
Postawiła tacę na dużym ogrodowym stole pod pergolą, po której pięły się niemal nagie już winorośle. Między gałęziami trzymały się jeszcze pojedyncze żółte liście, poruszane delikatnym podmuchem wiatru.
Wokół panował spokój.
Ale oboje wiedzieli, że rozmowa, która miała się za chwilę rozpocząć, nie będzie łatwa.
Hancer usiadła naprzeciwko Engina i przesunęła filiżankę w jego stronę.
— Proszę.
Engin skinął głową z podziękowaniem. Przez moment obracał filiżankę w dłoniach, jakby potrzebował kilku sekund, by zebrać myśli.
— Chciałem jeszcze raz z tobą porozmawiać, Hancer — zaczął cicho. — Wiesz, kim była dla mnie moja siostra. Była całym moim światem. A ciebie kochała tak, jakbyś naprawdę była częścią naszej rodziny.
Hancer spuściła wzrok na ciemną powierzchnię kawy.
— Ja też kochałam Yasemin jak siostrę — powiedziała cicho.
Na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech.
— Kiedy zostałam sama, to ona otworzyła przede mną drzwi. Dała mi dach nad głową, wsparcie i poczucie, że nie zostałam na świecie zupełnie bez nikogo. Nigdy jej tego nie zapomnę.
Engin pokiwał głową.
— Taka właśnie była. Zawsze najpierw myślała o innych.
Uśmiechnął się gorzko.
— Młodsze rodzeństwo zwykle dorasta pod opieką starszych braci albo sióstr. U mnie było odwrotnie. To Yasemin była moją opoką. Moją górą. Kimś, przy kim zawsze czułem się bezpiecznie.
Na chwilę spojrzał gdzieś daleko, ponad ogrodem.
— A ona sama nigdy nie miała prawdziwego dzieciństwa. Od najmłodszych lat troszczyła się o mnie, chroniła mnie, brała na siebie odpowiedzialność, której nie powinno nosić żadne dziecko.
Westchnął ciężko.
— Nigdy nie narzekała. Ani razu. Człowiek żyje w przekonaniu, że ludzie, których kocha, po prostu zawsze będą obok. Nie dopuszcza do siebie myśli, że któregoś dnia obudzi się, a ich już nie będzie.
Hancer poczuła ucisk w gardle.
— Yasemin była pełna życia — wyszeptała. — Miała tyle planów. Tyle marzeń. A potem nagle wszystko się skończyło.
Pokręciła głową.
— Nadal nie umiem się z tym pogodzić.
Engin spojrzał jej prosto w oczy.
— Więc wyobraź sobie, co czuję ja.
Jego głos zadrżał.
— Mam wrażenie, że za jej życia nie zrobiłem dla niej wystarczająco dużo. A teraz ten list… ta ostatnia wola… dały mi ostatnią szansę, żeby zrobić dla niej coś ważnego.
Hancer milczała.
— Nie mogę zignorować jej słów — ciągnął Engin. — Nie mogę udawać, że to, czego chciała, nie ma znaczenia. Ty rozumiesz to lepiej niż ktokolwiek inny.
Pochylił się lekko nad stołem.
— Pamiętasz, jak walczyłaś o życie swojego brata. Byłaś gotowa poświęcić własne szczęście. Zgodziłaś się poślubić człowieka, którego nie znałaś, tylko po to, żeby go uratować.
Hancer zacisnęła palce na filiżance.
Engin mówił dalej, coraz ciszej, ale jeszcze bardziej przejmująco:
— Jeśli teraz nic nie zrobię dla Yasemin, ten ciężar zostanie ze mną na zawsze. Będzie wracał każdego ranka i każdej nocy. Będzie mi przypominał, że kiedy miałem ostatnią szansę, by jej nie zawieść, odwróciłem wzrok.
Spojrzał na nią z prośbą.
— Nie pozwól, żeby tak się stało. Proszę cię. Daj mi poczucie, że chociaż tym razem zrobiłem dla niej to, o co mnie prosiła.
