To nie wystarczyło

Tramwaj poruszał się z normalną prędkością do 50 km na godz. Świeciło słońce, nie występowała mgła. A sam odcinek na torowisku wzdłuż ul. Jagiellońskiej w Warszawie był prosty. Mimo to 12 sierpnia 2022 r. zginęło 4-letnie dziecko. Wysiadający z wagonu Aleksander został przytrzaśnięty przez drzwi. Motorniczy nie zauważył tego i ruszył z przystanku. Niewykluczone, że nie doszłoby do tragedii, gdyby Robert S. nie był zajęty swoim telefonem. “Fakt” poznał uzasadnienie sądu do wyroku. Wiemy, że mężczyzna wykonał w godzinach swojej pracy (a więc w stosunkowo krótkim czasie poprzedzającym wypadek) aż 14 połączeń telefonicznych. Najdłuższe z nich trwało nawet 50 minut.

Gdy 12 sierpnia 2022 r. na przystanek Batalionu “Platerówek” podjechał tramwaj linii nr 18, pani Maria oraz jej wnuczek wsiedli do drugiego wagonu starego tramwaju typu 105N. W środku znajdowało się jeszcze pięciu pasażerów.

W tym dniu pojazd prowadził motorniczy Robert S. zatrudniony w Tramwajach Warszawskich od 14 lat. I od rana wielokrotnie rozmawiał przez telefon komórkowy. Wysyłał też nim wiadomości. “Fakt” ustalił, że rozmowy były długie. Niektóre trwały 14 min., najdłuższe nawet 50 min.

Babcia próbowała ratować wnuczka. To nie wystarczyło

O godz. 11.36 motorniczy zmienił głośność podłączonej do telefonu słuchawki, a niespełna minutę później odebrał połączenie od swojej żony. Rozmowa trwała około 40 sek. O godz. 11.38 ponownie regulował głośność słuchawek. Następnie otrzymał wiadomość SMS, a 22 sekundy później wykonał telefon, po czym znowu odebrał korespondencję prowadzoną z żoną.

O godz. 11.40 zatrzymał się na przystanku, na którym wsiadła babcia z wnuczkiem. Po odbyciu trasy i zatrzymaniu się tramwaju pani Maria wysiadła pierwsza. Będąc już na peronie, złapała chłopca za ręce, by pomóc mu wysiadać. Pech chciał, że w tym momencie stopa chłopca utknęła na ostatnim stopniu (najprawdopodobniej pomiędzy metalowymi wypustkami znajdującymi się na środku schodka). W trakcie próby wyswobodzenia nóżki drzwi się zamknęły. A na pulpicie motorniczego pojawiła się zielona kontrolka, co oznaczało, że może ruszyć z przystanku.

Wypadek na ul. Jagiellońskiej. Czy telefon odebrał życie?

Po trzech sekundach od zamknięcia drzwi tramwaj ruszył. W tym czasie babcia chłopca (który ciałem i jedną nogą znajdował się na płycie) próbowała wyswobodzić dziecko. Niestety bez skutku. Tramwaj finalnie wyrwał jej go z rąk, a ona sama przewróciła się na torowisko.

Sytuację obserwował kierowca samochodu, który skręcał w ul. Jagiellońską. Widząc, co się dzieje, próbował dogonić tramwaj. Jednak wszystkie próby zwrócenia uwagi motorniczego okazały się bezskuteczne. Jechał dalej do kolejnego przystanku.

Po niespełna siedmiu sekundach od ruszenia zadzwonił do niego klient w sprawie naprawy blacharskiej auta (motorczniczy prowadził również działalność gospodarczą w branży samochodowej). Kierowca tramwaju odebrał od niego telefon, rozmowa trwała 35 sek.

Z materiału dowodowego wynika, że do momentu wypadku wykonał w sumie 14 połączeń telefonicznych. Najdłuższa z nich trwała do 50 minut. Inne rozmowy były niewiele krótsze. Trwały miały długość 44, 42, 31, 23 i 14 minut.

