
Wyglądało na to, że czekała właśnie na niego. Stała pośrodku podjazdu z rękami skrzyżowanymi na piersi i patrzyła na niego z szyderczym uśmiechem, który trudno było zignorować.
— Dzień dobry, panie młody — rzuciła kpiąco. — Dokąd tak się spieszysz?
Melih zatrzymał się i spojrzał na nią spokojnie.
— Do pracy.
— W takim razie nie zatrzymam cię na długo — odparła. — Chcę tylko zadać jedno pytanie.
Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej jadowity.
— Czy to dlatego, że nie mam pieniędzy?
Melih zmarszczył brwi.
— Słucham?
— Nie udawaj, że nie rozumiesz.
Gülsüm zrobiła krok w jego stronę.
— Właśnie dlatego zainteresowałeś się Sinem, prawda? Młoda wdowa z bogatego domu. Kobieta, która odziedziczyła majątek po mężu.
Jej głos ociekał złośliwością.
— A potem pojawiła się Hancer. Udziały w firmie, stary dom… Wszyscy wiedzą, co dostała po rozwodzie.
Melih patrzył na nią bez słowa.
Jego milczenie tylko dodało jej odwagi.
— Muszę przyznać, że jesteś sprytny. Naprawdę bardzo sprytny.
Zaśmiała się krótko.
— Polowanie na bogate wdowy i rozwódki musi być znacznie bardziej opłacalne niż całodzienne kręcenie kierownicą taksówki.
Na jej twarzy pojawił się wyraz triumfu.
— Gratuluję. Naprawdę ci gratuluję.
Unosząc dłonie, zaczęła bić brawo tuż przed jego twarzą.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Dźwięk klaśnięć odbił się od kamiennego podjazdu, ostro przecinając poranną ciszę.
Melih przez chwilę tylko się jej przyglądał.
Spokojnie.
Uważnie.
Jak człowiek, który zastanawiał się, czy warto odpowiedzieć na tak niską zaczepkę.
W końcu zrobił krok bliżej. Jego głos pozostał cichy, ale spojrzenie nagle stwardniało.
— Gdybyś była mężczyzną, dobrze wiedziałbym, jak odpowiedzieć na takie słowa.
Gülsüm uniosła podbródek wyzywająco.
Melih nie podniósł głosu.
— Ale jesteś kobietą. Dlatego powiem tylko jedno.
Pochylił się lekko w jej stronę.
— Nawet gdybyś miała cały majątek świata, nadal byłabyś nie do zniesienia.
Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy Gülsüm.
Przez krótką chwilę wyglądała tak, jakby ktoś wymierzył jej policzek.
Melih nie czekał na odpowiedź. Minął ją spokojnie i ruszył w stronę ulicy.
Gülsüm została sama pośrodku podjazdu.
Jeszcze przed momentem była pewna, że uda jej się go upokorzyć. Tymczasem to ona stała teraz z zaciśniętymi pięściami, rozpalona gniewem i bezradnością.
Patrzyła za oddalającym się Melihem, a jego słowa wciąż brzmiały jej w uszach.
Chciała uderzyć w jego dumę.
Nie przewidziała tylko, że sama wyjdzie z tej rozmowy zraniona.