
Melih, po co kupowałeś aż tyle rzeczy? – pyta cicho Hançer, kręcąc głową. – Przestań, bo naprawdę czuję się przez to głupio.
– Co ty mówisz, przecież to nic takiego. Ty lepiej usiądź. Skąd w ogóle wracasz i dlaczego jesteś w takim stanie?
– Z cmentarza – szepcze Hançer z trudem.
– Z cmentarza? A co ty tam robiłaś? – dziwi się Melih.
– Cihan wezwał mnie do grobu Yasemin – wyjaśnia dziewczyna. – Wezwał mnie tam tylko po to, żeby pokazać mi moje miejsce. Powiedział, że nie jestem już tą dawną Hançer. Że tamta uczciwa kobieta, która pracowała w pocie czoła i stała na własnych nogach, zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się pozbawiona honoru osoba, która myśli wyłącznie o własnych korzyściach. Twierdzi, że zupełnie nie pasuję do fundacji i w tym stanie nie mogę być dla nikogo przykładem.
– Tego już za wiele! Ktoś musi wreszcie utrzeć mu nosa! – odpowiada wzburzony Melih.
– Melih, proszę cię, usiądź – uspokaja go Hançer. – Ja sama doprowadziłam do tego, że on tak o mnie myśli.
– To nie ty, tylko my oboje jesteśmy temu winni – mówi zdecydowanie Melih. – Dlaczego ty wciąż próbujesz brać cały ten ciężar na własne barki? Jedyny ciężar, jaki powinnaś teraz nosić, masz w sobie… w swoim brzuchu.