Przez dłuższą chwilę słychać było tylko wiatr poruszający gałęziami nad ich głowami.
W końcu Hancer odezwała się cicho:
— Enginie, uwierz mi… gdyby sytuacja wyglądała inaczej, nie wahałabym się ani sekundy. Zrobiłabym to dla Yasemin. Bez zastanowienia.
Podniosła na niego wzrok.
— Ale znasz moją sytuację z Cihanem. On nie chce mnie nawet widzieć. Jak miałabym pracować w tej samej firmie? Jak miałabym codziennie stawać z nim twarzą w twarz?
— Wiem — przyznał Engin. — Wiem o wszystkim i naprawdę cię rozumiem. Ale mimo to proszę cię, żebyś jeszcze raz to przemyślała. To było ostatnie życzenie mojej siostry.
Urwał na moment.
— Poza tym, jeśli odmówisz, ktoś inny zajmie jej miejsce.
Hancer zmarszczyła brwi.
— Kto?
Engin spojrzał na nią poważnie.
— Beyza.
Hancer natychmiast uniosła głowę.
— Beyza?
— Tak.
Na twarzy Engina pojawił się niesmak.
— Nusret forsuje jej kandydaturę. Razem próbują zdobyć większość głosów. Chodzą od osoby do osoby i przekonują wszystkich do swojego pomysłu.
Hancer patrzyła na niego ze zdumieniem.
— Beyza chce zostać prezeską stowarzyszenia?
— Chce. A ja, szczerze mówiąc, nie potrafię nawet o tym spokojnie myśleć.
Engin uśmiechnął się gorzko.
— Yasemin nie mogła jej znieść. I teraz miałbym patrzeć, jak właśnie Beyza zajmuje jej miejsce?
Spojrzał na Hancer niemal błagalnie.
— Nie proszę cię o odpowiedź od razu. Proszę tylko, żebyś jeszcze raz wszystko rozważyła. Dla Yasemin. I dla mnie.
Po chwili sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął telefon.
— Jest jeszcze jedna sprawa.
Odblokował ekran i pokazał Hancer zdjęcie bransoletki.
— Widziałaś ją kiedyś?
Hancer przyjrzała się fotografii uważnie. Zmarszczyła lekko brwi, po czym pokręciła głową.
— Nie. Nigdy jej nie widziałam. Nie należy do mnie. Skąd ją masz?
— Znalazłem ją w domu Yasemin, kiedy pakowałem jej rzeczy. Ona nigdy nie nosiła takiej biżuterii, dlatego od razu wydało mi się to dziwne.
Schował telefon.
— Pomyślałem, że może mieć związek ze sprawą, więc przekazałem ją policji.
— Myślisz, że może być ważna?
— Mam taką nadzieję. Może doprowadzi nas do czegoś, czego jeszcze nie wiemy.
Po tych słowach Engin podniósł się od stołu.
— Chyba już pójdę.
Hancer również wstała.
— Enginie…
Zatrzymał się i spojrzał na nią pytająco.
— Obiecuję, że przemyślę wszystko, co powiedziałeś.
Po raz pierwszy od początku rozmowy na twarzy Engina pojawiła się szczera ulga.
— Dziękuję.
Skinął głową i odszedł w stronę wyjścia.
Hancer została sama pod pergolą. Przez dłuższą chwilę patrzyła za nim w milczeniu.
Słowa o Yasemin nie dawały jej spokoju.
Słowa o Beyzie jeszcze bardziej.
Bo jeśli to właśnie Beyza miała zająć miejsce kobiety, która tyle dobra zostawiła po sobie na świecie, decyzja Hancer przestawała być tylko osobistym wyborem.
Stawała się walką o pamięć Yasemin.
I o to, by jej ostatnia wola nie została pogrzebana przez ludzi, którzy nigdy jej nie rozumieli.
Całe streszczenie znajdziesz w komentarzu.