
Dla mnie ten temat też jest zamknięty, Hançer! – krzyczy wściekły Cemil, machając ręką w stronę wyjścia. – No już, ruszaj się! Wypad z mojego domu! Wynocha!
– Błagam, przestań… – szepcze Hançer, a łzy płyną jej ciurkiem po policzkach.
– Zamknij się! Nie mam ochoty słuchać tych twoich wykrętów, jasne?! Masz natychmiast opuścić ten dom! No już, ruchy! Pakuj te swoje toboły i graty! W tej chwili! No dalej, dziewczyno! Rusz się wreszcie, żegnam! Derya! Wywal tu resztę jej szmat! Żeby nie miała po co wracać i kręcić się wokół moich drzwi!
– Ty naprawdę wolisz wierzyć w brednie obcego faceta niż własnej siostrze? – pyta z rozpaczą w głosie Hançer.
– A po co mi czyjekolwiek słowa? Wasz wstyd i tak widać jak na dłoni! No już! Zmiatajcie stąd, ale już! Wynocha! Wyjdź z mojego domu! Starczy tego dobrego! Derya, dawaj to, dawaj. Bierz te swoje rzeczy i żebym cię tu więcej nie widział. Od dzisiaj nie masz już brata. Cemil dla ciebie nie istnieje – ani za życia, ani po śmierci! Idź sobie teraz walczyć o tych swoich facetów, gdzie indziej. A teraz znikaj stąd! Znikaj!
– Skoro tak stawiasz sprawę i taka jest twoja wola, to więcej mnie tu nie zobaczysz. Ja też mam już dość – odpowiada cicho, łamiącym się głosem Hançer.