
Ten plan nie ma najmniejszego sensu, Melih – mówi z rezygnacją i smutkiem Hançer. – Nikt nas w ten sposób nie zaakceptuje. W oczach ludzi już na zawsze pozostanę kobietą bez honoru. A moje dziecko od urodzenia będzie płacić za moje grzechy.
– Nie mów tak, Hançer, nie pozwolę na to – protestuje stanowczo Melih. – Z jakiej racji, kiedy facet odchodzi, cała infamia spada na kobietę, a on wychodzi z tego z czystym kontem? Nigdy się na to nie zgodzę.
– Doceniam to, ale dla nikogo nie mam już żadnej wartości. Sama zobacz, brat się mnie wyrzekł, a Cihan wymazał z pamięci. Jestem dla nich kompletnie nikim, mają gdzieś, co się ze mną stanie. Nie powinieneś marnować dla mnie swojego życia i tu zostawać.
– Wręcz przeciwnie, właśnie teraz musimy działać. Zrozum, że jeśli teraz się poddamy, oni wygrają i wyjdzie na ich. Ty zostaniesz z łatką tej najgorszej, a ja będę ojcem wyłącznie na papierze. Kiedy twój maluch przyjdzie na świat, musi zobaczyć silną, dumną matkę, która potrafi o niego zawalczyć. Bo taka właśnie jesteś w środku, oboje dobrze o tym wiemy. Czas pokazać to reszcie świata. Spójrz na te obrączki.
– Melih, jeśli je przyjmę, odbiorę marzenia kobiecie, która powinna je nosić. A ty robisz to wszystko tylko z litości, żeby wyciągnąć mnie z tego bagniska.
– Ta kobieta już dawno pogrzebała swoje marzenia, a ja po prostu pogodziłem się z jej wyborem. Weź je, proszę cię. Jeśli odmówisz, pójdę i bez wahania cisnę je w morze. Nie pozwól, żeby te pierścionki i moje chęci poszły na marne. One mają teraz dla nas zupełnie inne znaczenie. Pomyśl o nich jak o bezpiecznej kotwicy. Kotwicy, która nie pozwoli nam zatonąć i da siłę, by nie porwał nas prąd.