Ekspertyzy techniczne i monitoring

Dziecko było ciągnięte po torowisku przez około 420 m, aż do zatrzymania pojazdu przez pasażera, który zaciągnął hamulec bezpieczeństwa. Aleksander zmarł na miejscu w wyniku rozległych obrażeń.

Oględziny techniczne tramwaju wykazały, że systemy bezpieczeństwa były sprawne, a widoczność z miejsca kierowcy pozwalała na obserwację pasażerów przy wszystkich drzwiach.

— Wyłączną winę za tragedię ponosi Robert S. Nie poświęcił on wymaganej uwagi sytuacji na przystanku i nie upewnił się, że wszyscy pasażerowie bezpiecznie opuścili tramwaj — uznała sędzia Katarzyna Wanat i 17 lutego 2026 r. wymierzyła mu karę roku i sześciu miesięcy więzienia.

W uzasadnieniu podkreśliła, że motorniczy świadomie złamał zarówno wewnętrzne przepisy obowiązujące w Tramwajach Warszawskich, jak i prawo o ruchu drogowym, zakazujące korzystania z telefonu podczas prowadzenia pojazdu.

Dodatkowo motorniczy ma zapłacić po 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz rodziców dziecka. Ma też 4-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Zobacz także: Mieszkańcy bloków przy Górczewskiej walczą o swoje domy. “To skandal i tragedia”

Related Posts

W ciasnym, skromnie urządzonym mieszkaniu panował półmrok, a ona z każdym kolejnym ruchem miotły zaciskała usta coraz mocniej. Złość buzowała w niej tak bardzo, że nawet zwykłe…

206

Beyza przyszła do mieszkania ojca z ostatnią nadzieją, że to on znajdzie dla niej ratunek. Nacisnęła dzwonek i nerwowo poprawiła torebkę na ramieniu. Gdy drzwi się otworzyły,…

News

News

W jasпym saloпie starego domυ zapadła ciężka cisza. Wszyscy siedzieli blisko siebie, ale пapięcie między пimi było tak wyraźпe, jakby każde z пich oddzielała пiewidzialпa ściaпa. Haпcer,…

Barwy szczęścia, odciпek 3399: Ola wróci do Jυstiпa i zпów będą szczęśliwi! Wypowie wojпę Karoliпie

Barwy szczęścia, odciпek 3399: Ola wróci do Jυstiпa i zпów będą szczęśliwi! Wypowie wojпę Karoliпie

W 3399 odciпkυ “Barw szczęścia” Ola (Michaliпa Robakiewicz) w końcυ zdecydυje się wrócić do Jυstiпa (Jasper Sołtysiewicz). Wwreszcie υwierzy Skotпickiemυ, że padł oп ofiarą deepfake’a ze stroпy…

Paппa młoda odc. 208, 209. Haпcer przyzпaje, że to Yoпca mogła wyпieść dziecko. Koпfroпtacja Cihaпa i Nυsreta пa komisariacie

Paппa młoda odc. 208, 209. Haпcer przyzпaje, że to Yoпca mogła wyпieść dziecko. Koпfroпtacja Cihaпa i Nυsreta пa komisariacie

W poprzedпim odciпkυ serialυ Paппa młoda syп Cihaпa i Beyzy zпikпął. Teraz Haпcer wyzпa, że to mogła być Yoпca. Na komisariacie dojdzie do koпfroпtacji między Cihaпem, a Nυsretem. fot. YoυTυbePaппa…

Panna młoda odc. 208, 209. Hancer przyznaje, że to Yonca mogła wynieść dziecko. Konfrontacja Cihana i Nusreta na komisariacie

W poprzednim odcinku serialu Panna młoda syn Cihana i Beyzy zniknął. Teraz Hancer wyzna, że to mogła być Yonca. Na komisariacie dojdzie do konfrontacji między Cihanem, a…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *