
— Engin, nie interesują mnie niczyje pouczenia — ucina Cihan. — Zrób po prostu to, o co cię poprosiłem.
— Przestań wreszcie atakować wszystkich wokół siebie — odpowiada ostro Engin. — Po co to robisz? Nikt nie musi ci szkodzić, bo sam doprowadzasz się do upadku. Przynajmniej przestań obarczać winą tę dziewczynę, która nie zrobiła nic złego.
— Uważaj, co mówisz — ostrzega Cihan. — Stawanie w obronie mojej żony nie należy do twoich obowiązków.
— W tej sytuacji właśnie należy! Ktoś musi ci w końcu powiedzieć prawdę. Straciłeś panowanie nad sobą i rzucasz się na każdego dookoła. Za własne błędy każesz płacić Hançer. Spójrz wreszcie na siebie. To ty odpowiadasz za to, że wszystko zaszło tak daleko. Gdybyś od początku był z nią szczery i normalnie porozmawiał, nic z tego by się nie wydarzyło.
— Engin, zawsze uważałem cię za przyjaciela… Widziałeś, przez co przechodziłem. Nie miałem wyboru. Nie umiałem postąpić inaczej.
— Właśnie, nie umiałeś — przytakuje Engin. — I mówię ci to jako przyjaciel. Posłuchaj mnie uważnie, bo nie spodoba ci się to, co usłyszysz. Nie zrobiłeś tego nie dlatego, że nie mogłeś. Nie zrobiłeś tego, bo zabrakło ci odwagi. Jesteś tchórzem, Cihan. Zwykłym tchórzem!
Te słowa sprawiają, że Cihan natychmiast rzuca się na niego z pięściami.
— Co ty wyprawiasz?! — krzyczy rozwścieczony Engin. — Na mnie podnosisz rękę? Opanuj się! Jestem Engin, twój najlepszy przyjaciel! Dociera to do ciebie?
— Zniszczę cię! Skończę z tobą! No dalej, oddaj! Czemu nie odpowiadasz? Uderz mnie!
— Jedyną osobą skrzywdzoną w tej całej historii jest Hançer! Puśćcie mnie! — wrzeszczy Engin, szarpiąc się w uścisku pracowników.
— Nie waż się więcej wymawiać imienia mojej żony! — odkrzykuje Cihan, trzęsąc się ze złości. — Wynoś się stąd natychmiast! Pilnuj swoich słów i znikaj! Puśćcie mnie! A wy wszyscy wracajcie do pracy!