
Henryk Rzepczyński z Gliwic oraz Emilia Gajos z Ozorkowa po finałowym odcinku “Sanatorium miłości” wyznali w rozmowie z Pomponikiem, że mają luźną, otwartą relację. Rozmawiają ze sobą codziennie, ale nie widzieli się od miesięcy. Fani byli więc zachwyceni, kiedy Henryk nagle odwiedził Emilię w jej rodzinnym mieście.
Para spędziła razem kilka dni w jej pięknym domu w Ozorkowie, a później wyruszyła nad morze, na zlot uczestników “Sanatorium miłości” w Sianożętach. W trakcie wydarzenia Emilia była zachwycona – pisała w mediach społecznościowych o radosnej zabawie. A jednak to właśnie tam musiało wydarzyć się coś, co zakończyło ich związek, bo w poniedziałek 8 czerwca kuracjuszka ogłosiła:
“No i stało się. Henio po raz drugi mnie zawiódł. Podobno człowiek uczy się na błędach, więc ja właśnie odrobiłam swoją lekcję. Zaufanie jest jak szkło – raz pęknie, da się skleić, ale ślady zostają” – napisała Emilia.
Oto co działo się na zlocie uczestników “Sanatorium miłości”
Sianożęty to niewielka nadmorska miejscowość, położona niedaleko Kołobrzegu. W miniony weekend odbył się tam już drugi zlot uczestników i fanów “Sanatorium”. Jak relacjonuje “Dziennik Bałtycki”, w ośrodku wypoczynkowym Neptun przez dwa dni trwały zabawy i spotkania.
Do zaplanowanych atrakcji należały pokaz mody inspirowany latami sześćdziesiątymi, w którym wzięli udział sami uczestnicy oraz aktywności na plaży. Nie zabrakło wspólnego ogniska, grilla i zabawy tanecznej. Wszystko to sprawiało, że kuracjusze i kuracjuszki z różnych edycji bawili się świetnie. Jednak słowa Emilii pokazują, że niektórzy – jak Henryk – być może bawili się aż zbyt swobodnie.
W poniedziałek kuracjusz z Gliwic pokazał zdjęcie z wyprawy, w której towarzyszyła mu Ewa z Lublina. Przypomnijmy, że to właśnie ją zaprosił na randkę w programie, czym zawiódł Emilię po raz pierwszy. Wtedy Ewa mu odmówiła – czyżby tym razem już nie miała oporów? We wtorek 9 czerwca wzburzeni fani doczekali się wreszcie i oświadczenia Rzepczyńskiego.
Henryk z Gliwic tłumaczy się po oświadczeniu Emilii
Henryk Rzepczyński wydał właśnie komunikat, w którym na próżno szukać skruchy. Mieszkaniec Gliwic przypomina za to, że w programie został królem balu – i właśnie to pokazuje, jaki jest naprawdę.
“Moi kochani, ja jestem i byłem królem balu, może się to wam podobać lub nie, ale ja jestem przede wszystkim sobą. Byłe znajomości, nawet te jak piszą “porzucone” kilkakrotnie z ‘Sanatorium miłości’, muszą mieć świadomość, że zabawa w życie ma swoje granice i ‘chwytaj dzień’ to nie slogan, to sposób na odcięcie się od granic krytyki […] ludzi. Wierzę, że życie jest piękne i tak po prostu mam apetyt na życie” – tłumaczy się Henryk.
Ku zaskoczeniu i oburzeniu wielu fanów, wpis doczekał się odpowiedzi Emilii – bardzo łagodnej i pokazującej, że tak naprawdę nie ma do niego pretensji.
“Super to napisałeś. Życie jest piękne i życzę ci pięknych chwil. Szkoda, że nam nie wyszło” – odpisała mu kuracjuszka.
Zupełnie inne podejście do sprawy mają internauci, którzy nie owijają w bawełnę.
“Panie Henryku do króla to panu bardzo daleko, dla mnie to lepiej pasuje pan na błazna”
“Właśnie w programie pokazałeś jakim jesteś sobą, a wybór ciebie na króla to zwykła pomyłka”
“Każdy ma prawo żyć na własnych zasadach, ale to raczej wieczna ucieczka przed bliskością, odpowiedzialnością i samym sobą”
“To nie wygląda, jak apetyt na życie tylko jak brak szacunku do drugiego człowieka” – grzmią w komentarzach.
A co wy sądzicie o zachowaniu Henryka z “Sanatorium miłości”?