
Siedział na krześle obok jej łóżka, opierając przedramiona na kolanach. Dziewczyna wyglądała już o wiele lepiej niż kilka godzin wcześniej. Na jej policzkach pojawił się delikatny kolor, a w oczach znów błysnęło życie.
Spojrzała na niego z zakłopotaniem.
— Zostałeś tutaj przeze mnie — powiedziała cicho. — Źle się z tym czuję. Naprawdę nie chciałam nikomu sprawiać problemu.
Engin uśmiechnął się łagodnie.
— Problemu? Wręcz przeciwnie. Dzięki tobie mieliśmy wieczór pełen wrażeń.
Sila uniosła brwi.
— Pełen wrażeń?
— Oczywiście. Najpierw wypadek, potem szpital, a na koniec uczta prawie jak na weselu. Chociaż muszę przyznać, że zjedzenie pity i kebaba przy jednym posiłku nie było najrozsądniejszą decyzją.
Sila spuściła wzrok i zawstydzona się uśmiechnęła.
— Byłam bardzo głodna.
— To akurat było widać — odparł z rozbawieniem. — Jesteś tak drobna, że przez chwilę naprawdę bałem się, że lekarze będą musieli ratować cię po raz drugi. Tym razem z przejedzenia.
Dziewczyna roześmiała się cicho.
— Przesadzasz.
— Ani trochę. Patrzyłem na ciebie i zastanawiałem się, gdzie to wszystko się mieści.
W jej oczach pojawił się cień rozbawienia. Przez moment przyglądała mu się uważnie.
— Co właściwie łączy cię z Cihanem i Hancer? — zapytała po chwili.
— Jestem ich przyjacielem. I adwokatem Cihana.
— Rozumiem.
Sila skinęła głową.
— Wyglądają razem bardzo ładnie. Kiedy na nich patrzyłam, miałam wrażenie, że są sobie bliscy. Pasują do siebie, prawda?
Uśmiech Engina lekko przygasł.
— Pasowali. Kiedyś.
Sila zmarszczyła brwi.
— To znaczy?
— To już przeszłość.
Dziewczyna wyglądała na szczerze rozczarowaną.
— Naprawdę? Byłam pewna, że są razem.
Engin spojrzał gdzieś w bok.
— Ja też długo wierzyłem, że ich historia zakończy się inaczej. Ale życie rzadko układa się tak, jak byśmy chcieli.
Za oknem było już zupełnie ciemno. W sali słychać było tylko ciche buczenie aparatury i odległe odgłosy kroków na korytarzu.
Sila poprawiła koc.
— Naprawdę czuję się już dobrze. Możesz wracać do domu. Na pewno ktoś na ciebie czeka.
Twarz Engina spoważniała.
Przez chwilę milczał.
— Chciałbym, żeby tak było.
Sila spojrzała na niego uważniej.
— Nie masz nikogo?
Pokręcił głową.
— Kiedyś była jedna osoba. Wiedziałem, że zawsze na mnie czeka. Bez względu na wszystko.
W jego głosie pojawił się smutek.
— Ale już jej nie ma.
Sila spuściła wzrok.
— Znam to uczucie. Od dawna jestem sama. Może dlatego tak dobrze cię rozumiem.
Po chwili uśmiechnęła się lekko.
— To dziwne, ale mam wrażenie, jakbyśmy znali się dużo dłużej niż kilka godzin.
Engin odwzajemnił uśmiech.
— Ja też.
— Mimo wszystko nie musisz siedzieć tu całą noc — powiedziała ciszej. — Czuję się nieswojo, kiedy ktoś poświęca mi tyle uwagi.
— Nie masz żadnego powodu, żeby tak się czuć.
Spojrzał na nią życzliwie.
— Prawda jest taka, że uratowałaś mnie przed samotnym wieczorem i własnymi myślami. Im dłużej pozwolisz mi tu zostać, tym większą przysługę mi wyświadczysz.
Sila milczała przez chwilę.
Na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
— Skoro mam być szczera…
— Słucham?
— Bałam się zostać tutaj sama.
Engin uniósł brwi.
— W takim razie problem rozwiązany.
Podniósł się z krzesła.
Sila natychmiast spojrzała na niego z niepokojem.
— Dokąd idziesz?
— Po coś do picia.
— O tej porze?
— Oczywiście. Szpitalne korytarze potrafią skrywać wiele skarbów.
Sila zaśmiała się cicho.
— Na przykład?
— Herbatę. A może ayran. Po takiej porcji jedzenia będzie lepszy dla żołądka.
Dziewczyna pokręciła głową z rozbawieniem.
— Chyba nigdy nie przestaniesz mi tego wypominać.
— Nigdy — odparł bez wahania.
Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę.
Po raz pierwszy od dawna oboje poczuli, że samotność trochę odpuściła.
Engin uśmiechnął się jeszcze raz i wyszedł z sali.
Sila została sama, ale tym razem nie czuła już takiego strachu jak wcześniej.
W jej sercu pojawiło się coś ciepłego.
Kruchego.
Nieoczekiwanego.
Jakby po długiej nocy ktoś uchylił przed nią drzwi i wpuścił do środka odrobinę światła.