Hanser odkrywa sekret Cichana. Ukryte prezenty dla dziecka wywołują bolesną kłótnię.

Wieczorny posiłek w rezydencji miał być spokojnym, rodzinnym momentem, ale pod eleganckim stołem i uprzejmymi słowami kryło się napięcie, którego nikt nie potrafił już ukryć. Cihan próbuje zachować pozory, obdarowuje małą Mine prezentem i udaje, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak jedno zdanie Mukadder o przyszłym dziecku wystarcza, by Hanser zamilkła i odwróciła wzrok, jakby ktoś dotknął rany, której nie zdążyła jeszcze zaleczyć. Prawdziwa burza wybucha dopiero za zamkniętymi drzwiami sypialni. Hanser nie potrafi dłużej milczeć. Czuje się odsunięta, ignorowana i zdradzona nie tyle czynami Cichana, ile jego tajemnicami. Kiedy wspomina o ukrywanych zakupach dla dziecka i o sprawach związanych z Beyzą, między małżonkami rozpoczyna się bolesna konfrontacja. Czy Hanser naprawdę jest zazdrosna? Czy po prostu boi się, że w życiu Cichana nie ma już dla niej miejsca? A Cihan – czy próbuje ją chronić, czy właśnie traci jej zaufanie na zawsze?

Wieczór spływał na rezydencję powoli…

Wieczór spływał na rezydencję powoli, jak ciężka zasłona z ciemnego jedwabiu, zakrywając po kolei marmurowe schody, wysokie okna i ogród, który za dnia wyglądał jak uporządkowany obraz bogactwa, a po zmroku stawał się niemym świadkiem sekretów tej rodziny. W środku domu wszystko było jak zawsze perfekcyjne. Światła żyrandoli odbijały się w wypolerowanej podłodze. Srebrne sztućce leżały równo przy talerzach. Kielichy błyszczały delikatnie, a zapach gorącej zupy i świeżego pieczywa roznosił się po jadalni z obietnicą spokoju. Ale spokój w tym domu od dawna był tylko dekoracją.

Przy długim, elegancko nakrytym stole siedziła rodzina. Mukadder zajmowała swoje zwyczajowe miejsce na czele stołu – wyprostowana, czujna, z twarzą kobiety, która nawet podczas kolacji nie przestawała obserwować, liczyć i rozważać. Po jej lewej stronie siedziała Hanser. Miała na sobie niebiesko-białą sukienkę, delikatną i skromną, lecz tego wieczoru nawet jej jasne kolory nie były w stanie rozświetlić smutku, który osiadł na twarzy dziewczyny. Obok niej Sinem próbowała zachowywać się naturalnie, jakby nie dostrzegała napięcia, które krążyło nad stołem niczym niewidzialny dym. Mała Mine siedziła przy nich, z dziecięcą niecierpliwością spoglądając raz na talerz, raz na drzwi jadalni. Służąca zaczęła podawać posiłek. Gorąca zupa pojawiła się najpierw przed Mukadder, potem przed Hanser, Sinem i Mine. Każdy gest był ostrożny, wyćwiczony, niemal bezszelestny. W tej rezydencji nawet służba wiedziała, kiedy należy chodzić ciszej, oddychać ciszej i nie podnosić wzroku zbyt wysoko.

Hanser patrzyła na parującą zupę, ale nie sięgała po łyżkę. Jej dłonie spoczywały na kolanach, splecione tak mocno, jakby trzymała w nich coś, co za chwilę mogło się rozsypać. Przez cały dzień próbowała przekonać samą siebie, że nie będzie pytać, nie będzie pokazywać bólu, nie będzie dawać nikomu satysfakcji. Ale im bardziej milczała, tym głośniej krzyczały w niej myśli: Cihan, dziecko, ubranka, sekrety. Słowa, których nie powiedział, spojrzenia, których jej nie dał… I ten najgorszy rodzaj samotności – samotność kobiety siedzącej obok mężczyzny, którego kocha, ale który coraz częściej wydaje się obecny tylko ciałem.

