. — Oni patrzą na mnie, jakbym był kimś obcym. Jakbym był intruzem we własnej firmie. — Jego głos stwardniał. — Jak mamy się pozbyć tego oszczerstwa?
Engin westchnął cicho, opierając się o krawędź biurka.
— Robię wszystko, co mogę — odpowiedział spokojnie, choć w jego tonie pobrzmiewało zmęczenie. — Ale plotek nie da się zatrzymać jednym ruchem. Rozwód, akt małżeństwa… wszystko już krąży w sieci. To nie przypadek. Ten dziennikarz musi mieć dostęp do źródła. I to blisko ciebie.
Zawahał się na moment, po czym dodał ciszej:
— Ktoś z firmy… albo ktoś z rodziny. Inaczej nie zdobyłby tylu szczegółów.
Cihan ciężko opadł na fotel za biurkiem. Skóra skrzypnęła pod jego ciężarem. Przez chwilę patrzył w pustkę, jakby próbował poukładać chaos, który wymknął się spod kontroli.
— Do diabła… — warknął. — Teraz wszyscy wiedzą wszystko. Nie zostało nic, co można by ukryć.
Engin pokręcił głową. Jego spojrzenie było poważne, niemal ostrzegawcze.
— Obawiam się, że to dopiero początek.
Cihan uniósł wzrok, w którym pojawił się błysk gniewu.
— Co jeszcze mogą wyciągnąć? Co jeszcze zostało?
Engin zawahał się, po czym podszedł bliżej i ściszył głos:
— Jest jeszcze jedna rzecz. O wiele poważniejsza.
Krótka pauza.
— Ciąża Beyzy.
Słowa zawisły w powietrzu jak ciężki kamień.
Cihan poderwał się gwałtownie z miejsca. Krzesło zaskrzypiało, odsuwając się z impetem.
— Nikt! — wycedził przez zaciśnięte zęby, a jego dłoń zacisnęła się w pięść. — Nikt nie ma prawa się o tym dowiedzieć. Rozumiesz? Moje dziecko nie będzie częścią tego cyrku.
Podszedł bliżej Engina, patrząc mu prosto w oczy.
— Zrób wszystko, żeby to zatrzymać.
Engin wypuścił powoli powietrze. Wiedział, że to polecenie brzmi prosto tylko na pierwszy rzut oka.
W rzeczywistości… było prawie niemożliwe.