Panna młoda: „To dopiero początek” – Nusret szykuje cios, który może zniszczyć Cihan!

Nusret siedział wygodnie na kanapie, oparty plecami o miękkie poduszki. W półmroku salonu ekran telefonu rozświetlał jego twarz chłodnym, niebieskawym blaskiem. Kąciki ust unosiły mu się w cieniu zadowolenia, gdy przesuwał palcem po kolejnych nagłówkach.

„Nieznana twarz znanego biznesmena”.
„Harem Develioglu”.

Ciche, krótkie parsknięcie wyrwało mu się z gardła.

— Lepiej, niż zakładałem… — mruknął pod nosem.

Bez pośpiechu wybrał numer. Po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się znajomy głos.

— Idzie nawet lepiej, niż planowałem — powiedział spokojnie, niemal z rozbawieniem. — Artykuły rozchodzą się jak ogień. Jutro dostaniesz ode mnie nowe informacje… jeszcze ciekawsze. Uwierz mi, będziesz miał z tego niemały zysk.

Zerknął na ekran. Drugie połączenie.

— Przepraszam, muszę kończyć — dodał krótko i bez cienia wahania rozłączył się.

Natychmiast odebrał kolejne.

— Tak, Beyzo?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy, jakby dziewczyna zbierała w sobie odwagę.

— Tato… — jej głos był napięty. — Naprawdę nie sądziłam, że to zrobisz. W rezydencji panuje chaos. Cihan jest osaczony z każdej strony.

Nusret uśmiechnął się szerzej, opierając łokieć o oparcie kanapy.

— Poczekaj — powiedział spokojnie, niemal miękko. — To dopiero pierwsze podmuchy. Nie masz pojęcia, jaki huragan dopiero nadciąga.

— Ale tym razem uderzyłeś też we mnie — odparła z wyrzutem. — Wszyscy nazywają mnie jego kochanką. Zniszczyłeś mnie, żeby uderzyć w niego.

Na moment zapadła cisza.

— To było konieczne — odpowiedział chłodno Nusret. — Cihan to dumny mężczyzna. Żyje reputacją. Jeśli chce ją ocalić… będzie musiał wziąć cię za rękę i postawić przy sobie.

Słowa zawisły w powietrzu jak wyrok.

— Co teraz? — zapytała ciszej. — Jaki jest kolejny ruch?

Nusret odchylił głowę, spoglądając w sufit, jakby widział już całą rozpisaną partię.

— Nie martw się — powiedział z pewnością. — Bądź gotowa. Jutro po ciebie przyjadę.

Na jego twarzy pojawił się cień triumfu.

Gra dopiero się zaczynała.

Nusret siedzi na kanapie. Uśmiecha się, patrząc w ekran telefonu.

***

Następnego dnia rezydencja, zwykle spokojna i odcięta od świata, przypominała oblężoną twierdzę.

Melih wszedł do środka szybkim krokiem. Zatrzymał się w holu, gdzie stali już Cihan i Nusret. W powietrzu wyczuwało się napięcie — ciężkie, lepkie, jak przed burzą.

— Panie Cihanie… — zaczął, próbując złapać oddech. — Kiedy rano odwoziłem Mine do szkoły, przed bramą nie było nikogo. Ale teraz… — zawahał się, kręcąc głową. — Teraz roi się tam od ludzi. Dziennikarze. Kamery. Fotografowie. Nagrywają rezydencję, obserwują każdy ruch. Rejestrują, kto wchodzi i wychodzi.

Cihan zacisnął szczękę, a w jego oczach błysnęła irytacja.

— Tylko tego brakowało — syknął pod nosem.

Nusret, stojący nieco z boku, splótł ręce na piersi. Na jego twarzy przemknął cień chłodnej satysfakcji, choć szybko go ukrył.

— Oni tak łatwo nie odpuszczą — stwierdził spokojnie.

W tej samej chwili drzwi wejściowe otworzyły się ponownie. Do środka wszedł Engin, wyraźnie zdenerwowany, poprawiając marynarkę.

— Na zewnątrz jest chaos — powiedział, zerkając po zebranych. — Ledwo udało mi się tu dostać. Reporterzy są wszędzie. Pytania, kamery, przepychanki…

— Wiemy — przerwał mu Cihan chłodno. — Melih właśnie nas uprzedził.

Melih potarł brodę, spoglądając w stronę drzwi, jakby już rozważał działanie.

— Jeśli chcesz, mogę ich stamtąd przepędzić — zaproponował stanowczo.

— Nawet o tym nie myśl — uciął natychmiast Engin. — To tylko pogorszy sytuację. W oczach opinii publicznej będzie to wyglądało jak przyznanie się do winy.

Cihan skinął głową, choć wyraźnie z trudem panował nad emocjami.

— Engin ma rację. Nie możemy dolewać oliwy do ognia. Już i tak jest wystarczająco źle.

Engin odetchnął głęboko i przeszedł do konkretów:

— Złożyliśmy pozwy przeciwko portalom, które opublikowały te materiały. Treści powinny zostać usunięte w ciągu kilku dni. Do tego czasu musimy jednak działać ostrożnie. Nikt z domowników nie może rozmawiać z mediami. Żadnych komentarzy, żadnych zdjęć, żadnych słów.