Drzwi jadalni otworzyły się właśnie wtedy, gdy Mine zaczęła kręcić się na krześle, zerkając z nadzieją w stronę wyjścia. Cihan wszedł spokojnym krokiem. Miał na sobie ciemny garnitur, a jego twarz zdradzała zmęczenie człowieka, który cały dzień dźwigał obowiązki, rozmowy, decyzje i własne niewypowiedziane obawy. Zatrzymał się na moment, jakby chciał ocenić atmosferę, zanim do niej dołączy. Jego wzrok na krótką chwilę spoczął na Hanser. Ona nie podniosła oczu. To zabolało go bardziej, niż chciałby przyznać. Podszedł do stołu i usiadł obok niej. Krzesło przesunęło się cicho po podłodze, lecz dla Hanser ten dźwięk zabrzmiał jak zapowiedź kolejnego rozdziału milczenia. — Nie zaczekałaś na mnie? — powiedział Cihan półgłosem, tak aby reszta stołu nie musiała od razu stać się świadkiem ich napięcia. Hanser powoli uniosła wzrok. Jej twarz była spokojna, ale w tym spokoju krył się chłód. — Nie chciałam ci przeszkadzać — odpowiedziała. — Pomyślałam, że twoje sprawy potrwają dłużej. To zdanie było proste, niemal uprzejme. A jednak Cihan natychmiast usłyszarł w nim wyrzut. Nie chodziło tylko o kolację. Nie chodziło o to, że usiadła bez niego. Chodziło o to, że on znowu gdzieś był, znowu czymś się zajmował, znowu coś przed nią zamykał. Cihan spojrzał na talerz przed nią. — Zjedz zupę, zanim wystygnie — powiedział krótko. Nie było w tym rozkazu, ale nie było też czułości, na którą czekała.

Hanser opuściła oczy. Przez chwilę siedzieli obok siebie jak dwoje obcych ludzi, którzy znali swoje zapachy, swoje poranki i noce, ale nie potrafili już znaleźć drogi do jednego prostego zdania: „Co się z nami dzieje?”. Mukadder obserwowała ich spod lekko przymrużonych powiek. Nic nie umykało jej uwadze: ani sztywność ramion Hanser, ani zmęczona irytacja Cihana, ani to, że między małżonkami powstała przestrzeń większa niż odległość między ich krzesłami. — A Beyza? — zapytała nagle Mukadder, odkładając łyżkę. — Dlaczego nie zeszła? Cihan odetchnął, jakby spodziewał się tego pytania. — Nie chciała przyjść na kolację. Poprosiłem, żeby zaniesiono jej posiłek do pokoju. Wypowiedział to spokojnie, ale Hanser usłyszała każde słowo inaczej. „Poprosiłem, do jej pokoju”. Znowu troska, znowu uwaga, znowu coś, co kierował w stronę Beyzy, podczas gdy ona, jego żona, siedziała obok niego i czuła się coraz bardziej niewidzialna. Sinem spuściła wzrok na talerz. Wiedziała, że lepiej nie mieszać się w tę rozmowę. Mine natomiast, jak każde dziecko, wyczuwała napięcie, ale nie umiała go nazwać. Popatrzyła na Cihana z szeroko otwartymi oczami. — Wujku Cianie! — odezwała się nieśmiało. — Przyniosłeś coś?

Na twarzy Cihana po raz pierwszy tego wieczoru pojawił się szczery uśmiech. Sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął mały różowy pakunek w kropki, starannie owinięty i przewiązany jasną tasiemką. — A kto ci powiedział, że coś mam? — zapytał z udawaną powagą. Mine rozpromieniła się natychmiast. — Nikt, ale ty zawsze masz niespodzianki! Cihan zaśmiał się cicho i podał jej prezent. — W takim razie chyba muszę uważać, bo zaczynasz mnie za dobrze znać. Dziewczynka chwyciła pakunek obiema rączkami, jakby otrzymała skarb. Jej oczy błyszczały, policzki zaróżowiły się z radości. Rozwiązywała tasiemkę z takim przejęciem, że nawet Sinem się uśmiechnęła. Przez krótką chwilę jadalnia naprawdę się ociepliła. Nawet Hanser, mimo bólu, spojrzała na Mine łagodniej. Dziecięca radość miała w sobie coś niewinnego, czego nie mogły zniszczyć dorosłe sekrety. — Och, jakie piękne! — zawołała Mine, wyciągając drobiazg z pudełka. — Dziękuję, wujku! — Noś to, kiedy tylko zechcesz — powiedział Cihan — ale pod jednym warunkiem. — Jakim? — Masz się uśmiechać. Tak jak teraz. Mine zachichotała, a Cihan pochylił się i pogładził ją po głowie. W jego geście była naturalna czułość – łatwa, niewymuszona, prawdziwa.

Hanser poczuła ukłucie w sercu. Nie dlatego, że zazdrościła dziecku. Nie dlatego, że nie chciała widzieć Cihana dobrego, troskliwego, kochającego. Przeciwnie, właśnie to bolało najbardziej: widziała, że on potrafi być czuły, potrafi pamiętać, potrafi dawać komuś małe gesti, które mówią: „Jesteś dla mnie ważna”. Tylko dlaczego coraz rzadziej mówiły one do niej? Mukadder od razu wykorzystała ten moment. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, jak kobieta, która właśnie znalazła idealną okazję, by skierować rozmowę tam, gdzie chciała. — Cianie, muszę przyznać, że czasem naprawdę mnie zaskakujesz — powiedziała, a w jej głosie zabrzmiała pochwała podszyta dumą. — Tyle masz na głowie: firma, obowiązki, sprawy domu, a mimo to nigdy nie zapominasz o Mine. Zawsze pamiętasz o swojej bratanicy. Cihan wzruszył lekko ramionami. — Mine zasługuje na wszystko, co najlepsze. — Oczywiście — odparła Mukadder — ale już niedługo będziesz miał kogoś jeszcze, kto będzie czekał na twoje prezenty.

Przy stole zrobiło się ciszej. Hanser znieruchomiała. Cihan uniósł wzrok na matkę, jakby chciał ją powstrzymać, ale było już za późno. Mukadder, świadoma ciężaru swoich słów, kontynuowała z pozorną lekkością: — Niedługo doczekasz się własnego dziecka z Hanser. Wtedy zobaczymy, jakim będziesz ojcem. — Spojrzała na dziewczynkę z uśmiechem. — Mine będzie mogła być starszą siostrą. Mine klasnęła w dłonie, nie rozumiejąc, jakie napięcie wywołały te słowa. — Naprawdę będę starszą siostrą? Nunkier od razu nie odpowiedział. Hanser odwróciła wzrok. Czuła, jak gardło zaciska jej się boleśnie. To zdanie wypowiedziane przy wszystkich powinno może nieść nadzieję; dla innej kobiety mogłoby być marzeniem. Własne dziecko, rodzina, przyszłość, dom, w którym jej miejsce byłoby niepodważalne. Ale dla Hanser te słowa były jak ciężar położony na piersi, bo między nią a Cihanem nie było teraz miejsca na spokojne marzenia o dziecku. Były niewypowiedziane lęki, zazdrość, sekrety i Beyza, której obecność unosiła się nad ich małżeństwem nawet wtedy, gdy nie siedziała przy stole. Cihan spojrzał na Hanser. Zobaczył, jak jej palce zaciskają się na serwetce. Zobaczył, że nie je. Zobaczył, że nie oddycha swobodnie. — Mamo — powiedział cicho, ale stanowczo — nie teraz. Mukadder uniosła brwi. — Co takiego powiedziałam? Przecież to naturalne. Mąż i żona myślą o przyszłości.

Hanser poczuła, że musi coś powiedzieć, ale żadne słowo nie chciało przejść przez gardło. Bała się, że jeśli otworzy usta, zamiast spokojnej odpowiedzi wydostanie się z niej wszystko: ból, upokorzenie, złość i pytanie, które od kilku godzin rozdzierało ją od środka – czy w tej przyszłości Cihan naprawdę widzi ją, czy tylko dziecko, obowiązek i wygodny obraz rodziny, który można pokazać innym? — Mine, zjedz kolację — odezwała się Sinem łagodnie, próbując odwrócić uwagę dziewczynki, ale szkoda została już wyrządzona. Ciepło, które pojawiło się przy stole dzięki prezentowi, zgasło tak szybko, jak płomień świecy zdmuchnięty nagłym przeciągiem.

Hanser podniosła łyżkę, ale tylko po to, by udawać, że je. Cihan milczał. Mukadder patrzyła przed siebie z miną kobiety przekonanej, że powiedziała coś koniecznego. Kolacja trwała dalej, lecz nikt naprawdę nie smakował jedzenia. Każdy dźwięk wydawał się zbyt głośny: stuknięcie sztućców, szelest materiału, odsunięcie krzesła. Hanser miała wrażenie, że siedzi pod szklanym kloszem. Widzi wszystkich, słyszy wszystkich, ale nie potrafi do nich dotrzeć. Cihan był tak blisko, że mogłaby dotknąć jego dłoni, a jednak wydawał się oddalony o całe życie.

Po kolacji każdy rozszedł się w swoją stronę. Mine pobiegła z prezentem do pokoju, Sinem poszła za nią. Mukadder zatrzymała się jeszcze na chwilę przy wejściu do salonu, jakby chciała sprawdzić, czy Cihan i Hanser wymienią choć jedno słowo. Nie wymienili. Hanser odeszła pierwsza. Nie szła szybko, ale każdy jej krok był pełen decyzji. Nie chciała płakać przy stole. Nie chciała pozwolić Mukadder zobaczyć, jak bardzo ją dotknęły te słowa. Nie chciała też pokazać Cihanowi, że znów udało mu się ją zranić milczeniem. Ale kiedy dotarła do sypialni, napięcie, które przez cały wieczór utrzymywała w sobie z resztką dumy, zaczęło pękać. Pokój był elegancki, przestronny, urządzony ze smakiem, ale tej nocy wydawał się chłodny. Na ścianach wisiały obrazy, zasłony ciężko opadały przy oknach, a miękkie światło lampy rozlewało się po dywanie. Hanser usiadła w fotelu, nie zdejmując sukienki, splotła dłonie na kolanach i wpatrywała się w jeden punkt, jakby mogła tam znaleźć odpowiedź.

Nie wiedziała, ile czasu minęło, zanim drzwi się otworzyły. Cihan wszedł do środka, zamykając je za sobą cicho. Przez moment nie powiedział nic. Zdjął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła. Potem rozluźnił krawat, jakby dopiero teraz pozwolił sobie na oddech po długim dniu. Jego ruchy były powolne, zmęczone. Człowiek patrzący z boku mógłby pomyśleć, że potrzebuje tylko ciszy, ale Hanser nie mogła już dać mu ciszy. Za dużo ciszy było między nimi. Cihan odwrócił się i spojrzała na nią. Dopiero wtedy zauważył, że siedzi nieruchomo, gotowa nie do odpoczynku, lecz do rozmowy, której oboje unikali. — Hanser. Dziewczyna wstała gwałtownie. — Wreszcie mnie zauważyłeś? Słowa przecięły powietrze ostro. Cihan zmarszczył brwi. — Co to ma znaczyć? — To, co słyszysz! — odpowiedziała, a jej głos drżał, choć próbowała brzmieć chłodno. — Cały wieczór siedziałam obok ciebie. Widziałeś mnie? Naprawdę widziałeś? Czy byłam tylko kolejną osobą przy stole? Cihan westchnął ciężko, przesunął dłonią po twarzy. — Jestem zmęczona. Nie zaczynajmy tego teraz. — Właśnie o to chodzi! Cianie, z tobą nigdy nie ma dobrego momentu. Nie przy stole, bo wszyscy słyszą. Nie po kolacji, bo jesteś zmęczony. Nie rano, bo wychodzisz. Nie wieczorem, bo wracasz z problemami. Kiedy mamy mówić? Kiedy mam zapytać: co się z nami dzieje? — Z nami? — powtórzył. — A co się z nami dzieje według ciebie? Hanser zaśmiała się krótko, bez radości. — Naprawdę pytasz? — Tak, pytam. Bo od kilku dni chodzisz po domu z twarzą, jakbym zrobił ci największą krzywdę. Cokolwiek powiem, jest źle. Cokolwiek zrobię, jest źle. Mam wrażenie, że tylko czekasz, aż popełnię błąd.

Te słowa ugodziły ją głęboko. Podeszła krok bliżej. — Ja czekam na twój błąd? To ty kazałeś mi czekać po spotkaniu, a potem zniknąłeś. To ty wróciłeś tak, jakby nic się nie stało. To ty nawet nie położyłeś się obok mnie, dopóki nie zasnęłam. Myślisz, że tego nie zauważyłam? Cihan odwrócił wzrok. — Miałem dużo na głowie. — Zawsze masz dużo na głowie, bo dzieje się dużo rzeczy, których ty nie rozumiesz, Hanser. Zamarła. To zdanie było jak policzek. Nie dlatego, że krzyczał – nie krzyczał. Wypowiedział je niemal automatycznie: zmęczony, zniecierpliwiony. Ale właśnie dlatego zabrzmiało tak boleśnie, jakby naprawdę uważał, że ona stoi poza jego światem – jakby była zbyt naiwna, zbyt emocjonalna, zbyt mała, by unieść prawdę. — Nie rozumiem? — zapytała cicho. Cihan natychmiast pożałował tych słów, ale duma nie pozwoliła mu od razu się cofnąć. — Nie o to mi chodziło. — A o co? Powiedz. Skoro już zaczęliśmy mówić prawdę, powiedz do końca. Nie rozumiem twojej pracy, twoich obowiązków, Beyzy, dziecka? A może nie rozumiem, że od chwili, gdy weszłam do tego domu, mam być wdzięczna za każdy okruch uwagi? — Przestań. – Nie, dzisiaj nie przestanę! — Jej oczy wypełniły się łzami, ale nie pozwoliła im spaść. — Ja dla ciebie przeciwstawiłam się człowiekowi, którego kocham najbardziej na świecie – mojemu bratu. Wiesz, co to dla mnie znaczyło? Wiesz, ile mnie kosztowało stanąć naprzeciw niego i wybrać ciebie? Zrobiłam to, bo wierzyłam, że przy tobie nie będę sama. A teraz mam wrażenie, że znudziłam cię po kilku dniach. Cihan spojrzał na nią gwałtownie. — Nie mów tak! — A jak mam mówić? Mam udawać, że nic się nie dzieje? Że nie widzę, jak znikasz? Jak przestajesz mi mówić, dokąd idziesz, co robisz, z kim rozmawiasz? Mam udawać, że nie boli mnie, kiedy dowiaduję się o twoich sprawach przypadkiem? — To nie tak. — Więc jak?

Cihan zacisnął szczękę. Przez chwilę walczył sam ze sobą. W jego oczach było zmęczenie, ale też coś więcej – poczucie winy, którego nie chciał nazwać. — Sytuacja z Beyzą jest skomplikowana — powiedział w końcu. — Ona jest w trudnym położeniu. Nie mogę po prostu odwrócić głowy. Hanser pobladła lekko. — Beyza… — powtórzyła. — Oczywiście, zawsze wracamy do Beyzy, bo ona jest częścią tego domu. A ja czym jestem? Cihan zamilkł. To pytanie zawisło między nimi ciężej niż wszystkie wcześniejsze zarzuty. Hanser patrzyła na niego, czekając. Chciała, żeby odpowiedział natychmiast, żeby podszedł, chwycił ją za ręce i powiedział: „Jesteś moją żoną. Jesteś moim sercem. Jesteś kobietą, której nie chcę stracić”. Chciała usłyszeć cokolwiek, co zatrzymałoby ją przed upadkiem w tę ciemną przepaść niepewności. Ale Cihan nie powiedział tego od razu. I ta chwila zawahania wystarczyła, by ją złamać. — Widzisz? — szepnęła. — Nawet na to nie umiesz odpowiedzieć. — Hanser, nie przekręcaj wszystkiego. — Ja niczego nie przekręcam. Ja tylko wreszcie widzę. Cihan zrobił krok w jej stronę. — Co widzisz? — Że ekscytujesz się dzieckiem Beyzy bardziej niż mną. Że kupujesz ubranka, planujesz, troszczysz się, ukrywasz przede mną rzeczy, a potem patrzysz na mnie, jakbym była winna temu, że mnie to boli. Cihan zatrzymał się. — Więc o to chodzi? — powiedział z niedowierzaniem. — O ubranka?

Hanser spojrzała na niego ostro. — Nie upraszczaj tego. — Ale tak to brzmi. Od kilku dni jesteś zimna, zła, obrażona, a teraz okazuje się, że chodzi o kilka dziecięcych ubranek. — Nie chodzi o ubranka! — wybuchła. — Chodzi o to, że ja o nich nie wiedziałam! Chodzi o to, że dowiaduję się jak obca osoba! Chodzi o to, że ty tworzysz wokół siebie świat, do którego mnie nie wpuszczasz. A potem dziwisz się, że stoję pod drzwiami i pytam: dlaczego nie mam klucza? Cihan uniósł głowę, poruszony tym zdaniem, ale zaraz znów zasłonił się defensywą. — Nie mówię ci wszystkiego, bo za każdym razem reagujesz zazdrością. — Zazdrością? — powtórzyła zraniona. — Tak, właśnie tym. Zanim cokolwiek wyjaśnię, ty już patrzysz na mnie tak, jakbym cię zdradził. Jakbym był kimś podłym. — A czy ja nie mam prawa pytać? — Masz prawo pytać, ale nie masz prawa skazywać mnie bez procesu. Hanser zaśmiała się przez łzy. — Proces… Piękne słowo. W tym domu wszyscy mówią tak, jakby uczucia były sprawą do rozstrzygnięcia w sądzie: winny, niewinny, dowody, obrona. A ja po prostu jestem twoją żoną, Cianie! Żoną, która chce wiedzieć, dlaczego jej mąż oddala się od niej każdego dnia. — Nie oddalam się. — Oddalasz się! Nie zaprzeczaj! — krzyknęła, a łzy w końcu spłynęły jej po policzkach. — Gdybyś się nie oddalał, nie musiałabym błagać o każde spojrzenie. Nie musiałabym zgadywać, co robisz. Nie czułabym się winna tylko dlatego, że coś mnie boli.

Cihan milczał. Patrzył na jej łzy i coś w nim miękło, ale zarazem narastała w nim frustracja. Czuł się osaczony: z jednej strony Beyza, jej stan, dziecko i odpowiedzialność, którą wziął na siebie; z drugiej Hanser, której ból był prawdziwy, ale której podejrzenia raniły go jako oskarżenie o zdradę własnego charakteru. — Jestem między młotem a kowadłem — powiedział w końcu ciszej. — Cokolwiek zrobię, ktoś cierpi. — A ja mam cierpieć po cichu, żeby było ci wygodniej? — Nie powiedziałem tego. — Ale tak to wygląda. — Odwróciła się, jakby chciała odejść, choć w pokoju nie było dokąd uciec.

Cihan podszedł bliżej. — Hanser, posłuchaj mnie. — Nie, teraz ty posłuchaj mnie! Nie jestem zazdrosna o dziecko. Nie jestem zazdrosna o kilka ubranek. Nie jestem tak mała, jak próbujesz mi wmówić. Boli mnie to, że kiedy coś ważnego dzieje się w twoim życiu, nie jestem pierwszą osobą, do której przychodzisz. Boli mnie, że muszę walczyć o miejsce, które podobno już mam. Boli mnie, że wszyscy mówią o przyszłości, o dziecku, o rodzinie, a ja nie wiem nawet, czy ty naprawdę chcesz tej przyszłości ze mną. Cihan patrzył na nią długo. W jego oczach pojawił się cień bólu. — Jak możesz pytać, czy chcę przyszłości z tobą? — Bo mi tego nie pokazujesz. — Jestem tutaj. — Twoje ciało jest tutaj. Ty – nie zawsze.

Te słowa trafiły go mocno. Opuścił wzrok, jakby nagle zabrakło mu odpowiedzi. Przez chwilę w pokoju słychać było tylko ich oddechy. Za oknem wiatr poruszył gałęziami, a cień przesunął się po zasłonie. Cihan powoli zdjął krawat do końca i odłożył go na krzesło. — Kiedy dowiedziałem się o sytuacji Beyzy, nie wiedziałem, jak ci powiedzieć — zaczął spokojniej. — Bałem się twojej reakcji. Hanser spojrzała na niego z bólem. — Więc wybrałeś milczenie. — Wybrałem czas. — Nie. Czas daje się komuś, kogo się szanuje. Milczenie daje się komuś, kogo chce się trzymać daleko. Cihan zamknął oczy na krótką chwilę. — Nie chciałem cię trzymać daleko. — Ale to zrobiłeś. — Może… — jego głos przycichł — może zrobiłem, ale nie dlatego, że jesteś dla mnie nieważna, tylko dlatego, że sam nie wiem, jak utrzymać wszystko w całości.

Hanser po raz pierwszy tego wieczoru zobaczyła w nim nie tylko mężczyznę, który ją zranił, ale też człowieka zmęczonego własną odpowiedzialnością. Przez jedną sekundę chciała podejść, dotknąć jego dłoni i powiedzieć, że mogą unieść to razem. Ale wtedy przypomniała sobie kolację, słowa Mukadder, pokój Beyzy, ubranka, noce, w których czekała na niego bez odpowiedzi, i cofnęła się o krok. – Nie możesz utrzymać wszystkiego w całości, wykluczając mnie z własnego życia. – Nie wykluczam cię. – Robisz to za każdym razem, kiedy mówisz: „Nie teraz, nie zaczynaj, nie rozumiesz”. Cihan zacisnął dłonie. — A ty robisz ze mnie wroga, bo czasem zachowujesz się jak ktoś, kto stoi po drugiej stronie. Nie jestem twoim wrogiem, Hanser. — Więc bądź moim mężem. — To zdanie padło cicho, ale zabrzmiało potężniej niż krzyk. Cihan zamarł. Hanser otarła łzę z policzka. — Nie potrzebuję mężczyzny, który będzie przynosił prezenty dzieciom i uśmiechał się przy stole, a potem nie będzie umiał spojrzeć mi w oczy. Nie potrzebuję opiekuna całego świata. Potrzebuję męża – kogoś, kto kiedy widzi, że cierpię, nie pyta od razu, czy znowu przesadzam.

Cihan zrobił krok ku niej. — Nigdy nie chciałem, żebyś cierpiała. — Ale chciałeś, żebym milczała. Chciałeś, bo moje pytania są dla ciebie niewygodne. — Spojrzała mu prosto w oczy. — Powiedz mi prawdę. Gdybym nie powiedziała dzisiaj o ubrankach, powiedziałbyś mi sam? Cihan nie odpowiedział. Hanser skinęła głową, jakby ta cisza była wszystkim, czego potrzebowała. — Kiedy wrzałeś mi powiedzieć? Kiedy dziecko już się urodzi? Gdy Mukadder przy wszystkich zacznie planować życie, o którym ja nic nie wiem? Gdy Beyza stanie się częścią naszej codzienności tak bardzo, że moje pytania będą wyglądały jak kaprys? — Nie mów tak. — A jak mamy mówić, skoro tak się czuję?

Cihan odwrócił się gwałtownie i przeszedł kilka kroków po pokoju. Nie chciał wybuchnąć; wiedział, że jeśli podniesie głos, straci ją jeszcze bardziej. Ale w środku narastała w nim bezsilność. — Myślisz, że mnie to wszystko nie przerasta? — zapytał w końcu. — Myślisz, że nie chciałbym mieć jednego spokojnego dnia? Że nie chciałbym usiąść obok ciebie bez tych spojrzeń, bez oskarżeń, bez poczucia, że cokolwiek zrobię, zranię kogoś? — Ja nie jestem twoim oskarżycielem. — Czasem tak się czuję. — A ja czasem czuję się jak twoja ostatnia myśl.

To zatrzymało go skuteczniej niż krzyk. Odwrócił się do niej powoli. Hanser stała kilka kroków dalej – drobna, blada, z oczami pełnymi łez, ale wciąż dumna. Nie była kobietą, która chciała wygrać kłótnię. Była kobietą, która rozpaczliwie próbowała ocalić swoje miejsce w sercu mężczyzny, zanim całkiem przestanie wierzyć, że je ma. Cihan poczuł, jak gniew uchodzi z niego powoli, pozostawiając po sobie tylko zmęczenie i żal. — Nie jesteś moją ostatnią myślą — powiedział ciszej. Hanser patrzyła na niego, jakby bała się uwierzyć. — Więc dlaczego tak się czuję? Nie odpowiedział od razu, bo odpowiedź była trudna. Może dlatego, że nie umiał kochać tak, by nie ranić. Może dlatego, że nauczył się załatwiać problemy po cichu, brać odpowiedzialność bez tłumaczeń, chronić innych nawet przed prawdą. Może dlatego, że w tym domu wszyscy od lat mylili milczenie z siłą. — Nie wiem — przyznał w końcu. — Ale wiem, że nie jestem tym podłym człowiekiem, za jakiego mnie teraz uważasz. Hanser zadrżała. — Nie chcę uważać cię za podłego. A jednak mówisz do mnie tak, jakbym nim był, bo boję się, Cianie. — Jej głos pękł. — Bo kiedy człowiek się boi, zaczyna widzieć cienie nawet tam, gdzie może ich nie ma. A ja boję się, że pewnego dnia obudzę się w tym łóżku i zrozumiem, że oddałam wszystko za kogoś, kto nigdy naprawdę nie był mój.

Cihan podszedł bliżej, ale ona uniosła dłoń, prosząc, by się zatrzymał. — Nie teraz — powiedziała cicho. — Nie podchodź tylko dlatego, że płaczę. To go zabolało. — Myślisz, że tylko dlatego? — Nie wiem już, co myśleć.

W pokoju zapadła cisza. Nie była to cisza pojednania; była ciężka, nierozwiązana, pełna słów, które mogłyby jeszcze bardziej zranić. Więc oboje zatrzymali je za zębami. Cihan stał naprzeciw niej z rozluźnionym krawatem, zmęczonymi oczami i sercem, które po raz pierwszy tego wieczoru naprawdę zrozumiało, jak daleko odeszli od siebie, choć mieszkali w tym samym pokoju. Hanser odwróciła wzrok ku oknu, próbując uspokoić oddech. Jej łzy wyschły na policzkach, ale ból pozostał. — Nie będę przepraszać za to, że chcę być częścią twojego życia — powiedziała po chwili. Cihan odpowiedział dopiero po kilku sekundach: — A ja nie będę przepraszać za to, że próbuję naprawić sytuację, która może zniszczyć więcej osób niż tylko nas. Hanser spojrzała na niego smutno. — Właśnie dlatego się gubimy. Ty ciągle mówisz o wszystkich. A ja pytam o nas.

To były ostatnie słowa, które tego wieczoru naprawdę między nimi padły. Cihan nie wyszedł z pokoju, ale też nie zbliżył się bardziej. Hanser nie usiadła z powrotem w fotelu, lecz nie podeszła do łóżka. Stali w tej samej sypialni jak dwoje ludzi na dwóch przeciwnych brzegach rzeki, która jeszcze niedawno była tylko cienką stróżką nieporozumień, a teraz urosła do rozmiarów czegoś groźnego i głębokiego.

Za drzwiami rezydencja milczała. Mukadder zapewne była przekonana, że jej słowa przy kolacji były jedynie praktycznym przypomnieniem przyszłości. Beyza w swoim pokoju jadła samotnie albo udawała, że je. Mine zasypiała z prezentem od wujka przy poduszce, nieświadoma, że jej radość stała się iskrą w domu pełnym suchych gałęzi. A Cihan i Hanser zostali sami z tym, czego żadne z nich nie potrafiło już ukryć. Miłość między nimi wciąż istniała, nie zgasła, ale tej nocy nie była ciepłym światłem. Była płomieniem zamkniętym pod szkłem, duszącym się od braku powietrza. Wystarczyło jedno nieostrożne słowo, jeden kolejny sekret, jedno następne milczenie, by albo zgasła całkiem, albo wybuchła ogniem, którego nikt w tej rezydencji nie zdołałby już opanować.

Related Posts

Co się dzieje, synu? – pyta zatroskany mistrz. – Masz opuszczone ramiona. Co to za stan, w jakim się znajdujesz? – Mam na swoich ramionach taki ciężar,…

Deria rzuca się na bejzę w rezydencji Mukader. Spokojny poranek w domu Dery i szybko zamienia się w kolejną burzliwą kłótnię. Kobieta nie może już znieść bezczynności…

141

Wieczór, który miał być świętem piłkarskich emocji, zakończył się dramatem. Podczas wydarzenia z telebimem transmitującym mecze mistrzostw świata na Islands Brygge w Kopenhadze doszło do brutalnego aktu…

Co się wydarzy w 161. odcinku tureckiego serialu „Panna młoda”? Hancer konfrontuje się z Beyzą i przestaje milczeć. Cihan poznaje kolejne szczegóły jej intryg. Emisja 161. odcinka „Panny młodej”…

W poprzednim odcinku serialu Panna młoda Hancer dowiedziała się, że jest w ciąży. Teraz będzie odkładać każdy grosz na wyprawkę dla dziecka. Równocześnie będzie musiała ciężko pracować fizycznie, by…

Wynajęcie domu okazuje się dużo trudniejsze, niż Poyraz przypuszczał. – Będziemy musieli zostać tutaj – mówi do Nany, rozglądając się po skromnym, zimnym wnętrzu warsztatu. Dziewczyna spogląda…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *