
Przez chwilę tylko patrzył na znajome pismo Yasemin, jakby każde zapisane przez nią słowo miało za moment otworzyć ranę, której nikt w tej sali nie będzie potrafił już zamknąć.
W przestronnej sali konferencyjnej zapadła cisza.
Nikt się nie poruszył.
Nawet Cihan, który zwykle nie umiał ukrywać gniewu ani niecierpliwości, siedział nieruchomo, z wzrokiem wbitym w przyjaciela.
Najgorzej wyglądała Beyza.
Jej twarz była blada jak papier, a dłonie leżące na blacie drżały, choć za wszelką cenę próbowała nad nimi zapanować. Czuła zimny pot na plecach i narastający ucisk w gardle.
Engin odchrząknął.
Potem zaczął czytać.
— Ja, doktor Yasemin Önder, sporządzam ten testament w pełni świadoma swoich decyzji i przy zdrowych zmysłach. W ostatnich dniach dowiedziałam się czegoś, co głęboko mną wstrząsnęło. Uważam, że moim obowiązkiem jest zabezpieczenie przyszłości osób, które kocham. Cały mój majątek przekazuję mojemu bratu, Enginowi Önderowi.
Na moment przerwał i podniósł wzrok znad kartki.
— Nie ta część mnie zaskoczyła — powiedział cicho. — Prawdziwy szok przyszedł dopiero później.
Ponownie spojrzał na list.
— Pragnę, aby Hancer Develioğlu przejęła po mnie obowiązki przewodniczącej stowarzyszenia „Jedno Życie”. Chcę, by kontynuowała misję, której poświęciłam tyle lat, przy wsparciu firmy Develioğlu Holding.
Przy stole rozległo się kilka cichych westchnień.
Nusret i Beyza wymienili zaskoczone spojrzenia.
Mukadder zmarszczyła brwi.
Cihan zesztywniał.
— Co takiego? — odezwała się Mukadder z niedowierzaniem. — Od kiedy można tak po prostu przekazać komuś stanowisko w stowarzyszeniu? Nigdy nie słyszałam o czymś podobnym.
— To absurd — rzucił chłodno Cihan. — Hancer nie miała nic wspólnego z działalnością stowarzyszenia. Dlaczego Yasemin miałaby wybrać właśnie ją?
Hancer siedziała przez chwilę w milczeniu. Sama wyglądała na poruszoną.
— Muszę przyznać, że jestem tak samo zaskoczona jak wy — powiedziała w końcu. — Doceniam zaufanie siostry Yasemin, ale nie mogę przyjąć takiej odpowiedzialności. To nie jest moje miejsce.
— Yasemin musiała postradać zmysły! — wyrwało się Beyzie.
Wszyscy natychmiast spojrzeli w jej stronę.
— Beyzo! — głos Cihana zabrzmiał ostro i zimno. — Uważaj na słowa.
Jego spojrzenie stwardniało.
— Możesz nie zgadzać się z jej decyzją, ale nie pozwolę, żebyś obrażała osobę, którą wszyscy kochaliśmy i szanowaliśmy.
Beyza zacisnęła usta i odwróciła wzrok.
Engin nie dał się wyprowadzić z równowagi.
— Moja siostra nie była szalona — powiedział spokojnie. — Przeciwnie. Była jedną z najbardziej rozsądnych osób, jakie znałem. Jeśli napisała coś takiego, musiała mieć powód.
Spojrzał kolejno na wszystkich obecnych.
— Yasemin przez całe życie kierowała się uczciwością. Nie podejmowała decyzji pod wpływem chwili. Skoro wskazała Hancer, to znaczy, że zobaczyła w niej coś, co uznała za potrzebne do kontynuowania swojej pracy.
Cihan ciężko westchnął.
— Dobrze. Czytaj dalej.
Engin skinął głową.
— Warunkiem objęcia tej funkcji jest wspólne podejmowanie wszystkich decyzji przez Hancer Develioğlu i Cihana Develioğlu.
W sali znów zrobiło się cicho.
— Yasemin wiedziała, że Hancer nie ma doświadczenia w prowadzeniu stowarzyszenia — wyjaśnił Engin. — Dlatego wskazała ciebie, Cihanie. Chciała, żebyś ją wspierał.
Mukadder pokręciła głową.
— Kiedy Yasemin pisała ten list, oni byli małżeństwem. Dzisiaj wszystko wygląda inaczej. Nie są już razem. Ten zapis stracił sens.
— Zgadzam się — odezwała się spokojnie Hancer. — Nasze drogi dawno się rozeszły.
— W takim razie sprawa jest jasna — wtrącił Nusret, poprawiając marynarkę. — Skoro wszyscy myślimy podobnie, możemy uznać temat za zamknięty.
Beyza niemal niezauważalnie wypuściła powietrze z płuc.
Po raz pierwszy od początku spotkania poczuła cień ulgi.
— Tak… chyba możemy już iść — powiedziała pospiesznie. — Cihan Gurur niedługo pewnie się obudzi.
— Jeszcze nie.
Spokojny głos Engina zatrzymał wszystkich.
Prawnik uniósł kartkę.
— Została ostatnia część listu.
Atmosfera natychmiast zgęstniała.
Beyza poczuła, jak serce znów zaczyna walić jej w piersi.
— I właśnie ona wydaje mi się najważniejsza — dodał Engin. — Można powiedzieć, że to ostrzeżenie.
Rozejrzał się po zebranych.
— Proszę, wysłuchajcie tego do końca.
Po tych słowach wrócił do czytania.
— Jeżeli przydarzy mi się coś nietypowego, podejrzanego lub niewyjaśnionego, domagam się przeprowadzenia dokładnego śledztwa. Zwracam się szczególnie do mojego ukochanego brata Engina oraz mojego drogiego przyjaciela Cihana. Czasami nawet osoby, którym ufamy najbardziej, potrafią nas zawieść. Wspierajcie się nawzajem i szukajcie prawdy. Yasemin Önder.
Gdy wybrzmiało ostatnie zdanie, w sali zapadła głucha cisza.
Nusret odchrząknął pierwszy.
— Bez urazy, Enginie, ale dlaczego właściwie mnie tutaj wezwałeś? — zapytał, próbując nadać głosowi swobodny ton. — W tym liście nie ma ani słowa o mnie. Tak naprawdę nie ma tu nic konkretnego.
Engin spojrzał na niego uważnie.
— Nie wierzę w przypadki, panie Nusrecie.
Jego głos pozostał spokojny, ale zabrzmiała w nim stanowczość.
— Dla mnie każde słowo napisane przez Yasemin ma znaczenie. Już wcześniej miałem wątpliwości, czy jej śmierć naprawdę była zwykłym nieszczęśliwym wypadkiem. Rozmawiałem o tym również z Cihanem.
Cihan powoli skinął głową.
— Teraz mam coś więcej niż przeczucie — kontynuował Engin. — Mam dokument sporządzony dzień przed jej śmiercią. Dokument, w którym moja siostra wyraźnie sugerowała, że obawiała się o własne bezpieczeństwo.
Jego spojrzenie przesunęło się po twarzach wszystkich obecnych.
— Dlaczego wybrała Hancer? Dlaczego wspomniała właśnie o mnie i Cihanie? Dlaczego uznała, że musi zostawić takie ostrzeżenie?
Na moment zamilkł.
— Nie znam jeszcze odpowiedzi. Ale zamierzam je znaleźć.
Położył list na stole.
— Jeszcze dziś złożę zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Od tej chwili sprawą zajmie się policja. A ja zrobię wszystko, by pomóc w ustaleniu prawdy.
Beyza poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
Nusret gwałtownie wstał od stołu.
— Chodźmy.
Nie czekał na odpowiedź.
Ruszył do wyjścia, a Beyza niemal natychmiast podniosła się z miejsca i poszła za nim.
Mukadder odprowadziła ich uważnym spojrzeniem.
Od początku spotkania widziała strach w oczach Beyzy.
Zbyt silny.
Zbyt wyraźny.
Zbyt nienaturalny, by uznać go za zwykłe zdenerwowanie.
Zmrużyła oczy.
Po raz pierwszy naprawdę zaczęła się zastanawiać, czy śmierć Yasemin była tylko tragicznym wypadkiem.
A jeśli nie…
To kto siedzący przy tym stole najbardziej bał się prawdy?