
Rozdzierający dźwięk hamulców rozcina ciszę pustej, polnej drogi, a w powietrzu unosi się gryzący zapach spalenizny. Cihan wyskakuje z samochodu, zanim pojazd zdąży się całkowicie zatrzymać. Jego wzrok natychmiast przykuwa jeden obraz — płonący wrak, który jeszcze chwilę temu był samochodem. Serce wali mu jak oszalałe, a w głowie pojawia się tylko jedna myśl: Hançer. To niemożliwe, a jednak wszystko wskazuje na najgorsze.
Ogień trawi karoserię, szyby już dawno pękły, a metal wygina się pod wpływem temperatury. Cihan rzuca się do przodu bez chwili zawahania, jakby nie czuł ani żaru, ani strachu. Krzyczy jej imię, raz za razem, coraz głośniej, coraz bardziej rozpaczliwie. Każdy krok przybliża go do płomieni, które mogą odebrać mu wszystko, co dopiero co odzyskał.
W ostatniej chwili ktoś chwyta go z tyłu. To Engin. Z całej siły odciąga go od ognia, mimo że Cihan wyrywa się jak oszalały. Między nimi dochodzi do brutalnej szarpaniny — nie z gniewu, lecz z desperacji. Cihan chce wejść w ogień, nawet jeśli miałby tam zginąć. Engin wie, że musi go powstrzymać, choćby siłą, bo jeden krok dalej oznacza pewną śmierć.W tle słychać narastający dźwięk syren. Policja i służby ratunkowe zbliżają się, ale dla Cihana czas przestaje istnieć. Jego świat kurczy się do płonącego wraku i jednej myśli: że Hançer jest w środku. Jego krzyk staje się coraz bardziej chrapliwy, jakby gardło odmawiało posłuszeństwa, a rozpacz rozrywała go od środka.
Kilka metrów dalej, na poboczu, ratownicy znajdują Beyzę. Jest w szoku, zakrwawiona, z trudem łapie oddech. Jej spojrzenie jest puste, jakby nie do końca rozumiała, co się stało. Kiedy jednak dostrzega Cihana, łzy natychmiast napływają jej do oczu. Drżącym głosem wyznaje coś, co brzmi jak wyrok: nie była w stanie uratować Hançer.Te słowa uderzają w Cihana z siłą, która odbiera mu resztki nadziei. Na moment wszystko milknie — krzyki, syreny, trzask ognia. A potem nagle, gdzieś z boku, rozlega się głos policjanta przeszukującego zarośla. Krótki okrzyk sprawia, że wszyscy zamierają. Cihan odwraca głowę, a jego serce znów zaczyna bić — tym razem nie z rozpaczy, lecz z nagłego, niepojętego przebłysku nadziei.