Zapadła krótka cisza.

— Porozmawiam z nimi — powiedział w końcu Cihan, tonem nieznoszącym sprzeciwu. — Muszą zrozumieć, że każdy błąd może nas drogo kosztować.

Spojrzał na Meliha.

— Melihu, zbierz wszystkich w salonie.

Melih skinął głową i bez słowa ruszył w głąb rezydencji, a napięcie w powietrzu tylko jeszcze bardziej zgęstniało.

***

Do firmy dotarli szybkim, zdecydowanym krokiem. Już w recepcji dało się wyczuć zmianę — rozmowy milkły, gdy tylko przechodzili obok, a spojrzenia pracowników były zbyt długie, zbyt uważne. Nie było w nich zwykłej ciekawości. Było coś więcej.

W gabinecie drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem, odcinając ich od szeptów.

Cihan zatrzymał się na środku, przesuwając dłonią po karku, jakby chciał strząsnąć z siebie napięcie.

— Enginie… — zaczął nisko. — Oni patrzą na mnie, jakbym był kimś obcym. Jakbym był intruzem we własnej firmie. — Jego głos stwardniał. — Jak mamy się pozbyć tego oszczerstwa?

Engin westchnął cicho, opierając się o krawędź biurka.

— Robię wszystko, co mogę — odpowiedział spokojnie, choć w jego tonie pobrzmiewało zmęczenie. — Ale plotek nie da się zatrzymać jednym ruchem. Rozwód, akt małżeństwa… wszystko już krąży w sieci. To nie przypadek. Ten dziennikarz musi mieć dostęp do źródła. I to blisko ciebie.

Zawahał się na moment, po czym dodał ciszej:

— Ktoś z firmy… albo ktoś z rodziny. Inaczej nie zdobyłby tylu szczegółów.

Cihan ciężko opadł na fotel za biurkiem. Skóra skrzypnęła pod jego ciężarem. Przez chwilę patrzył w pustkę, jakby próbował poukładać chaos, który wymknął się spod kontroli.

— Do diabła… — warknął. — Teraz wszyscy wiedzą wszystko. Nie zostało nic, co można by ukryć.

Engin pokręcił głową. Jego spojrzenie było poważne, niemal ostrzegawcze.

— Obawiam się, że to dopiero początek.

Cihan uniósł wzrok, w którym pojawił się błysk gniewu.

— Co jeszcze mogą wyciągnąć? Co jeszcze zostało?

Engin zawahał się, po czym podszedł bliżej i ściszył głos:

— Jest jeszcze jedna rzecz. O wiele poważniejsza.

Krótka pauza.

— Ciąża Beyzy.

Słowa zawisły w powietrzu jak ciężki kamień.

Cihan poderwał się gwałtownie z miejsca. Krzesło zaskrzypiało, odsuwając się z impetem.

— Nikt! — wycedził przez zaciśnięte zęby, a jego dłoń zacisnęła się w pięść. — Nikt nie ma prawa się o tym dowiedzieć. Rozumiesz? Moje dziecko nie będzie częścią tego cyrku.

Podszedł bliżej Engina, patrząc mu prosto w oczy.

— Zrób wszystko, żeby to zatrzymać.

Engin wypuścił powoli powietrze. Wiedział, że to polecenie brzmi prosto tylko na pierwszy rzut oka.

W rzeczywistości… było prawie niemożliwe.

Related Posts

Panna młoda odc. 204: Sztuczny brzuch w rękach Cihana!

„Panna młoda” Odc. 204 — streszczenieEngin i Cihan usiedli na kanapie w salonie. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Na niskim, okrągłym stoliku stały filiżanki,…

Nie wypowiedział na głos podejrzenia, które właśnie narodziło się w jego głowie.

Engin sięgnął po urządzenie i od razu spojrzał na ekran. Wiadomość przyszła z firmy ochroniarskiej. W załączniku znajdowało się nagranie z kamery bezpieczeństwa umieszczonej w holu kliniki…

Panna młoda odc. 204: Sztuczny brzuch w rękach Cihana!

Cihan natychmiast zmarszczył brwi. – Powiedziała mi, że poszła do Yasemin, żeby sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko jest w porządku. Yasemin miała zachować dyskrecję, dopóki nie będą…

I właśпie to kłamstwo zaczyпało pękać пa jego oczach.

Przez chwilę stał пierυchomo przed drzwiami. Twarz miał ściągпiętą gпiewem, a spojrzeпie zimпe i twarde, jakby przez całą drogę powstrzymywał wybυch, który w każdej chwili mógł wymkпąć…

Policja пie odпalazła jej zwłok, dlatego rodziпa powoli pogodziła się z пajgorszym.

Jak to możliwe, że obie przeżyły? I dlaczego ich powrót ozпacza dla Nυsreta koпiec jego gry? W siedzibie fυпdacji paпυje cisza tak głęboka, że słychać każdy krok….

News

News

Przez chwilę stał пierυchomo przed drzwiami. Twarz miał ściągпiętą gпiewem, a spojrzeпie zimпe i twarde, jakby przez całą drogę powstrzymywał wybυch, który w każdej chwili mógł wymkпąć…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *