
Ojej, Fadime, przestraszyłaś mnie — mówi Sinem, łapiąc się za serce.
— Ty już dawno przestałaś się bać — odpowiada chłodno Fadime. — Po tym, jak się zachowujesz, widać tylko jedno: straciłaś rozsądek i działasz pod wpływem desperacji.
— O czym ty właściwie mówisz? Co takiego zrobiłam?
— Nie udawaj przede mną niewiniątka. Doskonale wiem, co dzieje się między tobą a Melihem.
Sinem blednie.
— To… on ci powiedział?
— Nie musiał. Wystarczy patrzeć. Wszystko widać jak na dłoni. Oboje straciliście głowę i przestaliście odróżniać, co jest właściwe, a co nie.
Fadime kręci głową z dezaprobatą.
— Na początku nie chciałam nawet brać pod uwagę, że coś takiego może się wydarzyć. Myślałam, że nawet jeśli mój syn wpadnie na jakiś nierozsądny pomysł, to ty zachowasz rozsądek. Jesteś wdową, masz dziecko, znasz życie. Byłam przekonana, że postawisz granicę i zakończysz tę sprawę, zanim się zacznie.
Jej głos staje się coraz ostrzejszy.
— Melih jest wolnym człowiekiem. Nigdy nie zakładał rodziny, nie wychowywał dzieci i nie wie, jak wygląda taka odpowiedzialność. Ale ty jesteś matką. Powinnaś przede wszystkim myśleć o swoim dziecku, a nie o romantycznych uniesieniach.
Sinem opuszcza wzrok, lecz Fadime nie zamierza odpuszczać.
— Nie próbuj mnie rozczulać. Popełniłaś już sporo błędów, ale nadal możesz się wycofać. Zanim pani Mukadder i pan Cihan dowiedzą się, co się dzieje, zrób to, co należy.
Robi krok bliżej.
— Przestań rozbudzać w moim synu nadzieje. I dobrze mnie posłuchaj: jeśli posuniesz się choć o krok dalej, powiem wszystkim prawdę. Nie będzie mnie obchodziło, jakie będą konsekwencje. Mogę nawet odejść z pracy, ale wcześniej wywołam tutaj taką burzę, że ten dom już nigdy nie będzie taki sam.